< - realizacje krajowe | realizacje zagraniczne ->

 

 

Piotr Rowicki

MATKI

Scenografia: Andrzej Sadowski
Choreografia: Jaroslaw Staniek
Konsultacje muzycznet: Marzena Mikuła-Drabek
Asystent: Edyta Bicz
Udział:
Danuta Lewandowska, Joanna Romaniak, Dariusz Czajkowski, Mateusz Lisiecki, Krzysztof Urbanowicz, Andrzej Kroczynski, Marian Wisniewski, Joanna Falkowska, Renata Spinek                 

Premiera: 14.09.2012


 

XIII FESTIWAL DRAMATURGII WSPÓŁCZESNEJ RZECZYWISTOŚĆ PRZEDSTAWIONA GRAND PRIX – NAGRODA PUBLICZNOŚCI
dla najlepszego spektaklu festiwalu –
Złota Maska 2013

Fanaberia Publiczności – nagroda dla najlepszego przedstawienia /Wałbrzyskie FANABERIE Teatralne 2014/



Temat tego dramatu to niby żadna nowość - przepaść międzypokoleniowa; motyw obecny w sztuce od wieków. A jednak "Matki" Piotra Rowickiego zaskakują, niektórych widzów wpędzajac nawet w konfrontacje z ich własnymi doświadczeniami. Prapremierowa realizacja "Matek" w Teatrze Nowym w Zabrzu zwyczajnie wciąga. Precyzja reżyserska Katarzyny Deszcz sprawia, ze niemal nic nie obniza napięcia spektaklu, granego półtorej godziny bez przerwy.

I choć w tytule pojawia się liczba mnoga, a archetypiczne postacie Matek ingerują w akcję, to tak naprawde bohaterka jest jedna. Jak w cytowanym na scenie, sentymentalnym powiedzeniu (i w ordynarnym pijackim dowcipie, niestety), że "matkę się ma tylko jedną".
Pomiędzy Matką Boską, wołająca na obiad Jezusa, a Matką Wyrodną Suką, siedzącą na Facebooku i modelowo wręcz zaniedbującą córkę Andzelikę, miota się więc Ona, po prostu Zwyczajna, codzienna, współczesna, najwyraźniej wychowana w PRL-u (choć mogłaby w każdym ustroju), uharowana do nieprzytomnosci, ale też aż po śmierć, chorobliwie broniącą swego prawa do kontrolowania życia trójki dorosłych dzieci.
Czyli ciężki dramat psychologiczny? No, nie całkiem… Siłą tekstu Rowickiego jest konstrukcja, jezyk i zmienna perspektywa spojrzenia na problem. Nigdy nie wiemy, kiedy oskarżenie nadopiekunczych (a przecież czyniących to z miłosci) Matek zmieni sie w oskarżenie bezdusznych (a przeciez czyniacych to w imię prawa do samodzielności) okrutnych Dzieci, gotowych rodzicielkę i zabić, choć z wygody, lub ze strachu, nie własnymi rękami. Taka zmienna ogniskowa bywa dla publiczności bolesna. Raz nieswojo czują sie widzowie-rodzice, raz widzowie-dzieci. Ale niewielu jest tych, którzy by odmówili celności padającym argumentom. Obydwu stron.
Równocześnie z grą w "oskarżenie i obronę" autor i reżyserka prowadzą z publicznoscia grę w konwencje. Co rusz spektakl niespodziewanie skręca ze scieżki moralitetu w surrealizm czy wręcz groteskę, choc śmiech to raczej jadowity. I tak dzieje sie na przemian, zebyśmy się przypadkiem nie ustawili po jednej tylko stronie barykady!
A do tego język postaci, sklejony z emfatycznie poetyckich fraz, stylizowanych (na dziecinne) wyliczanek, sloganów popkultury i przeklęństw (tylko gdy potrzeba).
Całość, celowo prowokacyjna w treści i w formie, nie jest jednak jakąś sceniczną magmą przypadkowych pomysłów inscenizacyjnych. To świetnie zbudowane przez Katarzynę Deszcz przedstawienie, w którym każdy szczegół ma uzasadnienie, a aktorski gest jest na tyle wieloznaczny, że w zależnosci od interpretacji może określać różne emocje. W wyrównanym aktorsko spektaklu króluje jednak Danuta Lewandowska w roli Matki. Trudno zresztą powiedzieć, że zagrala doskonale. Ona po prostu na scenie Matką jest.


Polecam.
Henryka Wach-Malicka / Dziennik Zachodni


 

Matko Boska, Matko Wyrodna Suko, Matko Tereso od kotów, Demeter, módlcie sie za nami!

22 pazdziernika 2013 · Blanka Hasterok / Reflektor

„Wbijam gwozdzie, igly, szpikulce, spuszczam powietrze, przygladam sie, zadaje pytania, nie daje odpowiedzi. W dramacie «Matka» zajmuje sie najkrócej rzecz ujmujac matka. Nie swoja wlasna, ale bardziej idea, wyobrazeniem, mitem. Stawiam matke pod sciana, pod tablica, w sytuacji krancowej, czasem smiesznej, czasem tragicznej. Zestawiam ja, jej milosc i jej emocje z tym, co w jej zyciu najwazniejsze”. Tak o utworze „Matki” mówi sam jej autor, Piotr Rowicki.

Przedstawienie utkane jest z sieci stereotypów, postaci sa jednowymiarowe. Matka, nie jest juz realna kobieta, zostaje zredukowana do roli: to wielka matka, idea matki, strazniczka domowego ogniska. Matka, która zawsze: pierze, sprzata, gotuje, troszczy sie o wszystko, która zawsze karmi, ciagle teskni i sie zamartwia.

Nie ma ojca, jest tylko Teczka Ojca i Pas Ojca. Kiedy Teczka Ojca mówi, a raczej, przemawia, dzieci grzecznie sluchaja, siedzac z nogami skrzyzowanymi. Gdy Matka mówi – nikt jej nie slucha.

Dzieci, a jakze – wyrodne, beda próbowaly sie Matki pozbyc. Szczególnie, gdy choroba kobiety bedzie zobowiazaniem do opieki. Próba oddania Matki Polki do muzeum, gdzies gdzie mozna ja bedzie wstawic miedzy pokryta kurzem maszyne do pisania „Optima” a butelke z ceramicznym korkiem, nie powiedzie sie. Pozostanie wiec sad nad Matka, gdzie prokuratorem zostanie jej maz. Powaga przedstawionych zarzutów jest przejmujaca: kasowanie kaset z filmami karate, chodzenie w jednym i tym samym szlafroku przez caly rok, przychodzenie pod szkole. Matka Polka okazuje sie byc takze ofiara: swej nadopiekunczosci i bezwzglednej milosci. Jest rodzicielka, ale juz nie kobieta.

Jednak Matka Polka nawet to przedmiotowe i bezwzgledne traktowanie potrafi udzwignac. Matka jest niezniszczalna.

Groteskowo, niezwykle zabawnie wypadaja sceny gdy „nasza” Matke postanawiaja obronic – z powodzeniem – przed wyrodnymi dziecmi fantastyczne matki; Matka Boska, Matka Wyrodna Suka, Matka Teresa od Kotów oraz Demeter . Litania, w trakcie której wywolane zostaja wyrodne matki: matka Madzi (to o dziwo pasuje), matka Breivika, swietnie ilustruja, jak bardzo w opinii spolecznej za wszystko odpowiedzialne sa matki, jak latwo spoleczenstwo potrafi je osadzic. Okazuje sie nawet, ze Hitler matki miec nie mógl.

W takt “Our house, in the middle of our street” zespolu Madness rezyserka prezentuje mit Matki Polki. Piosenka towarzyszy sztuce tak czesto, iz mozna uznac ja za jej tlo. Mit matki, najpierw z lekka przycmiony, niepozorny, w dalszej czesci sztuki groteskowo szczerzy kly. Jak kazdy mit, tak i ten, pokonac nie sposób. Upokarzana Matka Polka ostatecznie tryumfuje, a jej tryumf, glosem Violetty Villas w piosence „List do matki” jest absolutny. Mozna rzec, ze „Nie ma jak u mamy”.

Zabrzanskie „Matki” t o interesujaca, prowokujaca sztuka z zacieciem feministycznym, która sklania do refleksji.


 

Najlepsza matka, to martwa matka

Sztuka Piotra Rowickiego „Matki”, w rezyserii Katarzyny Deszcz, swietnie wpisuje sie w tematyke tegorocznego Przegladu Przedstawien Istotnych Przez Dotyk. Kto nie widzial, niech zaluje, gdyz ominelo go póltorej godziny ekstremalnej jazdy, bez chwili oddechu. Spektakl zachwyca konstrukcja, dynamizmem oraz zabawa jezykiem. Gra z konwencjami, igra z utartymi schematami, obala i dekonstruuje mity. A w szczególnosci ten jeden – mit MATKI. Krwiozerczej rodzicielki, która tuczyla nas pajdami chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym, kazala ubierac cieple kalesony, w których wstyd bylo pokazywac sie na wuefie. Opiekunki, która gotowala zupki, smazyla kotlety, rolowala skarpety, by zadna para nie róznila sie odcieniem. Wysylala na angielski, balet, flet poprzeczny, szydelkowanie, rzezbienie w glinie, orgiami,… harakiri…, byla nie do zdarcia. W przedstawieniu ten mit zostaje poddany reinterpretacji, w wyniku której otrzymujemy produkt matkopodobny, bedacy substytutem, stanowiacym próbe zdefiniowania na nowo roli matki w spoleczenstwie. Czy jednak z dobrym skutkiem?

Jestem matka z fejzbuka, prowadze fanpejdz – „wyrodna matka suka kliknij lubie to”.

W spektaklu pojawia sie wiele charakterystycznych matek – Matka Boska, Matka Wyrodna Suka, Matka Teresa od Kotów czy antyczna Demeter. Jest jednak przede wszystkim ta jedna, uniwersalna zdaje sie – Matka Polka, w której widzimy odlamki kazdej z naszych matek. W pierwszej scenie lezy na lózku szpitalnym po wylewie, wokól gromadzi sie trójka jej dzieci, które szybko zaczynaja zastanawiac sie, co zrobic z taka bezuzyteczna matka? Próbuja ja zawinac w czarny worek, przerzucaja sie nia miedzy soba. Kazde wymysla powód, który uniemozliwia mu opiekowanie sie chora kobieta.

- A moze umrze.
- Wlasnie. Nie ma co sie na zapas martwic.

Twórca dramatu w tragikomiczny sposób prezentuje i obala utrwalony w naszej swiadomosci mit matki opiekunki, broniacej za wszelka cene swoich dzieci. Wiecznie pioracej, zmywajacej podloge ze scierka na kolanach niczym tytulowa bohaterka Matki królów. Ten archetyp juz sie zuzyl, nie pasuje do wspólczesnej rzeczywistosci. W spektaklu mamy do czynienia z czasem (swiadcza o tym charakterystyczne sytuacje i atrybuty np. kolejki po mieso, saturator etc.), w którym niezaprzeczalnie panowal patriarchat. Matki byly matkami – kobietami, a ojcowie (jezeli w ogóle byli) ojcami – silnymi mezczyznami. Ten swiat jednak odchodzi juz w zapomnienie, ten model sie nie sprawdzil, czego przykladem sa wlasnie wyrodne dzieci – ksiadz alkoholik, maz sadysta i slabo zarabiajaca córka lesbijka, którym matka poswiecila cale zycie, by je wychowac, wyksztalcic i wyprowadzic na ludzi. Niestety nie udalo sie.

Matka, jako forma zywa nie ma prawa bytu, w dobie automatycznych pralek, samoprogramujacych sie zmywarek, w dobie taniego cateringu i mleka w proszku, matka nie ma sensu. (…) Matka jest niepotrzebna.

Dekonstrukcja postaci matki nie sprowadza sie tylko do zaprezentowanych na scenie sekwencji. Autor dramatu wspaniale bawi sie takze jezykiem i literackimi obrazami matek (oklepane piosenki, wierszyki na dzien mamy, utarte sformulowania, przywolywanie powiesciowych sierot, etc.). Swietnie skonstruowane, swego rodzaju modlitwy/litanie do matek, poteguja tylko pustke i gorycz, jaka pojawia sie po usmierceniu jej mitu. Ta kakofonia obrazoburczych, kontrowersyjnych, ale do szpiku prawdziwych stwierdzen zlewa sie w jeden strumien, który wzbiera, rozpedza sie i z impetem uderza w sciane z napisem – Sciagnac matkom majtki!
Nadszedl czas matek-mezczyzn, ojców-kobiet (Mamo! Tata bedzie nasza mama!). Dotychczasowe skostniale role zaczynaja sie powoli zmieniac, obserwuje sie jakis ferment wokól tematu dotyczacego tego, co, kto i jak ksztaltuje czlowieka. Najbardziej widoczne jest to wlasnie w szeroko pojetej kulturze, mediach (seriale, w których pojawiaja sie rodziny jednoplciowe np. Modern Family), w ruchach feministycznych i równosciowych. Symptomatyczne jest to, ze rola ojca w przedstawieniu ogranicza sie do swego rodzaju znaku – Teczki Ojca, która wychodzi i mówi zamiast niego. Zmarginalizowanie tej postaci ma na celu, podkreslenie kompromitacji „wzorca” rodziny – tata zarabia, a mama w domu wychowuje dzieci.

Dzesika, gdzie sie szwendasz, mala zdziro! Jak zaraz nie przyjdziesz, to ci nogi z dupy powyrywam!

W spektaklu sprowadzenie matek na ziemie, obnazenie utrwalonych w zwiazku z nimi stereotypów, rozsmiesza (Matka Boska wolajaca: Jezu, Jezu, obiaaad! – bezcenne), ale jednoczesnie przeraza. Bo, co teraz? Co po rozsadzeniu tego klasycznego, konserwatywnego wzorca? Co po Matce Madzi, Matce Hitlera, Matce Andersa Breivika, Matkach kiszacych dzieci w beczkach? Nie mamy na to jasnej odpowiedzi, wydaje sie, ze autor po witkiewiczowskiej rewolucji zaserwowanej matkom, nie pokazuje jasno, co dalej. W ostatniej scenie dzieci wracaja na „lono” matki, gdzie spokojnie i „swojo”. To wyjscie wydaje sie byc bezpieczne, to ucieczka do przodu (a biorac pod uwage biologie – do tylu). Przed matka skrywaja sie pod jej wlasna spódnica, bo przeciez najciemniej pod latarnia. Katarzyna Deszcz wspaniale bawi sie konwencja, pokazujac na scenie matke, jako diwe, która spiewa przebój Violetty Villas „List do matki”, a u jej stóp klada sie jej niepokorne dzieci. Ta koncowa metafora nasuwa pytanie o sens macierzynstwa i jego konsekwencje. Sztuka jest kolejnym glosem, który potwierdza, ze nie jest ono odpowiedzia na wszystko, jedynym celem istnienia kobiet, ze czesto zmienia sie w koszmar (jak chocby w filmie „Plac Zbawiciela”), którego kobiety nie chca i wcale nie maja obowiazku przezywac. Jednak, by jakies zmiany w swiadomosci spolecznej mogly zajsc, nalezy przygotowac pod nie grunt, co znakomicie czyni autor tekstu i rezyserka przedstawienia, które nie pozwala zostac obojetnym, kusi do zajecia stanowiska, zastanowienia, a przeciez o to wlasnie w dobrej sztuce chodzi.

PS Wole byc „zimna suka” niz „matka Polka”. – Maria Czubaszek

Piotr Ciastek / Gazeta Czestochowska


 

Czas matek

"Matki" w reż. Katarzyny Deszcz w Teatrze Nowym w Zabrzu. Pisze Magdalena Figzał w Śląsku.

Wyrazisty, momentami dość kontrowersyjny, ale przede wszystkim przejmujący dramat "Matki" Piotra Rowickiego to pierwsza premiera obecnego sezonu artystycznego, którą zaproponował swoim widzom Teatr Nowy w Zabrzu.

Wydaje się, iż pojawienie się sztuki Piotra Rowickiego w repertuarze zabrzańskiego teatru było tylko kwestią czasu - autor zdążył już bowiem zdobyć sobie uznanie śląskiej publiczności podczas dwóch ostatnich edycji Festiwalu Dramaturgii Współczesnej. W 2011 roku jego dramat "Chłopiec malowany" wyreżyserowany przez Piotra Ratajczaka przyniósł mu tytuł najlepszego dramatopisarza festiwalu, zaś monodram "I będą święta" w wykonaniu Agnieszki Przepiórskiej pozostał jednym z najlepiej przyjętych przez widzów spektakli ubiegłorocznej edycji.

Opublikowany rok temu na łamach Miesięcznika "Dialog" nowy tekst Rowickiego nie był do tej pory wystawiany, toteż zabrzańska inscenizacja w reżyserii Katarzyny Deszcz stanowi jego prapremierę. W odróżnieniu od poprzednich dramatów autora - bardzo silnie osadzonych we współczesnej rzeczywistości, reprezentujących konkretne "tu i teraz" - "Matki" to sztuka pozbawiona ściśle określonego miejsca i czasu akcji, zamiast indywidualnej historii proponująca zmierzenie się z pewnym funkcjonującym w świadomości zbiorowej wyobrażeniem na temat matki. Stąd też zarówno w tekście, jak i w spektaklu nie odnajdziemy postaci dramatycznych w tradycyjnym rozumieniu - zastępują je figury Matki, Córki i Synów, wypełniane nieustannie zmieniającymi się znaczeniami. Znaczenia te oscylują oczywiście wokół pewnych mitów, stereotypów i przypadków znanych nam z autopsji, które w sposób groteskowy i drastyczny zarazem, definiują relację matka - dziecko.

Matka w dramacie Rowickiego i spektaklu Katarzyny Deszcz jest uosobieniem dobra, poświęcenia i bezwarunkowej miłości bez granic. Reprezentuje ona wszystkie typy matek-rodzicielek, Matek Polek, tych samowystarczalnych, niezniszczalnych, "twardych jak czołgi". Choć to typy na wyginięciu - zauważa w pewnym momencie autor, lokując Matkę w gablocie muzealnej - pozostają wciąż obecne, chociażby w narzucanych przez kulturę i społeczeństwo sposobach interpretacji matczynej miłości. Jednakże to całkowite oddanie się i ślepa miłość matki do dziecka, mają też swoje negatywne strony - dość ostro uwypuklone w przedstawieniu.

Spektakl Katarzyny Deszcz rozpoczyna scena rozgrywająca się w szpitalu - niezłomna do tej pory Matka (w tej roli znakomita Danuta Lewandowska) zaniemogła i wymaga opieki. Dwóch synów (Dariusz Czajkowski i Mateusz Lisiecki) oraz Córka (Joanna Romaniak) przy metalowym łóżku szpitalnym recytują szkolne wierszyki dedykowane mamom, przywołują fragmenty znanych utworów literackich i muzycznych opisujących dobroć matki oraz szczerą i nieskończoną miłość dzieci do niej. Scena ta zyskuje wymiar nie tylko komiczny, ale też ironiczny - przede wszystkim w zestawieniu z kolejną, w której ta sama trójka pociech odpycha od siebie łóżko z chorą matką, wędrujące tym sposobem po scenie jak podawana piłka, której nikt nie chce zatrzymać. Matka bowiem stała się bezużyteczna, to ona potrzebuje opieki i troski, a takie odwrócenie ról staje się kłopotliwe, stanowi problem. Dzieci szukają więc sposobu na pozbycie się Matki, a pomaga im w tym narrator przedstawienia - niewzruszony i zachowujący dystans naukowca Matkoznawca (Krzysztof Urbanowicz).

Rozpoczyna się seria zarzutów i oskarżeń pod adresem matki - że była za dobra, że na zbyt wiele pozwalała, że nie pozwoliła się usamodzielnić, wreszcie, że zbyt wiele oczekiwała. Do wysuwania oskarżeń przystępuje również Ojciec, a właściwie symbolizujący go w przedstawieniu

Pas i Teczka (w obu metonimicznych rolach Marian Wiśniewski). Wyrok w sprawie Matki wydać ma sąd, który a. ostatecznie skazuje ją na łaskę dzieci.

Dramat Rowickiego dekon-n struuje idealizowaną nazbyt często relację pomiędzy matką a dzieckiem, która pełna jest pęknięć, zgrzytów, wzajemnych żalów, a przede wszystkim owych niewygodnych i kłopotliwych punktów, które, jak powiada sam autor, stanowią "kolce na gładkiej powierzchni eleganckiego dywanu". Bolesny i trudny temat, jaki podejmuje w swej sztuce Rowicki, ubrany zostaje w groteskową, mocno przerysowaną szatę - tropem tym podąża w swej inscenizacji również reżyserka. Tragiczny wymiar pewnych scen odkrywamy stopniowo - w pierwszym momencie zaskakuje zawarta w nich trafność spostrzeżeń autora oraz bawi nadana im mozaikowa i karykaturalna forma. Aktorzy doskonale odnajdują się w tej konwencji oscylującej pomiędzy tragizmem a ocierającym się o absurd komizmem. Wśród nich przoduje oczywiście Dorota Lewandowska w roli matki, ale wyraziste kreacje udało się stworzyć również aktorkom drugoplanowym - Joannie Falkowskiej (jako Matce Boskiej) oraz Renacie Spinek (w roli Matki Wyrodnej Suki).

Dużym atutem przedstawienia jest jego dynamiczność i płynność - wartka akcja, uzupełniona komentarzem narratora, toczy się tu bez pauz i zbędnych dłużyzn. Specyficzny rytm przedstawienia pomaga utrzymać pomysłowo zaaranżowana przestrzeń sceniczna i funkcjonalna scenografia Andrzeja Sadowskiego. Ważnym jej elementem jest tylna ściana z dykty, której okienka stanowią dodatkowe miejsce gry aktorów. Tym, czego zdecydowanie brakuje w spektaklu jest muzyka. Nie licząc śpiewanego a cappella fragmentu piosenki Our House zespołu Madness oraz finałowego Listu do Matki Violetty Villas przedstawienie pozbawione jest warstwy muzycznej, przez co momentami sprawia wrażenie bardzo surowego, "nieogranego". W ciszy umyka uwadze widza również precyzyjna koncepcja ruchu scenicznego autorstwa Jarosława Stańka, stanowiąca istotny, a w niektórych scenach również symboliczny i kluczowy dla interpretacji element spektaklu.

"Matki" Rowickiego to tekst złożony i niejednorodny, zarówno pod względem wielości przyjętych perspektyw narracyjnych, jak i różnorodności zastosowanych środków wyrazu. Twórcom spektaklu udało się przebrnąć przez ową eklektyczność, zachowując spójność zarówno na poziomie formy, jak i treści.

 


 

Dla części widzów było zbyt chaotyczne i raziło nadmiarem efektów, innych zachwyciło formą i podjętym problemem. - Myślę, że ten temat każdego dotyczy. Każdy ma z matką problem, nawet z bardzo dobrą. Ten tekst rezygnuje ze sztancy, którą zwykliśmy mówić o matce, bo w Polsce o pewnych rzeczach mówi się tylko dobrze.

"Fanaberyjny zawrót głowy" /Alicja Śliwa /Tygodnik Wałbrzyski nr 48/01.12

 



(...)Natomiast Matki z Teatru Nowego w Zabrzu dobitnie udowadniają inną gorzką prawdę – obecność rodzica w życiu dziecka bywa czasami nie mniej uciążliwa i dojmująca niż jego nieobecność. Nieznająca spoczynku rodzicielska miłość, przekraczając wszelkie granice, może stać się niemożliwą do zniesienia udręką. Ciągiem aktów psychologicznego terroryzmu i emocjonalnego szantażu. I kiedy ta, która urodziła, wykarmiła, wypielęgnowała, wychowała, nagle stanie się „bezużyteczna”, dorosłe rodzeństwo nie wymyśli nic lepszego, niż wpakować ją do symbolicznego muzeum, gdzie ma szansę odnaleźć się wśród pozostałych „ciekawych” staroci. Albo może odda ją pod sąd? Ale cóż ten sąd może poza skazaniem Matki na łaskę dzieci. Nie pomogą też ani nowe technologii w postaci „matkozmieniacza”, urządzenia do zmieniania rodzicielek według własnego upodobania, ani rady profesora z Instytutu Badań nad Matką, ani Statek Śmierci. Matki nie oddasz. Matka jest wszechobecna.

Ciężki to temat i raczej nie do wyczerpania. Zresztą wątpię, żeby Piotr Rowicki, autor sztuki, stawiał przed sobą aż tak ambitny cel. Przyjrzał się sprawie od różnych stron, próbując nie być nazbyt poważnym, pouczającym czy patetycznym. Najbardziej przekonujący jest właśnie w momentach groteski czy dyskretnej kpiny. Warto tu wspomnieć fenomenalną scenę konferencji z udziałem Matki Boskiej (Joanna Falkowska), Demeter (Andrzej Kroczyński), Matki Teresy od Kotów (Marian Wiśniewski) oraz Matki Wyrodnej Suki (Renata Spinek). Publiczność zaśmiewała się jak na występie kabaretów. Szkoda mi jednak było, że Rowicki wraz z reżyserką poszli w stronę uniwersalizacji problemu, nie tworząc barwnych postaci z krwi i kości, uciekając od imion i przygodności. Uważam, że historia rodzeństwa (Joanna Romaniak, Dariusz Czajkowski oraz Mateusz Lisiecki), które nie wie, co ma począć z matką (znakomita w tej roli Danuta Lewandowska), kiedy ta dostaje wylewu, sama w sobie była dość interesująca, żeby udźwignąć wielowarstwową narrację...

Henryk Mazurkiewicz / teatralny.pl