< - realizacje krajowe | realizacje zagraniczne ->

 

 

Teatr Nowy, Łódź

 

Ostatni tramwaj
Ludmiła Razumowska

 

Przekład:
Jan St. Trzos, Waldemar Kotas

Reżyseria:
Katarzyna Deszcz

Scenografia:
Andrzej Sadowski

Inspicjent:
Teresa Hajman

Premiera:
27 października 2017 r., Mała Sala

 

Występują:
Mirosława Olbińska, Sławomir Sulej


Foto: Ha Wa

 

Komunikacyjne zawirowania (Ostatni tramwaj)
Czy po sześćdziesiątce można zacząć wszystko od nowa? Zakochać się, wyjechać, zostawić swoje dotychczasowe życie, mieć czystą kartę? Bohaterowie najnowszej premiery Teatru Nowego Ostatni tramwaj będą próbować, ale czy ich tramwaj się nie wykolei?
Paweł Siergiejewicz (Sławomir Sulej) i Wiera Iwanowna (Mirosława Olbińska) spotykają się przypadkowo na ulicy po czterdziestu latach, ale nie od razu się rozpoznają. On w łachmanach, brudny i wygłodniały prosi ją o papierosa. Wiera nadal pamięta Paszę jako przystojnego młodzieńca, w którym kochała się od piątej klasy. Jego obecny wygląd napawa ją zatem trwogą. Paweł Siergiejewicz początkowo udaje, że jedynie przygotowuje się do roli bezdomnego, w której ma się niedługo zaprezentować na kinowym ekranie. Tak naprawdę jego kariera aktorska zakończyła się jednak bezpowrotnie. Podobnie zresztą jak szczęśliwe życie rodzinne. Obecnie bohater wiedzie los Szekspirowskiego Króla Leara – pozbawiony domu, szacunku i zrozumienia, musi żebrać oraz nocować w opuszczonych mieszkaniach. Wiera Iwanowna jest nie mniej doświadczona przez życie. Po rozstaniu z mężem pijakiem była zmuszona samotnie wychowywać córkę. Będąc stale poza domem, nie zauważała, że jej dziecko zaczyna żyć życiem ulicznym. Dziś musi pracować jeszcze więcej, gdyż ma na utrzymaniu nie tylko dorosłą córkę alkoholiczkę, lecz także wnuka-inwalidę. Do pensji pielęgniarki dorabia zatem handlem na ulicy, gdzie też krzyżują się jej i Paszy ścieżki.
Historia Pawła Siergiejewicza i Wiery Iwanowny to opowieść o samotności. O ludziach, którzy wiodą smutne i zabiegane życia,pozbawione zrozumienia, rozrywki i szczerej rozmowy. Nic więc dziwnego, że bohaterowie, połączeni wspólną (nie)dolą, zaczynają pałać do siebie pewnymi uczuciami, które odbierają jako miłość, ale w rzeczywistości popycha ich do siebie przede wszystkim rozpaczliwa potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem. Nie darzą się fizycznym pożądaniem ani gorącą namiętnością, jednak ich bliskość osiąga zupełnie inny poziom. Obnażają przed sobą swe najgłębiej skrywane lęki i obawy. Opowiadają o życiowych wzlotach i upadkach oraz nadziei, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Mimo że oboje są już po sześćdziesiątce, postanawiają rozpocząć nowe, wspólne życie. Marzenia pozostają jednak fantazjami nie do ziszczenia, a ostatni tramwaj odjeżdża.
Spektakl ukazuje nie tylko historię dwojga ludzi zepchniętych na margines społeczny i podzielających podobne obawy. To także ponadczasowa opowieść o odmienności ludzkiego losu oraz nietypowości życiowych scenariuszy. Ostatni tramwaj dotkliwie uświadamia, że nigdy nie można być pewnym tego, co przyniesie jutro.
Umiejscowienie akcji w unowocześnionych, w stosunku do o tekstu Ludmiły Razumowskiej, realiach jest zabiegiem nie do końca czytelnym. Scenografia (Andrzej Sadowski) skonstruowana została na kształt łódzkiego krajobrazu. Mamy w tle zdjęcia znanych kamienic, odrapanych ścian, ciemnych podwórek. Wszystkie fotografie są „swojskie”, znane lokalnym widzom, ale jakoś kłóci się to z rzeczywistością oryginalnie ukazaną w Ostatnim tramwaju – tą poradziecką, zniszczoną i ogarniętą chaosem. Nawiązania do rosyjskiego świata oraz pewne gry słowne z nim związane na tle współczesnej Łodzi tworzą zatem niezrozumiałą hybrydę. Mimo uniwersalnego wydźwięku spektaklu oraz tego, że historia podobnej miłości mogłaby zdarzyć się w każdym miejscu i czasie, to brak konsekwencji w osadzaniu świata przedstawienia w określonych realiach nieco razi.
W spektaklu wykorzystane zostały fragmenty animacji Wilk i zając, będącej notabene jednym z największych osiągnięć rosyjskiego kina dziecięcego. Historia ta, ukazująca złego wilka wiecznie ścigającego dobrego zajączka, może być rozumiana w kontekście Ostatniego tramwaju jako gonitwa człowieka za szczęściem. Szczęście jednak, tak jak animowany zając, stale wymyka się z rąk, jest niedoścignione.
Zdecydowanie największym atutem spektaklu jest obsada aktorska. Sławomir Sulej i Mirosława Olbińska stanowią parę idealną. Uzupełniają się zarówno podczas pijackich zwierzeń, jak i snucia planów na przyszłość. Ostatni tramwaj mimo pewnych zawirowań kompozycyjnych jest wart zobaczenia chociażby ze względu na ten znakomity duet aktorski.

Natalia Chuszcz / Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 211/2017
Link do źródła: http://www.teatralia.com.pl/komunikacyjne-zawirowania-ostatni-tramwaj/


 

Wsiąść do tramwaju byle jakiego
Teatr Nowy w Łodzi premierami stoi. Nie upłynęło wiele czasu, od kiedy widzowie mieli okazję oglądać „Antygonę w Nowym Jorku” czy „Fabrykę muchołapek”, a lada dzień szykuje się premierowy pokaz „Szewców” w reżyserii Jerzego Stuhra. Na szczęście w repertuarze Nowego znalazło się także miejsce dla najnowszego spektaklu Katarzyny Deszcz, czyli „Ostatniego tramwaju”, będącego adaptacją sztuki Ludmiły Razumowskiej. W rolach głównych aktorzy wybitni - Mirosława Olbińska oraz Sławomir Sulej. Oboje są absolwentami Wydziału Lalkarskiego PWST im. Ludwika Solskiego w Krakowie, a na scenie łódzkiego teatru spotykają się nie po raz pierwszy. To, że dobrze się rozumieją widać już od początkowych minut przedstawienia - w dużej mierze dzięki ich grze spektakl ten można uznać za bardzo udany.

Katarzyna Deszcz przybliża nam losy dwójki zagubionych i zrezygnowanych ludzi, którzy, jak mogłoby się z początku wydawać, od swojego losu nie oczekują absolutnie niczego. Pod przykrywką gagów oraz innych komediowych środków opowiada o tym, z czego tak naprawdę składa się życie. Przez większość czasu śmiejemy się i bawimy, by za chwilę wzruszyć się do łez i poddać refleksji. Już sam początek spektaklu - jak na tę konwencję - jest zaskakujący, bowiem widzowie wchodzący na salę na scenie zastają aktorów. Uczucie jest nieco kłopotliwe - przez kilka minut mamy wrażenie, że ingerujemy w ich świat i wręcz naruszamy ich prywatność, mimo że jesteśmy jedynie obserwatorami. Ale kiedy gasną światła, i zaczyna się akcja, pierwsze wrażenie znika i dajemy się porwać opowiadanej historii.
Paweł Siergiejewicz to były aktor, dający się poznać jako fircyk, podrywacz i bumelant, który wyrzucony przez swoje córki z domu nie ma gdzie mieszkać. Wiera Iwanowna dorabia do pensji handlując na ulicy. Wydaje się być twardo stąpającą po ziemi kobietą, która nie pozwala sobie na poufałości, a wiązanka wyzwisk, którą częstuje Paszę podczas pierwszego spotkania, z pewnością mogłaby zawstydzić niejednego bywalca ulicznych imprez. Oboje samotni, skrzywdzeni przez los, ale również przez najbliższych, zakładają na siebie grubą skorupę pozorów, którą za wszelką cenę starają się utrzymać. Każde z nich prezentuje przed drugim zupełnie inny obraz swojego życia - chcą wręcz przekonać samych siebie, że sytuacja, w której się znaleźli, jest jedynie złudzeniem, a prawda jest zgoła odmienna. Ich podejście diametralnie się zmienia, kiedy orientują się, że nie są sobie obcy i spotkali się już kiedyś w młodości. Stopniowo, uczestnicząc w historii bohaterów, poznajemy ich dramaty oraz sytuacje, w które zostali uwikłani i których stali się niewolnikami. Tytułowy ostatni tramwaj, który nie zatrzymał się na przystanku, staje się początkiem ich wspólnej drogi oraz przywraca wiarę w marzenia, którą oboje już dawno porzucili.
To, co na scenie prezentuje Sulej nie może być jedynie efektem umiejętności warsztatowych, to ewidentny talent lub dar. Nie da się z taką lekkością i naturalnością wchodzić w postać, tak pięknie, ale i skrajnie, przeistaczać się z każdą minutą. Tutaj każdy gest potęguje słowo, a każde słowo jest uzupełnieniem gestu czy mimiki. Nieco zaszufladkowany przez komediowe role filmowe, na deskach teatru pokazuje pełnię swoich niezwykłych możliwości. Już choćby tylko dla obejrzenia jego kunsztu na scenie warto ten spektakl zobaczyć. Niemniej świetna jest Mirosława Olbińska, jednak w zderzeniu z tak silną osobowością, jaką jest Sławomir Sulej, widz w pierwszej kolejności zauważy jego kreację. Porozumienie obojga aktorów na scenie oraz skrajne charaktery, jakie przedstawiają, sprawia, że świetnie się uzupełniają i tworzą niezwykle wiarygodne sylwetki zwykłych, pogubionych bohaterów, których tak bardzo doświadczyło życie.
Ciekawa jest scenografia autorstwa Andrzeja Sadowskiego. Przy zgaszonych światłach scena przemienia się z placu targowego w mieszkanie Pawła Siergiejewicza, cała konstrukcja porusza się na torach, które nawiązują do tytułu spektaklu. Można w niej odnaleźć również analogie do niestabilności losu oraz tego, że w życiu bohaterów nie ma nic pewnego i muszą oni na bieżąco dostosowywać się do sytuacji, których doświadczają.
W tym akurat przypadku można przytoczyć powiedzenie: „uważaj o czym marzysz, bo twoje marzenia mogą się spełnić”. Nie ma w tym spektaklu typowego happy endu, nie możemy powiedzieć, że protagoniści żyli długo i szczęśliwie. Ich historia zatacza koło, po raz kolejny czekają na tramwaj, który jest metaforą powrotu do życia, z którym muszą się na co dzień zmierzyć, zapominając o swoich potrzebach. Czy do niego wsiądą, czy jego przyjazd przegapią? – decyzja należy do nich. Niemniej jednak sam fakt, że odważyli się marzyć, z pewnością jest kluczowy dla całego przedstawienia. Jest to spektakl, który każdy powinien zobaczyć. Siła jego przekazu polega na tym, że jest to zwykła historia, która może spotkać każdego człowieka. Nie ma tu miejsca na zawiłości i komplikowania wątków na siłę. Jest zwykłe życie i to jest właśnie najmocniejszą stroną łódzkiej inscenizacji Katarzyny Deszcz.
Monika Wolnicka / Teatr Dla Was

link do żródła: http://www.teatrdlawas.pl/recenzje/7460-wsiasc-do-tramwaju-byle-jakiego