< - realizacje krajowe | realizacje zagraniczne ->

 

 

Teatr im. A. Sewruka, Elbląg
Petr Zelenka

Opowieści o zwyczajnym szaleństwie

Príbehy obycejného sílenství

               
Scenografia:  Wojciech Stefaniak
Musika:  Dariusz Łapkowski
Swiatło:  Kazimierz Kowalski

Udział:

Marcin Tomasik, Irena AdamiakLesław OstaszkiewiczMałgorzata Rydzyńska, Artur Hauke, Anna Suchowiecki, Leszek Andrzej Czerwiński, Teresa Suchodolska, Wojciech Rydzio, Marta Masłowska, Małgorzata Jakubiec-Hauke, Tomasz Czajka

 

Premiera: 21.01.2012


 

W poszukiwaniu miłości i szczęścia
Każdy z nas szuka kontaktu z innymi ludźmi, bliskości, spełnienia, miłości i szczęścia. Jednak formy, w jakich próbujemy realizować te nasze pragnienia, sposoby dążenia do celu ocierają się czasem o swoiste szaleństwo. Ale czy rzeczywiście jesteśmy szaleni? A może to tylko świat oszalał i stanął na głowie, a my jesteśmy normalni?...
W minioną sobotę na Dużej Scenie Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu miała miejsce premiera spektaklu "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" Petra Zelenki w reżyserii Katarzyny Deszcz.
W magicznym lustrze prawdy
Zelenka już w samym tytule swojej sztuki zawarł swoisty paradoks, bo albo coś jest zwyczajne, normalne, albo szalone - a tutaj mamy zwyczajne szaleństwo. Bo sztuka czeskiego dramaturga, a tym samym i spektakl wyreżyserowany przez Katarzynę Deszcz, to opowieść o zwykłych ludziach, o naszych znajomych, przyjaciołach, o nas samych. Przyglądając się więc bohaterom, mamy wrażenie, że na scenie oglądamy samych siebie, że przeglądamy się w jakimś wielkim, magicznym lustrze prawdy.
Realizatorzy elbląskiej inscenizacji nie stworzyli jakichś niesamowitych dziwolągów, choć trzeba przyznać, że niemal każdy z bohaterów ma swoje mniejsze czy większe dziwactwa, jest swoistą osobliwością. Mechanizmy ich zachowań ukazane są oczywiście w pewnym przerysowaniu i kondensacji, a galeria osobliwości jest dość pokaźna, ale takie są prawa teatru. Dzięki temu w postępowaniu tego czy innego bohatera łatwiej odnajdujemy mechanizmy własnych zachowań. I tak Jana wydzwania do kochanków z budki telefonicznej pod swoim domem; Mucha porzucony przez kolejną dziewczynę wiąże się z odkurzaczem i manekinem; Piotr, aby zatrzymać dziewczynę, sięga po indiańskie rytuały; Alicja i Jerzy płacą postronnym ludziom, aby ich obserwowali w łóżku, bo inaczej nie mogą się kochać. Te i inne dziwactwa wydają się być szaleństwami, ale tak naprawdę są w granicach normy, a wszystko to opowiedziane jest z dystansem i dużym poczuciem humoru.
Bohaterowie są zagubieni, nie potrafią się odnaleźć, nie mają autorytetów, wartości, nie radzą sobie z własnymi problemami, nie potrafią żyć w związkach. A mimo to wciąż poszukują i żyją nadzieją, bo chcą mieć kogoś bliskiego, chcą kochać i być kochanymi, chcą być szczęśliwi. Chociaż ta ich pogoń za miłością, za szczęściem wydaje się być nieco absurdalna i groteskowa.
Twórcy spektaklu próbują nam jednak powiedzieć, że każdy z nas postrzega świat inaczej i nic niejest takie, jakim wydaje się na pierwszy rzut oka. Dlatego też nie można oceniać innych po pozorach, bo tak samo oni mogą też oceniać nas.
W całym tym szalonym świecie, podobnie jak w sztuce Zelenki, nasze inspiracje czy ukryte pragnienia przybierają czasem postać gadającego koca bądź ożywionego manekina. A najsmutniejsze przesłanie, jakie płynie ze sceny, wydaje się być takie, że dopiero na oddziale psychiatrycznym człowiek może być sobą, nie musi nikogo udawać, przed nikim się ukrywać i nikt go tam pochopnie nie ocenia.
Sztuka Zelenki jest nam bliska również i z tego powodu, że podobnie jak Czesi żyjemy w kraju postkomunistycznym, a echa socjalizmu słychać także w "Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie" - jedni tęsknią za dawnymi czasami, inni wstydzą się tego, co wówczas robili, a jeszcze inni próbują zbić kapitał na swoim "kombatanctwie".
Widzowie blisko aktorów
Po raz pierwszy w Elblągu w roli reżysera wystąpiła Katarzyna Deszcz. Autorką przekładu tekstu jest Krystyna Krauze, scenografia i kostiumy są dziełem Wojciecha Stefa-niaka, a opracowanie muzyczne - Dariusza Łapkowskiego.
Widzowie oglądający ten spektakl, siedzą na scenie, są więc blisko aktorów, mogą poczuć się częścią wykreowanej przez nich rzeczywistości.
Scenografia jest umowna, mocno uproszczona, bo też i postrzeganie rzeczywistości
zależy od każdego z nas, więc wszystko może być wszystkim. Kostiumy są bardzo współczesne, dopasowane do charakterystyki postaci, a w muzyce odnajdziemy też odniesienia do ekstremalnych zachowań bohaterów. Usytuowana jest ona gdzieś między sacrum a profanum.
Spośród grających w tym spektaklu aktorów, moim zdaniem, na słowa uznania zasługują przede wszystkim: Marcin Tomasik (Piotr), Artur Hauke (Jerzy/Żołnierz z Czeczenii), Lesław Ostaszkiewicz (Ojciec) i Marta Masłowska (Jana). Ponadto wyróżniłbym jeszcze: Annę Suchowiecką (Alicja), Irenę Adamiak (Matka) i Leszka Andrzeja Czerwińskiego (Mucha).

Jarosław Grabarczyk/Dziennik Elbląski/28 stycznia 2012

 


 

W tym szaleństwie jest metoda
"Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" w reż. Katarzyny Deszcz w Teatrze im. Sewruka w Elblągu. Pisze Olga Kaszubska na portalu Portel.pl.


Wszyscy jesteśmy wariatami. Wszyscy jesteśmy zboczeńcami. Mamy swoje paranoje, skrzywienia i nawyki, zachowujemy się irracjonalnie. A życie to "czeski film". Nikt nie mówił przecież, że będzie lekko.
"Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" to najnowsza propozycja elbląskiego teatru, dzieło czeskiego dramaturga Petra Zelenki. I już samo to powinno dać do zrozumienia, że sztuce tej daleko do klasycznego Hamleta.
Po premierze spektaklu pojawiły się głosy, że "Opowieści..." są niesmaczne i trywialne. Ja akurat więcej przekleństw słyszę codziennie na ulicach naszego miasta, wulgarna jest młodzież, starsze panie i panowie, o dużo gorszych dewiacjach dowiaduję się z mediów. Więc co tak naprawdę przeszkadza nam w dziele Zelenki? Co drapie nas od środka i nie pozwala zaakceptować - ostrzejszego jak na teatr - języka i mocniejszych scen? Prawda o nas samych?
Zgodzę się z opinią, że jest to spektakl kontrowersyjny. Ale taki jest świat, tacy jesteśmy my. Przez wywołanie skrajnych emocji dużo łatwiej zwrócić uwagę na to jak się zachowujemy, jakie popełniamy błędy, co robimy źle. Trudniej się do tego przyznać. Nikt z nas nie jest przecież bez skazy, każdy z nas ma coś "za uszami", popełnia jakieś swoje dziwactwa. Być może niewielu ucieka się aż do takich rozwiązań, jakich dopuszcza się Mucha, ale... dla kogoś w końcu wymyślono te wszystkie wibratory, sztuczne waginy i inne całkiem legalne, erotyczne "zabawki".
Każdy z nas w różny sposób próbuje polepszyć swój żywot, zadowolić bliskich, odzyskać miłość, naprawić świat. A, że popełnia przy tym kilka gaf, grzeszy i udaje mu się uzyskać jedynie odwrotny efekt, trudno, takie życie.
"Opowieści..." Zelenki to coś więcej niż tylko obsceniczne rytuały. Nie jest to teatr lekki i przyjemny.
Trzeba mieć w sobie odrobinę szaleństwa, żeby nie dać się zwariować.
Jako fanka czeskiego kina (nie tylko Zelenki) twierdzę, że "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" ubrane zostały w dużo łagodniejszą formę. Świetna jest w tym spektaklu muzyka. Dobrze zagrane role Ireny Adamiak, Lesława Ostaszkiewicza, Anny Suchowieckiej, Artura Hauke i Marcina Tomasika. Jeszcze przez długi czas Leszek Andrzej Czerwiński będzie mi się kojarzyć z odkurzaczem, a Tomasz Czajka... kto widział, ten wie.
Nieudanym natomiast pomysłem okazało się usadowienie publiczności na scenie. Nie dość, że ciasno, to - jeśli nie siedzi się w pierwszych dwóch rzędach - nie widać tego, co dzieje się na "parterze". Słabo też słychać niektóre kwestie. Aktorzy powinni mieć mikroporty.

Olga Kaszubska/www.portel.pl/31-01-2012