< - realizacje krajowe | realizacje zagraniczne ->

 

 

Tesinske Divadlo/Scena Polska, Cieszyn
Marina Carr
Porcja Coughlan

 

Scenografia: Andrzej Sadowski

Asystent reżysera : Katarzyna Wojczyk
            
Obsada:
Joanna Litwin-Widera, Lidia Chrzanówna, Halina Pasekova, Iwona Bajger, Anna Paprzyca, Katarzyna Wojczyk, Tomasz Kłaptocz, Mariusz Osmelak, Grzegorz Widera, Janusz Kaczmarski, Ryszard Pochroń

 

Premiera: 19.02.2011


 

Dom i rwąca rzeka. Która z tych przestrzeni jest obca, a którą skłonni byśmy byli uznać za oswojoną? A może każda z nich niesie ze sobą odmienne niebezpieczeństwo? W najnowszym spektaklu Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego te dwa obszary nie tylko nieustannie się przenikają, lecz tworzą pewien konglomerat, decydujący o szczególnej, momentami wręcz mistycznej, atmosferze przedstawienia. Dzieje się tak nie tylko za sprawą dekoracji i sposobu aranżacji przestrzeni scenicznej, ale przede wszystkim ze względu na samą tematykę "Porcji Coughlan"
Dominantą  spektaklu jest psychologiczny motyw sobowtóra – brata bliźniaka. Motyw to ograny, znany z historii literatury. Tu jednak zyskuje on nieco odmienną realizację: Porcję Coughlan – tytułową bohaterkę poznajemy piętnaście lat po śmierci jej bliźniaczego brata. Dziewczyna ta znajduje się na skraju szaleństwa. Niemal wszystkie relacje, w jakie Porcja się wikła (również te rodzinne), przesycone są nienawiścią, bądź stanowią jedynie doraźny środek przeciwbólowy. Na domiar złego nie znajduje ona niczego, co mogłoby nadawać sens jej życiu. Jak wybrnąć z tej sytuacji? A może stagnacja, w jakiej bohaterka się znajduje jest nie do przezwyciężenia?

„Porcję Coughlan” najczęściej zestawia się z utworami antycznymi. Związki z tragediami Sofoklesa wydają się nie do pominięcia. Główną bohaterkę nazwać by można wręcz „Edypem w spódnicy” – nieświadoma zagmatwanych dziejów rodziny coraz bardziej komplikuje sytuację. Trudno dociec, na ile staje się ofiarą własnych wyborów, a na ile podlega działaniom przeznaczenia, czy też ślepego losu.  I choć chwilami możemy mieć wrażenie, że to Porcja jest jedyną normalną osobą w ukazanej tu, pełnej nienawiści, rodzinie, nie sposób zaprzeczyć, że wydarzenia sprzed lat odcisnęły na niej niezatarte piętno. Rozdarcie między codziennymi sprawami a światem umarłych sprawia, że główna bohaterka staje się niejako postacią pograniczną, w pewnym sensie prowadzi podwójny żywot.

Owo zwielokrotnienie się postaci uwypuklone jest dzięki grze świateł. Cichym świadkiem spektaklu i jego ważnym elementem jest ekran, na którym pojawia się obraz płynącej rzeki. Na jego tle znajdują się jednak nie tylko aktorzy, lecz również ich cienie, które przenoszą się w nie do końca realną, zamkniętą przestrzeń, niedostępną poznaniu zmysłowemu. Chwyt to w gruncie rzeczy prosty, ale sposób jego użycia akurat w tym spektaklu zasługuje na najwyższe uznanie.

Nieco inaczej sprawa ma się z samym obrazem rzeki – wprowadza on nie tylko kontekst emocjonalny, ale i przestrzenny. Choć sam sposób jej ukazania jest może nieco zbyt melodramatyczny (zwłaszcza w kontekście pojawiającego się na jej tle zmarłego Gabryjela), a oczywistość tych rozwiązań może drażnić, pozwala on wskazać na specyficzne współistnienie sfer sacrum i profanum. Wszystko to pomaga wydzielić na scenie co najmniej trzy niezależne od siebie światy.

Porcję  Coughlan (w roli tytułowej Joanna Litwin-Widera) otacza szereg postaci powiązanych rozmaitymi relacjami. Wśród nich, oprócz rodziców i męża, znajdziemy bardzo ekscentryczną babcię (w tej roli Halina Pasekova) czy ciotkę (Lidia Chrzanówna) – prostytutkę i alkoholiczkę. To te postaci są najbardziej prawdziwe i decydują o kolorycie spektaklu. Na szczególne uznanie zasługuje Mariusz Osmelak, którego kreacja Senchila Doorley'a to prawdziwa perełka cieszyńskiego przedstawienia.

Sztuka Mariny Carr oparta jest na bardzo ciekawym sposobie gospodarowania czasem przedstawionym w spektaklu. Choć po pierwszym jego akcie widzom może się wydawać, że wiedzą już wszystko, szybko okazuje się to tylko złudzeniem – zupełnie jak w dobrym kryminale. „Porcja  Coughlan” kryminałem jednak nie jest. Nie jest również melodramatem (choć takiego rysu także można się doszukiwać) czy moralizującą sztuką, mającą przekonać widzów do miłości bliźniego. To dramat o bardzo silnym wyrazie, ze sporą liczbą wulgaryzmów, okraszony charakterystycznym humorem. Scena Polska Teatru Cieszyńskiego nie boi się sięgać po teksty o rozbudowanej warstwie psychologicznej – niełatwe zarówno w odbiorze, jak i realizacji.

Barbara Englender /Dziennik Teatralny Katowice /23 lutego 2011

 


Wydawać by się mogło, że Porcja ma wszystko, czego do szczęścia jej potrzeba. Kochającego męża, trójkę dzieci, nie musi martwić się o pieniądze, jej mąż Rafael zapewnia im dostatnie życie. Jednak życie bohaterki jest inne, pełne obaw, kłamstw, mrocznych tajemnic. Scena Polska Teatru Cieszyńskiego jest właśnie po premierze dramatu irlandzkiej pisarki Mariny Carr "Porcja Coughlan".
"Porcja Coughlan" to jedno z najbardziej znanych dzieł Mariny Carr. Pochodzący z 1996 roku dramat opisuje losy kobiety w zhierarchizowanej strukturze dzisiejszego społeczeństwa. Porcja to tylko jedna z przedstawicielek dramatów Carr. Każda z bohaterek jej dzieł uwikłana jest w dziwny, specyficzny system wartości. Każda z nich ma swoją tajemnicę. Przeszłość posiadającą cechy rodem z antycznych tragedii. Nie na daremno Porcja kojarzy nam się z Antygoną, ale osadzoną w dzisiejszych czasach.

"Porcja Coughlan" jest jednym z najbardziej znanych dramatów Carr, jednak niewiele osób zdecydowało się wystawić tę sztukę. W Polsce spektakl grany był tylko raz i to pod bardziej chwytliwym tytułem" Widma" .

10 rano, dzień trzydziestych urodzin Porcji. Kolejny zmarnowany dzień, kolejny przeżyty rok za nią. Kobieta rozpoczyna świętować od szklanki whisky. Do mieszkania wchodzi mąż, wyrzuca jej, że znowu pije, mimo wszystko daje jej prezent urodzinowy, bransoletkę z diamentami. Przez mieszkanie Porcji przewijają się kolejne osoby, chcące złożyć jej urodzinowe życzenia, mniej lub bardziej szczere. Urodziny skłaniają bohaterkę do refleksji nad swoim życiem.

Porcja ciągle nie może pogodzić się z tragiczną śmiercią swojego brata, od której minęło już 15 lat. Bohaterka jest osamotniona w swoim cierpieniu, rodzina nie pomaga jej w rozwiązaniu problemów, milczą, kiedy porusza temat Gabriela.
Porcja nie potrafi poradzić sobie ze śmiercią brata bliźniaka. Rodzina jest świadoma specyficznej więzi, jaka była między rodzeństwem, ale nie zdają sobie sprawy, jakie tak naprawdę stosunki panowały między nimi. Nie zdają sobie sprawy z sytuacji, jaka panuje w rodzinie w ogóle.

Pochodząca z kazirodczego małżeństwa para bliźniaków także trwała w związku kazirodczym. Rodzeństwo darzyło się miłością zakazaną. Jedno od drugiego nie potrafiło się uwolnić, jedno o drugie było zazdrosne. Zwłaszcza Gabriel, który nakrył siostrę z jej przyszłym mężem. Postanowili razem odejść z tego świata. Wybrali się nad rzekę, w miejsce ich tajemniczych spotkań, gdzie czuli się najlepiej. Gabriel jako pierwszy wszedł do wody. Za nim miała wchodzić Porcja, ta jednak wystraszyła się, nie chciała umierać. Została na brzegu. Jej głośne wołanie do brata zagłuszał niestety nurt rzeki. Gabriel, chcąc się upewnić, czy siostra idzie za nim, odwrócił się i zobaczył, że jednak jej nie ma. Postanowił także zawrócić, ale nurt rzeki był zbyt silny. Chłopak przewrócił się i utonął.

Od tego momentu nic już nie jest takie samo. Porcja ukrywała przed rodziną prawdę o śmierci brata. W nocy nachodziło ją widmo zmarłego brata, słyszała jego dziewczęcy głos, który non stop ją prześladował. Porcja nie potrafiła sobie z tym poradzić. Śmierć brata bliźniaka, z którym nadal czuje instynktowną więź, czyni ją nieprzystosowaną do wymagań społeczeństwa. Nienawidzi swoich dzieci, dręczy psychicznie męża i kochanków, gardzi rodzicami. Cały czas żyje z poczuciem winy za śmierć Gabriela. Chce się uwolnić spod jego uścisku, chce normalnie żyć, ale zdarzenia z przeszłości nie pozwalają jej na to. W końcu Porcja rozwiązuje swoje problemy. Udaje się nad rzekę, postanawia złączyć się z bratem. Umiera.

Carr ukazuje kobietę jako pierwiastek irracjonalny w kulturze Zachodu. Pomimo, że kobiety żyją w świecie zdeterminowanym przez mężczyzn, to one odgrywają w nim główną rolę. Rozumieją się nawzajem. Wykazują więcej empatii, temperamentu i szczerości. Są bliższe naturze, ciekawsze świata, spontaniczne.

"Porcja Coughlan" to niezwykła i przejmująca opowieść o młodej kobiecie zmagającej się ze swoim przeznaczeniem. To historie kobiet o nowej tożsamości, odbiegającej od panujących stereotypów. Katarzyna Deszcz zbudowała wokół spektaklu aurę niezrozumienia i osaczenia, które determinują zachowania bohaterki, pomimo że jawi nam się ona jako osoba chora psychicznie, niezrównoważona. Sztuka ta daje pole do popisu głównie aktorkom Sceny Polskiej. Kobiety odgrywają w niej pierwsze skrzypce.

Joanna Litwin-Widera jako Porcja, podstarzała prostytutka znakomicie wykreowana przed Lidię Chrzanówną, czy zgryźliwa seniorka rodu Blaize Scully, zagrana przez Halinę Pasekovą, znakomicie poradziły sobie z odtworzeniem postaci Mariny Carr.
Spektakl przeplata ze sobą sceny śmieszne, dowcipne, z tymi bardziej okrutnymi. Przez to sztuka nie zgubiła swojego sensu.

Życie nie jest jednoznacznie złe albo dobre. Zdarzają się zabawne sytuacje, które są zaznaczone w dramacie, co nie zmienia jednak ogólnego przesłania sztuki. W założeniu ma ona charakter tragiczny. Humor jest tylko jego dopełnieniem. Ta sztuka ma skłonić widza do refleksji, a nie bawić. I w rzeczywistości tak jest.
Barbara Śliż, Gazetacodzienna.pl, 20.02.2012

 


MROCZNIE I PRZEJMUJĄCO
Za nami kolejna premiera Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego w jubileuszowym 60. sezonie teatralnym. Tym razem aktorzy wzięli pod lupę sztukę jednej z najbardziej uznawanych współczesnych dramatopisarek irlandzkich, Mariny Carr. „Porcja Coughlan” to jej tytuł, a zarazem imię i nazwisko głównej bohaterki, młodej kobiety zmagającej się ze swoim przeznaczeniem, której tożsamość odbiega od przyjętych ogólnie stereotypów.
Gdy Porcja Coughlan – w tej roli znakomita Joanna Litwin-Widera, wulkan aktorskiego temperamentu – pojawia się na deskach zaolziańskiego teatru, atmosfera kipi od emocji, robi się gęsta, mroczna i niepokojąca, ale i bardzo przejmująca. Porcja przypomina nieco mityczną Antygonę. Śmierć brata bliźniaka, z którym nadal czuje irracjonalną i instynktowną więź (kiedyś łączył ich sekretny kazirodczy związek...), kładzie się cieniem na całym jej życiu. Kobieta cały czas wraca do przeszłości i nie potrafi odnaleźć się w teraźniejszości.  Nic nie jest tak, jak być powinno. Tęsknota za Gabrielem, wracająca codziennie niczym natręctwo, nie pozwala Porcji być ani dobrą żoną, ani dobrą matką, ani córką. Kobieta niszczy wszystko wokół siebie.
W „Porcji Coughlan” momentami jest śmiesznie – szczególnie, gdy na scenie pojawiają się podstarzała prostytutka Maggie May Doorley (świetna Lidia Chrzanówna) i jej mąż Senchil (Mariusz Osmelak) czy zgryźliwa seniorka rodu Blaize Scully (rewelacyjna Halina Paseková), lecz w przeważającej mierze jest po prostu strasznie. Wybornie złożona przez zaolziańskich aktorów mozaika ludzkich losów, jak i ostateczny wydźwięk granej za Olzą irlandzkiej sztuki, są jednak zdecydowanie bardziej tragiczne niż humorystyczne. To z pewnością sztuka niełatwa i nielekka, stawiająca dużo pytań, czasami pozostających bez odpowiedzi...
- Moglibyśmy w skrócie powiedzieć, że „Porcja” mówi o poczuciu winy. Ale nie tylko... Również o tym, że bardzo trudno nam się przyznać do naszych błędów, że nasze winy zwalamy na kogoś innego. I następny temat, który się pojawia: czy to, co dzieje się w naszym życiu, jest zaplanowane z góry i nie mamy na to wpływu, czy też my możemy naszym życiem sterować – mówi reżyser spektaklu Katarzyna Deszcz, która wcześniej w Scenie Polskiej realizowała między innymi „Inne rozkosze” czy „Kalekę z Inishmaan”. – Jest to też opowieść o miłości, miłości za każdym razem jakoś ułomnej. Albo jest to miłość wynikająca z faktu, że nie ma nikogo innego, dlatego jestem z tą właśnie osobą. Albo taka potworna potrzeba miłości, którą nie wiadomo jak przekuć, jak naprawdę kochać – dodaje Katarzyna Deszcz.
DOROTA KREHUT-RASZYK, Głos Ziemi Cieszyńskiej, 25.02.2011


 

»PORCJA COUGHLAN« MARINY CARR W SCENIE POLSKIEJ

Życie to wcale nie bajka...

– Przyznam, że przygotowanie tej sztuki było dla mnie drogą przez mękę. Te wulgarne słowa na pierwszych próbach bardzo mi przeszkadzały. Ale w końcu przełamałam wszelkie opory i cieszę się, że widzowie te sztukę na premierze tak ciepło przyjęli  – powiedziała mi po sobotniej premierze aktorka Sceny Polskiej, Halina Paseková. Bo też z ust aktorki, nestorki zespołu, padały słowa bardzo wulgarne, z jakimi nie spotykamy się raczej w Teatrze Cieszyńskim.

A sama sztuka „Porcja Coughlan” irlandzkiej autorki Mariny Carr to sztuka bardzo kontrowersyjna, przypominająca atmosferą antyczne tragedie. Sztuka o kobiecie, która niszczy wszystko wokół siebie. Własne dzieci, męża, rodziców... A także siebie, bo tak jak brat bliźniak ginie w nurtach rzeki...

– To na pewno mocny tekst, ostra, kontrowersyjna sztuka. Nic dziwnego, że niewielu reżyserów w Polsce zdecydowało się ją wystawić – stwierdził aktor Janusz Kaczmarski, który w przedstawieniu gra barmana i „szeryfa” Fintana Goolana. – Nawet dyrektor Teatru Cieszyńskiego, Karol Suszka, z początku się obawiał jej przyjęcia ze strony widzów. Kiedy jedna obejrzał przedstawienie na jednej z prób, powiedział nam, że nie ma co do jego wystawienia żadnych wątpliwości. I że wszelkie wulgaryzmy są uzasadnione. To wszystko potwierdzili widzowie, którym sztuka na premierze wyraźnie się podobała. Uważam, że zaolziańska publiczność nie będzie miała problemów z jej odbiorem.

Z ust bohaterów „Porcji Coughlan” nie padają jednak tylko wulgaryzmy. Słyszymy bardzo liryczne, choć mocne teksty, pełne poezji. Ale poezji raczej ostrzejszej, rodem z tomików amerykańskich beatników lub punkowych bardów... To niezwykła i przejmująca opowieść o młodej kobiecie zmagającej się z przeznaczeniem, nieprzystosowanej do otaczającego ją świata. Żyjącej w konflikcie z tradycyjnymi normami i powszechnie przyjętym trybem życia, a jednocześnie przez cały czas poszukującej prostych ludzkich uczuć.

Akcja dramatu rozpoczyna się w dniu trzydziestych urodzin głównej bohaterki. Składają jej życzenia mąż Rafael, rodzice i matka ojca, siostra matki. Ale Porcja zmaga się sama z sobą i ze swoimi wspomnieniami. Bo też minęło piętnaście lat od śmierci jej brata-bliźniaka, Gabriela, który się utopił w przepływającej przez irlandzkie miasteczko czy wioskę rzece (motyw płynącej, wzburzonej wody na ekranie za sceną towarzyszy prawie całemu spektaklowi, tak samo co chwila pojawia się na scenie widmo nieżyjącego brata). W końcu sama ginie w nurtach rzeki i dowiadujemy się o tym już pod koniec pierwszego aktu.

Ale to nie finał. W drugim akcie dowiadujemy się, co doprowadziło Porcję do samobójstwo. Odkrywamy wraz z bohaterami sztuki, że już rodzice bohaterki byli... przyrodnim rodzeństwem, mieli tego samego ojca. Kazirodczy związek łączył też, jak wykrzykuje to Porcja w oczy swemu mężowi, Rafaelowi, bliźniaków zrodzonych z tego związku. Kiedy jednak brat Gabriel podpatrzył siostrę z jej przyszłym mężem., rodzeństwo postanowiło razem odejść z tego świata. Chłopak utonął, siostra wtedy – przed piętnastu laty – w ostatniej chwili straciła odwagę... Zdecydowała się na dobrowolną śmierć dopiero jako trzydziestoletnia kobieta...

A kogo widzimy na scenie? Joannę Litwin-Widerę jako Porcję, jej ciągle kłócących się rodziców Annę Paprzycę i Ryszarda Pochronia. Halina Paseková to zgryźliwa seniorka rodu, wciąż zarzucająca synowi, że ożenił się z kobietą z rodu Joyce'ów, którzy w dolinie mieszkają dopiero od trzech pokoleń, zaś Lidia Chrzanówna wcieliła się w ciotkę Maggie May, byłą prostytutkę. Wszyscy się ciągle wyzywają, kłócą. Tylko dwóch panów – Senchil Doorley (Mariusz Osmelak) i mąż Porcji Rafael (Tomasz Kłaptocz) – wydają się być przynajmniej trochę normalni. Bo chociaż pierwszy z nich wygląda na życiowego safandułę, to w końcu przekonujemy się, że to on tylko rzeczywiście pomaga bliźnim (zwłaszcza żonie Maggie) i potrafi ich wysłuchać...

– To bardzo piękne przedstawienie, pięknie zagrane przez moich kolegów – powiedział mi aktor Sceny Polskiej, Ryszard Malinowski, który tym razem śledził grę swoich przyjaciół z widowni. – Lubię poetykę irlandzkich autorów, to poetyka bardzo zbliżona do polskiej. A wulgaryzmy padające z ust aktorów w ogóle mi nie przeszkadzają, są doskonale wpisane w poetykę sztuki. Podziwiałem też bardzo improwizacje wokalne Iwony Bajger, która poza tym pomagała aktorom jako sufler, a także wcieliła się w widmo Gabriela.

Halina Paseková zaś dodała: – Podczas prób zastanawiałam się, czy przejdą mi przez usta te wulgaryzmy. Myślałam o naszym widzu, który nie jest do nich przygotowany. Zwierzyłam się z tym problemem także reżyser Katarzynie Deszcz. Ta powiedziała mi jedno: „Nie bój się, dostaniesz się w końcu do tej sztuki”. I tak się stało, ze dwa tygodnie temu na próbie postanowiłam pójść na „full”. Przełamałam się i stwierdziłam, że to jest naprawdę wspaniały materiał do grania, z nim może aktor pracować. Ale pomimo tego, że sztuka mi się bardzo podoba, wciąż jestem poniekąd zaszokowana tym, że ze strony widzów spotkała się z aż tak ciepłym przyjęciem...

Teraz jednak przyjdzie poczekać na to, jak nowe przedstawienie przyjmą inne grupy abonamentowe. Jedni z pewnością powiedzą: „Sodoma! Gomora!”, inni potraktują ją jako próbę spojrzenia za drzwi jednego domu, jakich może być nawet u nas, nad Olzą sporo... A może się rozpęta po latach jakaś teatralna dyskusja?

W każdym razie zdradźmy, że tekst sztuki przełożyła z irlandzkiego Elżbieta Jasińska. Przedstawienie w Scenie Polskiej wyreżyserowała Katarzyna Deszcz, autorem scenografii jest Andrzej Sadowski. Spektakl zrealizowano przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury RC oraz Instytutu Adama Mickiewicza ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP. Sobotnia premiera była zaś czwartą w jubileuszowym, 60. sezonie Sceny Polskiej.

JACEK SIKORA, Głos Ludu, 22.02.2011

 


Od 19 lutego oglądać możemy w wykonaniu Sceny Polskiej Cieszyńskiego Teatru irlandzki dramat autorstwa Mariny Carr pt. Porcja Coughlan.
Tytuł sztuki to zarazem imię i nazwisko głównej bohaterki dramatu. Porcja ( Joanna Litwin – Widera) to niezwykła kobieta.  Z jednej strony ma wszystko: jest bogata, ma kochającego męża Rafaela ( Tomasz Kłaptocz), trójkę zdrowych dzieci oraz piękny dom. Z drugiej jednak czuje się
w świecie bardzo samotna, opuszczona, nikt jej nie rozumie.  Zdaje się być nieprzystosowana do życia w otaczającej rzeczywistości, popada w liczne konflikty ze swoją rodziną, znajomymi, łamie ogólno przyjęte normy. Nie lubi swojego życia, nie widzi jego sensu. Uczucie to odczuwa nieustannie od 15 lat, od czasu, kiedy tragicznie zginął jej brat bliźniak.
Gabriel był bardzo ważną osobą w życiu Porcji.  Kobieta tęskni za nim tak bardzo, że jego brak staje się obsesją. Przeradza się z tęsknoty w natręctwo.  Brat odwiedza Porcję w każdym śnie, każdej nocy. Kobieta chciałaby móc o nim w końcu zapomnieć. Chciałaby zapomnieć również o sobie. O Porcji, która nie potrafiła zapanować nad swoimi popędami, o Porcji, która sypiała z własnym bratem, a potem zdradziła go z innym mężczyzną.
Porcja Coughlan  to kobieta, którą nieustannie męczy poczucie winy . Czuje się winna śmierci brata, bycia złą żoną, matką, córką.  Nie chce być złym człowiekiem, ale nie może poradzić sobie ze sobą samą. To kobieta, która żyje jakby w dwóch światach:  w świecie miłości i nienawiści.
Autorka dramatu Marina Carr prezentuje widzowi historię kobiety, która jest do wszystkiego zdolna, ale jednocześnie można jej wiele wybaczyć.  Porcja Coughlan nie jest kobietą , którą da się urobić do ogólno przyjętych ram. Jest naturalna, pierwotna  w reakcjach, kusząca i spontaniczna. Porcja  jest niczym płynąca rzeka- niedająca się uformować.
Porcja Coughlan to dramat o charakterze feministycznym.  Nie jest on sztuką pełną sloganów
o równouprawnieniu, jednak mężczyźni, o których mówi Marina Carr to ofermy. Sly Scully ojciec Porcji ( Ryszard Pochroń) to człowiek, który potulnie znosi wyzwiska swojej matki i wykonuje jej wszystkie polecenia.  Senchil Doorley ( Mariusz Osmelak) jest na każde skinienie swej ukochanej – która  śmieje się z niego, że się nie urodził, lecz  został zrobiony na drutach w niedzielne popołudnie – nosi  jej torebkę, podaje papierosy, a także płaci jej rachunki.  W końcu mąż Porcji- Rafael zdaje się być zupełnie pozbawiony pierwiastka męskiego – gdy dowiaduje się, że jego żona zdradziła go z Szeryfem z baru ( Janusz Kaczmarski) , nie unosi się gniewem, ale błaga żonę, by powiedziała, że to wszystko nieprawda.
Wielkie pochwały należą się Joannie Litwin- Widerze za niezwykły kunszt aktorski, za przedstawienie w sposób niesamowicie realny nieoczywistej sylwetki tytułowej Porcji.  Wyrazy uznania należą się także reżyserowi spektaklu – Katarzynie Deszcz za dosadne, realne i krwiste, nienużące przedstawienie historii  oraz Andrzejowi Sadowskiemu za interesującą scenografię.
Porcja Coughlan to sztuka niebanalna, niełatwa. Stawiająca wiele trudnych pytań, na które nie zawsze otrzymamy odpowiedź. Jest to sztuka na pozór traktująca o rzeczach dla nas odległych, jednak gdy się bardziej wsłuchać, porozmyślać może okazać się, że nasze życiowe problemy nie są tak bardzo odległe od prezentowanej rzeczywistości.
RENATA STONAWSKA

 


Porcja jak Antygona

Tę historię znają chyba wszyscy. Wielu odnajdzie w niej tropy wiodące do starożytnej "Antygony". Tytułowa Porcja Coughlan nie może się otrząsnąć po śmierci brata bliźniaka, z którym łączy ją niezwykła więź emocjonalna, zamieniająca się w silny fizyczny ból. Chociaż od utraty brata minęło już
15 lat, Porcja nie potrafi się odnaleźć pośród społecznych konwenansów i w relacji z najbliższymi. Jest złą matką i żoną, także kiepską kochanką. Katarzyna Deszcz pracowała nad materiałem w Polsce mało znanym. Choć Marina Carr jest jedną z najbardziej uznanych współczesnych dramatopisarek irlandzkich, jej "Porcja Coughlan" była grana w Polsce tylko raz, pod tytułem "Widma". Irlandzka twórczyni pokazuje świat kobiet z ich manipulacjami, pełen tajemnic, mroku i widm. Nie przypadkiem podczas całego przedstawienia na scenie widzimy mężczyzn, którzy noszą torebki żon.
Scena Polska Teatru w Czeskim Cieszynie przygotowała gęstą i mroczną sztukę o alienacji, niedopasowaniu do świata, kłamstwie i wiecznej tragedii, która niszczy nawet najwspanialsze uczucia. Pełną wulgaryzmów, klaustrofobiczną, kontrowersyjną, ale nad wyraz prawdziwą.
"Porcja jak Antygona"
Łukasz Grzesiczak
Przeglad nr 10 online

08-03-2011