< - realizacje krajowe | realizacje zagraniczne ->

 

 

Tesinske Divadlo / Scena Polska

Petr Zelenka

Job Interviews


Przekład: Krystyna Krauze
Reżyseria: Katarzyna Deszcz
Scenografia: Andrzej Sadowski
Asystentka reżysera: Małgorzata Pikus

Obsada:
Małgorzata Pikus, Mariusz Osmelak, Rafał Walentowicz, Dariusz Waraksa, Lidia Chrzanówna, Marcin Kaleta, Grzegorz Widera, Joanna Litwin, Tomasz Kłaptocz, Patrycja Sikora, Barbara Szotek-Stonawski, Anna Paprzyca

 

Sufler: Anna Kaczmarska

Inspicjent: Iwona Bajger

Premiera: 24 lutego 2018, Czeski Cieszyn


Foto: Karin Dziadková

 

Spektakl zaproszony do udziału w Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Bez Granic 2018

Link do Bez Granic


 

Kiedy gubimy własny kompas…  
Scena Polska Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie wystawiła 24 lutego prapremierę współczesnego dramatu Petra Zelenki „Job Interviews”. Sztuka została przetłumaczona przez reżyserkę, scenarzystkę i tłumaczkę Krystynę Krauze, która odpowiada za przekład większości wcześniejszych dramatów tego autora. 
Pracy reżysersko-scenograficznej nad „Job Interviews” podjął się tandem artystyczny i prywatnie małżeństwo Katarzyna Deszcz i Andrzej Sadowski. Od lat współpracują ze Sceną Polską Teatru Cieszyńskiego, na której Deszcz wyreżyserowała już sześć przedstawień, ostatnie w 2014 roku, kiedy to sięgnęła po klasykę – „Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej. Aktualnie reżyserka zdecydowała się zrealizować w Czeskim Cieszynie pozycję współczesną, ale nie było to jej pierwsze spotkanie na scenie z Zelenką, bowiem w 2012 reżyserowała „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” w Teatrze im. Sewruka w Elblągu.
Zelenka osadził akcję „Job Interviews” w agencji castingowej, w której nie ma znaczenia, czy aktor ma talent czy nie, liczy się jedynie, czy uda się go sprzedać. Interesem kieruje dynamiczna Nina po czterdziestce (Małgorzata Pikus). Jeszcze nikt nie wpadł na to, by wymienić ją na bardziej przebojowy, a przede wszystkim niepomarszczony, jędrniejszy i gładszy lepszy model. Jednak do czasu. Koledzy z centrali w Londynie Paul (Grzegorz Widera) i Beata (Joanna Litwin) już kombinują, jak „wygryźć” koleżankę ze stanowiska pracy. Pewnego dnia wszystko nagle się zawala… 
Historię Niny do momentu upadku Deszcz zdecydowała się zainscenizować dynamicznie – sceny przewijają się jak w kalejdoskopie, wręcz celowo nakładając się na siebie. Sadowski przeciągnął w poprzek sceny trzy białe połacie materiału, które wyznaczają odrębne miejsca akcji: przestrzeń agencji, biuro Niny, dom jej ojca. Aktorka zmienia wyznaczone pasy, przeskakuje między scenami, jej bohaterka goni życie do utraty tchu, ciągle z telefonem przy uchu, który dzwoni w dzień i w nocy.  
Druga część przedstawienia jest o wiele bardziej statyczna. Nina znajduje się w przestrzeni przywodzącej na myśl szpital psychiatryczny lub salę terapeutyczną. Podczas zajęć pod okiem terapeuty (Mariusz Osmelak) pacjenci odgrywają z główną bohaterką psychodramy – scenki, z których dowiadujemy się ciągu dalszego jej historii. Reżyserka porzuca tu wcześniejszy realizm na rzecz niedookreślenia, wręcz do pewnego stopnia gmatwa, zamazuje tę teatralną historię. W tym momencie cierpliwość i uwaga widzów zostają wystawione na próbę, bo zastosowany chwyt utrudnia odbiór spektaklu. Czy przełamanie wcześniejszego realizmu było dobrym i zasadnym krokiem? Moim zdaniem tak, bo widzowie gubiąc się w tej opowieści lub zastanawiając się, czy dobrze zrozumieli to, co właśnie zobaczyli czy usłyszeli, mogą po trosze poczuć się jak Nina, której grunt osuwa się pod nogami.
Historię Niny do momentu upadku Deszcz zdecydowała się zainscenizować dynamicznie – sceny przewijają się jak w kalejdoskopie, wręcz celowo nakładając się na siebie. 
Spektakl „Job Interviews” pod względem aktorskim należał do Małgorzaty Pikus. Przed premierą Katarzyna Deszcz w wywiadzie na blogu „Teatr to my” zaznaczała, że jest to rola stworzona dla niej i rzeczywiście trudno znaleźć mi w zespole Sceny Polskiej aktorkę, która mogłaby to zagrać lepiej. W postaciach, jakie stworzyli nie tylko Pikus, ale i Osmelak (rola ojca), Walentowicz (w roli męża) czy Kaleta (jako asystent), widziałam prawdziwych ludzi. Natomiast problem jest z niektórymi aktorami, którzy grali role drugo- i trzecioplanowe z niemożliwą wręcz do zniesienia manierą i z nienaturalnie ustawionymi głosami. Tymczasem dramat Zelenki w tłumaczeniu Krauze ociera się miejscami o naturalizm językowy, wiele w nim siarczystych przekleństw czy mowy potocznej. Wydaje mi się, że niektórzy aktorzy nie zdołali lub nie znaleźli czasu na dopracowanie swoich postaci, co ostatecznie spowodowało, że byli nieprzekonujący. Między innymi z tego powodu Małgorzata Pikus w niektórych scenach musiała sama pociągnąć to przedstawienie. 
Aktualność napisanej kilka lat temu sztuki „Job Interviews” odnajduję w przekazie, że ilekroć porzucamy pewne fundamenty w życiu jak rodzina, przyjaźń, szczerość, miłość, zaufanie na rzecz gonitwy za pracą, pieniądzem i sławą czeka nas żałosny koniec. Po co nam pieniądze, kiedy jesteśmy chorzy i samotni? To pytanie na pewno nie jest odkrywcze, ale wciąż bardzo aktualne. Właściwie w momencie, gdy coraz więcej z nas gubi kompas moralny, ten przekaz staje się z dnia na dzień coraz mocniej na czasie.
25 / 02 / 2018
Małgorzata Bryl-Sikorska

link do żródła


 

Depresja świata i depresja artysty – spektakl „JOB INTERVIEWS” Petra Zelenki na Scenie Polskiej w Czeskim Cieszynie.
Wczoraj wyszedłem ze spektaklu „Job Interviews” na Scenie Polskiej w Czeskim Cieszynie i nie mogłem powiedzieć, że było …fajnie, całkiem nieźle, śmiesznie, itp. Było przejmująco. I nie myślałem jak to zwykle się myśli : Jak zagrała Gośka, Rafał czy Darek? Jaka scenografia? Jaka „gra” aktorów?
Nie, nie o tym myślałem.
Od lat to mówię, że nasz świat, nasi moderatorzy życia kulturalnego pomylili sztukę z show-biznesem. To znaczy sztuki już prawie nie ma, ale jest show-biznes. Życie artystów, kreatywność mediów, manipulacja obrazami, postawami, faktami, wartościami, znaczeniami. Musimy przyjmować do wiadomości rządzące mechanizmy. Choćby były niemoralne i kłamliwe. Liczy się „sprzedawalność towaru”. Towarem jest wszystko. Chcesz żyć, musisz być towarem. Ale przecież nikt tego nie mówi wprost. Do tego dorabia się niezwykłe opakowania. Takie bardziej humanistyczne, żeby zgadzało się z tym czego człowieka w szkołach uczą. Co mówią po kościołach i kursach etyki biznesu. Himalaje hipokryzji.
Nina jest zła i niemoralna, ale diabelsko skuteczna. Umie grać w narzuconą grę. Z diabelskim sprytem porusza się po meandrach ucywilizowanego kurestwa. Kłamie, ale wie co jest prawdą. Do prawdy umie się przyznać. Potrafi także do prawdy zmusić innych. Czuje się pewnie, ale przekracza granice …no właśnie, „przyzwoitości”. Ninę zdradza jej własny profesjoanlizm gry i ukryte głęboko poczucie, a raczej pragnienie człowieczeństwa. Zaczyna popełniać pomyłki. Wytyka ludziom prawdę, łamie zasady nieetycznej gry. Zabawne jest to, że jej przeciwnicy (dawni przyjaciele) wytykają jej właśnie niemoralność i brak etyki. Nina obnaża system, świat, strukturę „wartości” , którą latami budowała. Jej partnerzy są bezkompromisowi i bezlitośni jak zideologizowana sekta. Niszczą Ninę. Rozszarpują na kawałki. Takie są prawa show-biznesu.
Ktoś powie : – Nic nowego! Bohaterka mogłaby na to odpowiedzieć: – Nic nowego? To dlaczego kurwa cały czas to tolerujecie?! No właśnie, dlaczego?
Tacy jesteśmy, taki jest świat jaki tworzymy. Nie wiadomo już co jest prawdą, a co kłamstwem. Co jest dobrem, a co złem. Każdy ma swoją definicję, a właściwie są to definicje przyjęte z TV,  internetu i właśnie z show-biznesu, bo polityka, publicystyka, a nawet edukacja i religia to też show. I tak wygląda cały nasz współczesny kretynizm. Pozbawiamy się własnego zdania bo nas nie nie stać, albo nawet już sami nie wiemy co to znaczy mieć własne zdanie. W bohaterce rodzi się sprzeciw, bunt, ale też i głęboki psychiczny kryzys. Umiera ojciec, traci relację z bratem, z przyjaciółmi, ze współpracownikami i z byłym mężem.
Druga część spektaklu to już zaplanowana tzw. społeczność terapeutyczna, na której Nina zostaje poddana konfrontacji z własnym życiem. Staje naprzeciw swych życiowych i biznesowych partnerów. Z każdym rozgrywa mini – pojedynek. Terapia to też biznes i Nina wychodzi z niej obronną ręką bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje i z czym ma do czynienia. Nie ma już jednak szans na odzyskanie dawnej pozycji. Jest już „nikim”.
Zostaje dotkliwie upokorzona kiedy ludzie „systemu” nagrywają ją w windzie jak załatwia swoje fizjologiczne potrzeby. Nina tłumaczy to bezradnie swoim człowieczeństwem, ludzkim atawistycznym odruchem, ludzką, fizyczną i fizjologiczną bezradnością. Nic z tego, filmik w internecie oglądają miliony. Nina rozmija się z „prawdą” i regułami świata. Nina zostaje psychicznie zutylizowana. Stan umysłu Niny jest dla świata, dla „społeczności” niezdatny, wręcz niebezpieczny.
W ostatniej, bardzo przejmującej scenie pojawia się jej były podopieczny, aktor Bob z jej agencji, który kiedyś był kompletnym alkoholikiem i degeneratem funkcjonującym na prochach. Teraz odmieniony, w wykrochmalonej białej koszuli pojawia się niby złotousty anioł i proponuje Ninie fantastyczną pracę jako osobistego dostarczyciela prochów właśnie…Zabiera okaleczoną życiem Ninę na wózku inwalidzkim. Nina trzyma na kolanach papierową torbę z urną, z prochami ojca. Odchodzą w bezkres.
Teraz już wiemy jak wyglądał anioł śmierci, który przyszedł po Ninę. To był Anioł wszystkich dotkniętych depresją i cierpieniem artystów uciekających do narkotycznej szczęśliwości.
„Job Interviews” to nie jest klasyczny zespołowy spektakl, to prawdziwy monodram – teatr jednego aktora, który ma bardzo dobrych i uważnych partnerów. Wspólnie opowiadają o dramacie człowieka.
To przede wszystkim świetna rola Małgorzaty Pikus jako Niny. Jej bardzo dojrzałe aktorstwo. Gosia w każdym momencie spektaklu wie o czym mówi (jako człowiek i artystka) i jest to bardzo przejmujące. Skala świadomości w jej argumentacji, w sprawach poruszanych na scenie, jest ogromna. Spektakl prowadzony reżysersko krótkimi setami;obrazkami, każe aktorce być bardzo elastyczną i zmienną. Gosia Pikus przechodzi z wielką pewnością i samokontrolą ze staniu w stan, ze sceny w scenę. Z dużą amplitudą emocji i samopoczucia scenicznego.
Obserwując jej artystyczną drogę powiem, że to szczególne wrażenie kiedy jednego dnia słucham jej „Aktorki na Prowincji” – kiedy opowiada o dupowatości prowincji , a drugiego dnia widzę jak „rozprawia się” ze scenicznym życiorysem Niny – szefowej agencji artystycznej rodem z jakiegoś warszawskiego piekła.
Reżyserka spektaklu Katarzyna Deszcz prowadzi Gosię powściągliwie i bez sentymentów. Nie rozgrywa, nie dopisuje „psychologicznego” przeżywania aktora i postaci, opowiada intensywnie historię i jest to zabieg mistrzowski. Bo opowieść jest najważniejsza.
Odważną rolę drugoplanową zagrał Tomek Kłaptocz jako Bob. Dopiero na końcu spektaklu doceniłem ten zabieg reżyserki z Bobem, który w pierwszym pojawieniu się, był na granicy „obsceniczności” (myślę tu w kategoriach estetyki cieszyńskiej :)). Brawa dla Tomka.
Była to polska prapremiera sztuki Petra Zelenki w przekładzie Krystyny Krauze, z bardzo prostą i mocną („świńska” wideo-projekcja) scenografią Andrzeja Sadowskiego.
Na widowni zauważyłem jurorów ze śląskiego plebiscytu „Złotych Masek”. Ciekawe czy będą chcieli przyznać Gosi Pikus – aktorce na prowincji, w małym mieście na granicy, „Złotą Maskę”?
Poza tym? Widzowie wyjątkowo mało kasłali.

B. Słupczyński

link do żródła