< - realizacje krajowe | realizacje zagraniczne ->

 

 

Teatr Powszechny, Radom

Tennessee Williams

Szklana menażeria

 

Przekład: Jacek Poniedziałek

Scenografia: Andrzej Sadowski

 

Udział biorą:

Danuta Dolecka, Maja Luxenberg- Łukowska, Michał Kitliński, Antoni Paradowski

 

Premiera: 14.02.2015


Link do strony teatru >> Szklana menażeria


Foto: MarianStrudziński 

 

"Szklana menażeria". Spektakl o miłości, która boli
przed sobotnią premierą pisze Katarzyna M. Wiśniewska w "Gazecie Wyborczej".
Jak mówi reżyserka, cytując Williamsa, "ta sztuka jest pamięcią". - Historia rodziny jest opowiadana przez Toma, narratora, a zarazem postać dramatu, z perspektywy czasu. Mamy trójkę głównych bohaterów: matka Amanda, córka Laura, która ma defekt fizyczny, utyka na jedną nogę i jej niewiele młodszy brat Tom. Laura i Tom są dorosłymi ludźmi, mają po dwadzieścia kilka lat. W tej rodzinie nie ma ojca, opuścił ją 16 lat temu, czyli zostawił matkę z dwójką jeszcze wtedy bardzo małych dzieci. Rodzinę zastajemy w sytuacji, kiedy Tom właściwie ją utrzymuje. Rzecz dzieje się w czasie kryzysu, trudnością jest zdobycie pracy. Tom, pracuje w hurtowni butów, pomimo że ma ambicje poety i jest fascynatem kina, w którego nierzeczywistość ucieka od domowego życia - opowiada Katarzyna Deszcz.
Głównym zmartwieniem matki jest przyszłość jej dzieci. Sposób, w jaki próbuje im pomóc, jest daleki od tego, jak one sobie to wyobrażają. Laura usprawiedliwia swoje niepowodzenia życiowe kalectwem. - Wszystko dzieje się w wąskim gronie osób zależnych od siebie i ekonomicznie, i emocjonalnie. Na przecięciu ich wzajemnych tęsknot i rozczarowań, zdarzają się konflikty, nieporozumienia, pogodzenia etc. Sztuka ma kilkadziesiąt lat, ale nie wydaje mi się, by jej realia były bardzo odległe od dzisiejszych. Dziś taką rodzinę nazwalibyśmy dysfunkcyjną - mówi Deszcz.
Mimo 60 lat, które ma sztuka, problemy, jakie dotykają jej bohaterów, wydają się być aktualne. Niestety, wiele jest takich niepełnych rodzin, dorosłych dzieci, które z jakiegoś powodu nie chcą, nie mogą odciąć pępowiny Rodzin może nawet trochę toksycznych. Matka jest osobą dominującą, próbującą wyreżyserować życie swoim dzieciom. - Nie widzę nic złego, w tym, co ona robi, choć być może robi to niezręcznie, w sposób, który budzi u jej dorosłych dzieci opór, wściekłość i bunt. Ale ona ma naprawdę dobre intencje. Można je skomentować tak, że "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane". To, co dla mnie jest istotne w tym spektaklu, to wspomniane wyżej założenie, że rzecz się przecież dzieje w pamięci Toma. A pamięć, jak wiemy, jest wybiórcza, pamięć przerysowuje wiele rzeczy, inne łagodzi, jeszcze inne wyrzuca. Próbuję bronić ich wszystkich - zaznacza reżyserka.
Jak przyznaje, "Szklana menażeria" jest nie jest sztuką o nienawiści, a o miłości. O miłości, która boli. - Oni się kochają, tylko niekoniecznie jest to miłość cukierkowa i różowa. Miłość w zamkniętym obiegu osób zależnych od siebie zwykle jest trudna. W związkach międzyludzkich nie ma czegoś takiego jak obiektywna prawda. Każdy ma swoją rację, swoje powody do szczególnych zachowań. Poza skrajnymi przypadkami nikt nie chce postępować źle i ranić najbliższych - zauważa Deszcz.
Dlaczego warto wybrać się do teatru na ten spektakl?
- To ponad wszelką wątpliwość dramat, który należy zaliczyć do bardzo dobrych. W moim przekonaniu dobre teksty mają to do siebie, że poddają się bardzo wielu interpretacjom, że można je czytać na różne sposoby, nie zmieniając słów, nie robiąc - z całym szacunkiem - jakichś "postdramatycznych" kombinacji. "Szklana menażeria" jest dla ludzi myślących i wrażliwych, i to nie jest kategoria wiekowa ani społeczna. Zależy mi na tym, by moje spektakle miały refren emocjonalny, to znaczy, żeby widz zobaczył w bohaterach siebie - konstatuje reżyserka.
Jak rozumieć tytuł? - "Szklana menażeria" ma metaforyczne znaczenie. Uciekam od pojęcia "szklana menażeria szklanych figurek", bo to wydaje mi się mało znaczące. Wolę mówić o szklanej kolekcji, pojęcie "szklane" odpowiada mi o tyle, o ile mówi o kruchości i ulotności, tymczasowości. A "menażeria"? Proszę się rozglądnąć - podsumowuje.

TV Dami - zapowiedź premiery.


 

"Szklana menażeria" Tennessee Williamsa w reżyserii Katarzyny Deszcz przedstawiona w sobotę w Teatrze Powszechnym wpędza w depresję. Ale warsztatowo zrobiona jest wspaniale.
Rodzina Wingfieldów nie wyciągnęła dobrego losu w życiu. Dlatego porzucona przez męża matka – Danuta Dolecka - obsesyjnie skupia się na przyszłości swoich dorosłych dzieci.
Amanda Doleckiej przerażająco dominuje i w rodzinie i na scenie. Tokuje jak pawica, wdzięczy jak nastolatka, wszędzie i zawsze jest na pierwszym planie. To ona będzie autorką planu wydania córki za mąż, planu, który pogłębi nieszczęście.
Przy takiej matce dzieci mogą tylko żałośnie popiskiwać. Syn Tom - Antoni Paradowski – jest urabiany przez matkę jak plastelina. Marzy o poezji, pisze wiersze, ale w hurtowni gdzie pracuje, pakuje tylko buty do pudeł.
Córka Laura, w wykonaniu Mai Luxenberg, to prawdziwy majstersztyk. Wiecznie skulona na kanapie albo poruszająca się jak cień, lekko utykająca i chorobliwie nieśmiała, przebywa w swoim świecie szklanego piasku, w którym rzeźbi zwierzęta.
I czy dziwnym jest, że matka chce wytrwać córkę z izolacji? Że szuka jej męża? Że zmusza syna, by zaprosił do domu kolegę z pracy?
Bo Tom przyprowadzi wreszcie Jima (Michał Kitliński). Amanda szykuje przyjęcie. Lecz kiedy już, już, pocałunek młodych wisi w powietrzu, wkracza matka - triumfalna zwyciężczyni. I wtedy właśnie okaże się, że Jim jest już zajęty.
Nie wyjdzie, jako narzeczony Laury. Pozostawi rodzinę i widzów w punkcie wyjścia. A nawet poniżej tego punktu. Na dnie.

Reżyserka, Katarzyna Deszcz, bardzo klarownie pokazuje tych nieudaczników. W jej interpretacji całe zło rozpoczęło się od odejścia ojca, który niefrasobliwie zostawił matkę z dwójką dzieci i bez środków do życia. Niemająca żadnego zawodu matka mogła tylko popaść w nerwicę a funkcję głowy rodziny przejął Tom. Za szybko.
Ostatnie scena spektaklu, w której Laura po chwilowym ożywieniu znów kuli się na kanapie, przygnębia. Bardzo przygnębia. Źle wyciągnięty na loterii życia los Wingfieldów trwa. Trwać będzie bez końca?
Ten los odbija się w lustrze zaprojektowanym przez scenografa, Andrzeja Sadowskiego. Los nieszczęśliwych ludzi, którzy tkwią w rodzinnym piekle. Bez szans na ucieczkę.
Warto zobaczyć to przedstawienie. Może w tym lustrze zobaczymy siebie?

Barbara Koś / Echo Dnia, Radom


 

Ze "Szklanej menażerii" w reżyserskiej oprawie Katarzyny Deszcz raz po raz wyziera okrutna tęsknota za prawdziwym światem, w którym ludzkie marzenia mogą mieć olbrzymią siłę.
Link do źródła: Paulina Borek-Ofiara /Magazyn Internetowy „Teatralia", numer 157/2016