<- Polish performances | Foreign performance ->

 

 

Silesian Theatre, Katowice
Martin McDonagh
SCULL FROM CONNEMARA

 

Scenography: Andrzej Sadowski
Music: Krzysztof Suchodolski

 

Cast:
Bogumiła Murzyńska, Wiesław Kańtoch, Wiesław Kupczak, Michał Rolnicki

 

Premiere: 14.12.2007


 

Ciekawy tekst, duże pokłady absurdalnego humoru, świetne wykonanie aktorskie i rzetelna praca reżyserki Katarzyny Deszcz w otoczeniu swojskiej scenografii Andrzeja Sadowskiego to największe atuty "Czaszki z Connemary" w Teatrze Śląskim. Czegóż chcieć więcej? 

Anna Wróblowska / Nowa Siła Krytyczna / 24-12-2007

 

Katarzyna Deszcz stworzyła kolejne spójne i ciekawe przedstawienie. Pokazała, że cech łączących nas, Polaków z Irlandczykami, jest więcej, niż mogłoby nam się wydawać. Wspólnym elementem kultury, tak polskiej, jak i irlandzkiej jest zamiłowanie do picia alkoholu i biesiadowania. Ludzie też są do siebie podobni - lubią śpiewać, cieszą się życiem, potrafią walczyć o swoje szczęście i spokój. Jesteśmy tak samo towarzyscy i komunikatywni, lecz po spożyciu większej ilości alkoholu nie stronimy od plotek i bywamy też jednakowo awanturniczy. Analogiczna jest również płaszczyzna historyczna - oba kraje były uciskane, Irlandia przez Anglików, Polska choćby przez Niemcy czy Rosję. Jak widać, niby tak daleko, a jednak blisko nam do siebie! "Czaszka z Connemary" to spektakl pełen życiowych obrazków i prawdziwego aktorstwa na wysokim poziomie. To przedstawienie, w którym zgromadzone zostały największe emocje, z jakimi tylko człowiek może się spotkać w swoim krótkim życiu. Emocje, które za sprawą Katarzyny Deszcz i czwórki aktorów Teatru Śląskiego, z Wiesławem Kańtochem na czele, znalazły najprawdziwsze odzwierciedleniena scenie. 

Anna Miozga / Dziennik Teatralny Katowice / 26.01.2008

 

McDonagh jest mistrzem w łączeniu tego co ponure z dowcipem. W "Czaszce z Connemary" Deszcz subtelnie przemieszała społeczną kpinę i ludzką tragedię. Jest tu miejsce i na małomiasteczkowe plotki o grzesznikach i dewotkach (w duecie surowy i opryskliwy Wiesław Kańtoch i pełna wigoru miłośniczka bimbru i gry w bingo Bogumiła Murzyńska), i na kryminalną zagadkę, która wymaga śledztwa w stylu serialowego "Columbo", i na szekspirowskie dylematy na cmentarzu z czaszką ręce. Nieważne jaka jest prawda, ważne, co mówią ludzie... Pod scenicznym blefowaniem kryje się jednak ziarno tej prawdy. Za aktorski balans między kłamstwem, kpiną a szczerością katowickiej obsadzie należą się brawa.

Aleksandra Czapla-Oslislo / Gazeta Wyborcza Katowice / 28.01.2008

 

Gdzieś w zapyziałej wiosce w Irlandii dochodzi do zamachu na kulturę. Bo przecież człowiek grzebiąc zmarłych dowiódł swego humanizmu i wyższości nad innymi gatunkami żyjącymi na ziemi. Potrzeba wolnej przestrzeni na cmentarzu wywołuje konieczność odkopania trupów, które powyżej siedmiu lat leżą w grobach. Pytanie zasadnicze: co dalej dzieje się ze zwłokami, zostaje postawione już na początku spektaklu. Można je bowiem roztrzaskać w pył i wrzucić do gnojówki. Takie postępowanie mrozi krew w żyłach, a z drugiej strony rodzi pytanie, jak dużą wartość dla człowieka może mieć kilka kości wygrzebanych z ziemi? Mamy przecież w kulturze prymat duszy nad ciałem, a wbrew wielu aluzjom w spektaklu czaszki nie są nawet podobne do swoich właścicieli sprzed lat. Mimo to, respekt dla martwego, już nawet nie ciała, jest w nas tak silny, że scena, w której Mick i Martin roztrzaskują czaszki młotkiem, wywołuje ogromne emocje. Potęgują je przeraźliwie głośne dźwięki pękających kości i uderzania młotka o stół. Pył miesza się, wypełniając cały pokój. Trwa to dłuższą chwilę, podczas której toczy się rozmowa trywialna i pełna przekleństw. Ten totalny brak szacunku powoduje, że ma się ochotę krzyknąć: przestańcie!

Marta Swoboda / Dziennik Teatralny Katowice