K. D - REALIZACJE KRAJOWE - MATKI



Teatr Nowy w Zabrzu

Piotr Rowicki

MATKI

Reżyseria: Katarzyna Deszcz

Scenografia: Andrzej Sadowski
Choreografia: Jaroslaw Staniek
Konsultacje muzycznet: Marzena Mikuła-Drabek
Asystent: Edyta Bicz
Udział:
Danuta Lewandowska, Joanna Romaniak, Dariusz Czajkowski, Mateusz Lisiecki, Krzysztof Urbanowicz, Andrzej Kroczynski, Marian Wisniewski, Joanna Falkowska, Renata Spinek                 

Premiera: 14.09.2012


Foto: Paweł Janicki


XIII FESTIWAL DRAMATURGII WSPÓŁCZESNEJ RZECZYWISTOŚĆ PRZEDSTAWIONA GRAND PRIX – NAGRODA PUBLICZNOŚCI
dla najlepszego spektaklu festiwalu –
Złota Maska 2013

Fanaberia Publiczności – nagroda dla najlepszego przedstawienia /Wałbrzyskie FANABERIE Teatralne 2014/


/.../ Całość, celowo prowokacyjna w treści i w formie, nie jest jednak jakąś sceniczną magmą przypadkowych pomysłów inscenizacyjnych. To świetnie zbudowane przez Katarzynę Deszcz przedstawienie, w którym każdy szczegół ma uzasadnienie, a aktorski gest jest na tyle wieloznaczny, że w zależnosci od interpretacji może określać różne emocje. W wyrównanym aktorsko spektaklu króluje jednak Danuta Lewandowska w roli Matki. Trudno zresztą powiedzieć, że zagrala doskonale. Ona po prostu na scenie Matką jest. Henryka Wach-Malicka / Dziennik Zachodni


/.../ Matko Boska, Matko Wyrodna Suko, Matko Tereso od kotów, Demeter, módlcie sie za nami!

W takt “Our house, in the middle of our street” zespolu Madness rezyserka prezentuje mit Matki Polki. Piosenka towarzyszy sztuce tak czesto, iz mozna uznac ja za jej tlo. Mit matki, najpierw z lekka przycmiony, niepozorny, w dalszej czesci sztuki groteskowo szczerzy kly. Jak kazdy mit, tak i ten, pokonac nie sposób. Upokarzana Matka Polka ostatecznie tryumfuje, a jej tryumf, glosem Violetty Villas w piosence „List do matki” jest absolutny. Mozna rzec, ze „Nie ma jak u mamy”. Zabrzanskie „Matki” t o interesujaca, prowokujaca sztuka z zacieciem feministycznym, która sklania do refleksji. Blanka Hasterok / Reflektor


/.../ W spektaklu sprowadzenie matek na ziemie, obnazenie utrwalonych w zwiazku z nimi stereotypów, rozsmiesza (Matka Boska wolajaca: Jezu, Jezu, obiaaad! – bezcenne), ale jednoczesnie przeraza. Bo, co teraz? Co po rozsadzeniu tego klasycznego, konserwatywnego wzorca? Co po Matce Madzi, Matce Hitlera, Matce Andersa Breivika, Matkach kiszacych dzieci w beczkach? Piotr Ciastek / Gazeta Czestochowska


/.../ Dużym atutem przedstawienia jest jego dynamiczność i płynność - wartka akcja, uzupełniona komentarzem narratora, toczy się tu bez pauz i zbędnych dłużyzn. Specyficzny rytm przedstawienia pomaga utrzymać pomysłowo zaaranżowana przestrzeń sceniczna i funkcjonalna scenografia Andrzeja Sadowskiego. Ważnym jej elementem jest tylna ściana z dykty, której okienka stanowią dodatkowe miejsce gry aktorów. Tym, czego zdecydowanie brakuje w spektaklu jest muzyka. Nie licząc śpiewanego a cappella fragmentu piosenki Our House zespołu Madness oraz finałowego Listu do Matki Violetty Villas przedstawienie pozbawione jest warstwy muzycznej, przez co momentami sprawia wrażenie bardzo surowego, "nieogranego". W ciszy umyka uwadze widza również precyzyjna koncepcja ruchu scenicznego autorstwa Jarosława Stańka, stanowiąca istotny, a w niektórych scenach również symboliczny i kluczowy dla interpretacji element spektaklu. "Matki" Rowickiego to tekst złożony i niejednorodny, zarówno pod względem wielości przyjętych perspektyw narracyjnych, jak i różnorodności zastosowanych środków wyrazu. Twórcom spektaklu udało się przebrnąć przez ową eklektyczność, zachowując spójność zarówno na poziomie formy, jak i treści. Pisze Magdalena Figzał / Śląsk


/.../ Natomiast Matki z Teatru Nowego w Zabrzu dobitnie udowadniają inną gorzką prawdę – obecność rodzica w życiu dziecka bywa czasami nie mniej uciążliwa i dojmująca niż jego nieobecność. Nieznająca spoczynku rodzicielska miłość, przekraczając wszelkie granice, może stać się niemożliwą do zniesienia udręką. Ciągiem aktów psychologicznego terroryzmu i emocjonalnego szantażu. I kiedy ta, która urodziła, wykarmiła, wypielęgnowała, wychowała, nagle stanie się „bezużyteczna”, dorosłe rodzeństwo nie wymyśli nic lepszego, niż wpakować ją do symbolicznego muzeum, gdzie ma szansę odnaleźć się wśród pozostałych „ciekawych” staroci. Albo może odda ją pod sąd? Ale cóż ten sąd może poza skazaniem Matki na łaskę dzieci. Nie pomogą też ani nowe technologii w postaci „matkozmieniacza”, urządzenia do zmieniania rodzicielek według własnego upodobania, ani rady profesora z Instytutu Badań nad Matką, ani Statek Śmierci. Matki nie oddasz. Matka jest wszechobecna.
Ciężki to temat i raczej nie do wyczerpania. Zresztą wątpię, żeby Piotr Rowicki, autor sztuki, stawiał przed sobą aż tak ambitny cel. Przyjrzał się sprawie od różnych stron, próbując nie być nazbyt poważnym, pouczającym czy patetycznym. Najbardziej przekonujący jest właśnie w momentach groteski czy dyskretnej kpiny. Warto tu wspomnieć fenomenalną scenę konferencji z udziałem Matki Boskiej (Joanna Falkowska), Demeter (Andrzej Kroczyński), Matki Teresy od Kotów (Marian Wiśniewski) oraz Matki Wyrodnej Suki (Renata Spinek). Publiczność zaśmiewała się jak na występie kabaretów. Szkoda mi jednak było, że Rowicki wraz z reżyserką poszli w stronę uniwersalizacji problemu, nie tworząc barwnych postaci z krwi i kości, uciekając od imion i przygodności. Uważam, że historia rodzeństwa (Joanna Romaniak, Dariusz Czajkowski oraz Mateusz Lisiecki), które nie wie, co ma począć z matką (znakomita w tej roli Danuta Lewandowska), kiedy ta dostaje wylewu, sama w sobie była dość interesująca, żeby udźwignąć wielowarstwową narrację... Henryk Mazurkiewicz / teatralny.pl