< - realizacje krajowe | realizacje zagraniczne ->

 

 

Teatr Śląski, Katowice
Tomasz Man
Moja ABBA

 

Scenografia: Andrzej Sadowski
Trening wokalny: Adam Snopek
Choreografia: Anna Majer

 

Udział:
Krystyna Wiśniewska, Wiesław Sławik, Katarzyna Kowalczuk
Michał Rolnicki

 

Premiera: 01.06.2012


 

Bezwzględny świat współczesnych mediów

Reżyser spektaklu, Katarzyna Deszcz, zapowiedziała, że tekst Tomasza Mana traktuje jedynie jako pretekst do pełnej śpiewu, tańca i cytatów estetycznych zabawy. Dotrzymała słowa. W dramacie nie poprzestała jedynie na dokonaniu skrótów, lecz dopisała całe partie tekstu swojego autorstwa. Uwypukliła zawarty w "Mojej ABBIE" humor, dodała fragmenty największych przebojów ABBY i metateatralną zabawę. Na pierwszy plan wysunęła wątek, na który w trakcie czytania dramatu nie zwróciłem uwagi, ale po drodze zgubiła gdzieś to, co jest istotą "Mojej ABBY".
Od pierwszych minut publiczność bardzo żywo reaguje – widzowie co chwila wybuchają śmiechem i głośno komentują to, co dzieje się na scenie. Obserwując Męża (Wiesław Sławik), który relacjonuje przebieg spotkania z burmistrzem lub mówiącą dużo, szybko i głośno „za dynamiczną na studia” Córkę (Katarzyna Kowalczuk), zachowują się, jakby oglądali świetną farsę. Nie inaczej jest również w scenie, w której Reżyser (Michał Rolnicki) ogląda Żonę (Krystyna Wiśniewska) jak towar, jednocześnie komentując wygląd jej szyi, biustu i pośladków w rozmowie telefonicznej ze swoją asystentką. Dobra zabawa na widowni apogeum osiąga, gdy Reżyser w studiu telewizyjnym wydaje polecenia podwładnym (grają ich pracownicy Teatru Śląskiego) i Mężowi. W trakcie niedzielnego przedstawienia widzowie tak rozbawili aktorów, że Michał Rolnicki i Wiesław Sławik byli bliscy „zgotowania się”. Jednak aktor, grający Reżysera, nawet w trakcie improwizowanego dialogu ze swoim scenicznym partnerem ani na moment nie wyszedł z roli.

Krystyna Wiśniewska w roli Żony początkowo nie ma zbyt dużo tekstu – emocje znakomicie wyraża za pomocą mimiki (kłótnia z Mężem, rozmowa z Reżyserem), a miejsce dialogów zajmują – komentujące akcję – przeboje ABBY. Warto jednak być cierpliwym, by obejrzeć scenę rozmowy Żony z nią samą z przeszłości lub posłuchać jej końcowego monologu. 

Katarzyna Kowalczuk jest przezabawna (i bardzo wiarygodna) jako Córka – świetnie radzi sobie z niełatwymi kwestiami. Zapamiętuje się scenę, w której wylicza, czego już nigdy nie będzie robić i marzy o spotkaniu z Małgorzatą Kożuchowską (reżyserka bezlitośnie wyśmiewa „mordercze kartony”) lub roli w „Plebanii”. O ile znakiem rozpoznawczym Córki jest słowotok, o tyle w roli Dziewczyny aktorka tonuje swoją ekspresję i tworzy radykalnie odmienną postać, którą ogląda się z równym zainteresowaniem.

Wybuchy złości Męża w wykonaniu Wiesława Sławika raczej śmieszą niż przerażają (bohater jest w istocie pantoflarzem) – mile zaskakuje fakt, że aktor nie ucieka się do środków wyrazu, znanych już z ról Porfirego, Pappenheima czy Lafeau. Bardziej przekonuje mnie jednak jako Tato, który ma nadzieję, że Córce uda się uciec szybowcem do Szwecji (skąd będzie im przesyłać czekoladę z orzechami, płyty ABBY i pisemka porno), a kobietę, którą bierze za swoją żonę, prosi, by zrobiła mu striptiz.

Michał Rolnicki w roli Reżysera ubrany jest zgodnie z tym, co napisał Tomasz Man – czarne, skórzane spodnie i pomarańczowy garnitur. Aktor z przyjemnością kreśli portret człowieka, który – mimo młodego wieku – jest w pełni świadom tego, jak świetnie sprzedają się dzisiaj klimaty retro. Bohater potrafi pięknie mówić, zagrać wzruszenie, a kiedy trzeba – skłamać (mówi Żonie, że jego rodzice poznali się na koncercie ABBY w Studio 2). Nie rozstaje się z telefonem komórkowym („wakacje będę miał w grobie”), również przez komórkę oznajmia swojej partnerce, że przestała go już interesować („nie ta, to inna”). W jednej ze scen następuje przełamanie bariery scena-widownia (Reżyser wygłasza zapowiedź programu wprost do widzów), w innej bohater instruuje kamerzystę (w tej roli inspicjent/sufler Marcin Całka), w jaki sposób powinien rejestrować skok Żony z balkonu. Aktor pozwala sobie również na kwestie, których nie ma w tekście, ale mieszczą się w roli (oznajmia współpracownikom, że przez nich już traci głos lub stwierdza, że zdarza mu się mówić „halo”, nie mając telefonu). Cała czwórka wykonawców bardzo dobrze wypada wokalnie.

Katarzyna Deszcz istotą swojego spektaklu uczyniła coś, co w sztuce Tomasza Mana jest jedynie tłem – reżyserka pokazuje, jak bezwzględny w porównaniu z telewizją lat 70. jest świat współczesnych mediów. Ich żelazną zasadą jest: nie mówimy o rzeczach smutnych, liczy się tylko „fun”. Szkoda, że z opowieści o marzeniach i sile wyobraźni pozostała jedynie tak banalna konstatacja.


Tomasz Klauza / Dziennik Teatralny Katowice / 05 czerwca 2012

 


ABBAznaczy wolność?
Ostatnia przedwakacyjna premiera w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach miała miejsce na Scenie w Malarni. Tym razem odnowiony lokal teatru oswaja musical "Moja Abba". Dramat napisany przez Tomasza Mana wyreżyserowała Katarzyna Deszcz.
"Moja Abba" to opowieść o kobiecie (w tej roli Krystyna Wiśniewska) - żonie i matce nastoletniej córki (Katarzyna Kowalczuk), a nade wszystko - wielbicielce legendarnego zespołu ABBA. To historia czterdziestolatki, której młodzieńcza fascynacja muzyką szwedzkiej grupy z lat siedemdziesiątych odcisnęła silne piętno na jej dojrzałym życiu. Egzystująca na granicy dwóch światów kobieta nie potrafi się zadomowić w żadnym z nich, choć wydaje się, że przytulnie urządzona przestrzeń sceny (wygodna kanapa, ozdobna lampa, paprotka, pastelowej barwy ściany) powinna temu sprzyjać. W przeszłości bohaterka czuła się kochaną, mogła swobodnie puścić wodzę młodzieńczych fantazji i marzyć. Jej teraźniejszość naznaczona jest natomiast bolączkami codzienności. Kobietę wyrzucono z pracy w szkole - uczyła tylko piosenek ABBY, córka wyśmiewa jej ekstrawagancki wygląd, za swój nieustanny i głośny śpiew kobieta nękana jest przez sąsiadów, nierozumiana jest też przez męża (Wiesław Sławik), któremu przeszkadza w zdobywaniu kolejnych szczebli kariery politycznej. Śpiewająca na balkonie fanka zostaje w końcu dostrzeżona przez znanego reżysera (Michał Rolnicki), który "kupuje" ją razem z całym bogactwem jej szafy: błyszczącymi własnoręcznie szytymi sukienkami, spodniami-dzwonami, butami na koturnie i perukami ABBY... Wszystko po to, aby jej życie uczynić materiałem na telewizyjne show godne XXI wieku. Retro bowiem jest zawsze w modzie, a kobieta, przypominająca Fridę, to jak żywe uosobienie muzeum w Sztokholmie!
Pomimo że nowe otoczenie pozwala kobiecie w nieskończoność śpiewać i tańczyć do tak dobrze znanych popowych melodii, bohaterka nie znajduje w sławie ukojenia. Od początku przedstawienia ta postać wydaje się jakby z innego świata, uciekająca myślami do własnego wnętrza. ABBA buduje granicę pomiędzy żoną a podążającymi za współczesnymi trendami córką i mężem. Kobieta zostaje niejako zmultiplikowana, do głosu dochodzi jej młodzieńcze "ja", pragnące przestrzec samą siebie przed wyprawą szybowcem do Szwecji, w której to śmierć poniósł jej narzeczony, również miłośnik ABBY. W czasy współczesne wkracza przeszłość - zarówno ta rodzinna, zawsze obecna w sztukach Mana ("Dobrze", "Katarantka", "111"), jak i historyczna. Zamiłowanie do młodzieńczych piosenek łączy się z pierwszymi miłosnymi doświadczeniami. Te zaś rozgrywają się na tle peerelowskiej rzeczywistości - w 1976 roku odbył się w Polsce koncert zespołu ABBA, w TVP nagrano program telewizyjny "ABBA w Studio 2". Obrazy i krótkie filmiki przypominające ówczesne realia wyświetlane są na dużym ekranie, stanowiąc drugi plan zdarzeń. Wyreżyserowane na monitorze sceny przeplatają się z obliczem głównej bohaterki, przemawiającej do swej dawnej osoby, a jednocześnie nierozpoznającej samej siebie.
Trudności ze zdefiniowaniem własnej tożsamości wysuwają się na pierwszy plan. Bohaterka nie odnajduje się w rolach narzucanych jej przez społeczeństwo. Raz jest sobą z młodości, następnie swoim dojrzałym wcieleniem. W pierwszych scenach muzyka nie pozwalała kobiecie usłyszeć jej życiowych towarzyszy, pod koniec przedstawienia w symultanicznie rozgrywających się scenach to oni nie dają możliwości zaistnieć "nowej gwieździe", wykrzykując przed nią osobiste frustracje. Dla kobiety ABBA staje się więc synonimem utraconej przeszłości. O wzajemnym zrozumieniu w konsumpcyjnym świecie nie ma mowy. Przed obiektywem telewizyjnej kamery nie uchylają się najbliżsi - mąż, który w popularności żony zaczyna dostrzegać szansę na własne zaistnienie w świecie; córka, wiążąca ogromne nadzieje z wyjazdem do stolicy i pragnąca zagrać w popularnych serialach, takich jak "Plebania" czy "M jak miłość". Zdaje się, że to, co utrwalone na kamerze, zyskuje na znaczeniu.
Wszystkie postacie zagrane zostały z dużą dawką humoru. "Moja ABBA" to spektakl lekki i rozrywkowy, wykorzystujący technikę teledysku i widowiskowe chwyty (głośno włączone muzyczne hity, dyskotekowe światło, spadające konfetti i dymy). W świecie naiwnych marzeń (wbrew pozorom bardziej córki i męża niż żony) wygrywa muzyka - utrwalająca mit wolności.

Dorota Szewczyk-Świerniak / Teatralia Śląsk / Nr 23 (23) / 11 czerwca 2012