< - realizacje krajowe | realizacje zagraniczne ->

 

 

Teatr Nowy z Zabrzu

NEMA 
Koffi Kwahulé

 

Przekład: Jan Nowak
Reżyseria: Katarzyna Deszcz
Scenografia: Andrzej Sadowski
Inspicjent/sufler: Grażyna Nowosielska 

 

Obsada:
ANNA KONIECZNA
DANUTA LEWANDOWSKA
JOANNA ROMANIAK
DAGMARA NOSZCZYK
ROBERT LUBAWY
ANDRZEJ KROCZYŃSKI 

 

Premiera: 28 kwietnia 2018 r.


Foto: Paweł Janicki

 

 „Nema” w reżyserii Katarzyny Deszcz (znanej m.in. z realizacji zabrzańskich „Matek” i „Podopiecznych”) opowiada historię Nemy i Idalii, Nicolasa i Beniamina. Dwie kobiety, dwóch mężczyzn, dwa małżeństwa. Dwa światy, które istnieją obok siebie. Niezależnie od statusu społecznego, bohaterowie mierzą się z podobnymi problemami: przemocą, zastraszeniem, łamaniem stereotypów. Idalia, kobieta sukcesu, dowiaduje się o problemach małżeńskich Nemy, swojej gosposi. Matka Beniamina niechętnym okiem patrzy na Idalię. Wolałaby, żeby synowa zajęła się domem i mężem, a nie karierą. Nicolas, mąż Nemy, udziela porad małżeńskich Beniaminowi. A Nema? Myślami jest gdzieś obok, schowana za murem milczenia.
Sztuka operuje mocnym, rytmicznym, pełnym ekspresji językiem. Słowa rzucane są na papier w połamanych i pełnych pasji rytmach jazzu. Sam autor przyznaje, że konstrukcja jego dramatów podobna jest do jazzowej improwizacji, w której wszystko ma jednak swoje miejsce.
Jest to pierwsza sztuka autorstwa Koffi Kwahulé wydana w języku polskim.

„Dramat Koffiego Kwahulé łatwo zaszufladkować jako tekst „interwencyjny”, w którym głównym tematem jest przemoc wobec kobiet objawiająca się w różny sposób, dotykająca bohaterek o odmiennej sytuacji społecznej i majątkowej. Ograniczenie się do jednego tematu nie oznacza tutaj jednak oderwanego od rzeczywistości studium przypadku. Wszystkie wydarzenia, nawet te pozornie niezwiązane ze sobą, układają się w miarę rozwoju akcji w przemyślaną, otaczającą bohaterki sieć zależności i przemocy, stworzonej nie przez jednego człowieka, ale przez całe społeczeństwo. (…) Zaletą „Nemy” jest przemyślana, pozornie dowolna, wręcz chaotyczna konstrukcja, inspirowana trzecią symfonią Góreckiego. Dramat rozpoczyna się od bardzo prostej, wręcz sztampowej sytuacji, ale wzajemne relacje bohaterów szybko się komplikują. (…) Koffiemu Kawahulé udaje się w skondensowany, ale dzięki temu intrygujący i nieoczywisty sposób przedstawić tragiczny splot stereotypów, uwarunkowań kulturowych i ludzkich charakterów”.
teatralia.pl

/MAT. TEATRU/


 

18. Ogólnopolski Festiwal Dramaturgii Współczesnej "Rzeczywistość przedstawiona":

- nagroda aktorska Jury dla Danuty Lewandowskiej

- nagroda Jury Młodych dla Katarzyny Deszcz za trafne ukazanie problemu społecznego.


 

Teatr Nowy


 

Inna Idalia
Imię Idalia kojarzy się nam oczywiście z Fantazym Słowackiego. Ale jest w sztuce Nema Koffi Kwahulé, francuskiego teatrologa pochodzącego z Wybrzeża Kości Słoniowej, bohaterka o tym imieniu. Spełniona, awansująca, zamężna bizneswoman. W zabrzańskim spektaklu Katarzyny Deszcz gra ją Anna Konieczna. Konieczną opisywałem już w roli dziennikarki w Ku Klux Klanie Podstawnego. Jest jedną z młodocianych terrorystek w Netflixowym serialu 1983, dziesięć razy ciekawszą niż Michalina Olszańska w roli Effy. Tym razem przyjrzyjcie się jej roli w tej francusko-afrykańskiej opowieści o miłości i przemocy. O miłości kobiet i przemocy wobec nich.

Tytułowa postać sztuki, Nema (co może się polskim widzom kojarzyć ze słowem „niema”, niemogąca mówić, nie potrafiąca opowiadać o swoim cierpieniu), jest wytatuowaną henną imigrantką z Mahrebu, służącą w domu Idalii. Joanna Romaniak gra ją na milczeniu, spokoju, cieple, które skrywa wewnętrzne piekło. Bo jej mąż Nicolas (Andrzej Kroczyński) – przebrany w muzułmański strój sprzedawca kwiatów i koneser muzyki operowej – bije ją i dręczy, pomylił pożądanie z biciem. Idalia Koniecznej przygląda się śladom na ciele tamtej kobiety ze wstrętem i przerażeniem, namawia do oporu, próbuje ratować ofiarę przemocy. I to jest działanie zastępcze, bo odsuwa tym samym od siebie świadomość, że w jej związku z Benjaminem (Robert Lubawy) zaczyna się coś psuć. Mężczyzna jest zazdrosny o jej awans, nie może zaakceptować tego, że jest jej podwładnym w pracy. Werbalne dręczenie zmienia się w próby rękoczynów. Benjamin wynajmuje Nicolasa, żeby pobił jego żonę, w końcu sam spróbuje zakończyć sprawę.

W przedstawieniu Deszcz nie tyle ciekawa jest ta spirala nienawiści do najbliższej osoby, co właśnie reakcja Idalii. Idalia – w końcu mądra, przedsiębiorcza, niezależna kobieta – nie chce nic widzieć, nie reaguje na eskalację nienawistnych gestów wobec niej. Traktuje męża najpierw z czułością połączoną z pobłażaniem, potem staje się dla niej przeźroczysty. Tylko że ta przeźroczystość wiążę się z niewidzeniem zagrożenia. Idalia Koniecznej powoli zamyka się w takim niewidzialnym pancerzu, jest sama w swoim cierpieniu, wszystko po niej spływa. Bo przecież pani menedżer odnosząca sukcesy nie może być ofiarą, zwierzyną łowną, kimś takim może być tylko Nema, biedna, klasowo i religijnie naznaczona.

W najlepszej scenie spektaklu erotyczna scena w łazience między Idalią i Benjaminem zmienia się w horror. Mamy nagą kobietę i nagiego mężczyznę. Najpierw on łamie zasadę intymności, wdziera się w jej przestrzeń, potem próbuje gwałtu, wreszcie zabójstwa. Konieczna desperacko walczy o życie, kolega aktor zanurza jej głowę pod wodą i długo trzyma, ręce i nogi Idalii trzepią się o brzegi wanny.

W tym dziwnie spękanym choć realistycznym i obyczajowym spektaklu w zabijanej bezbronnej Idalii coś pęka. I choć to Nema zabija Benjamina, upokorzona bizneswoman bierze winę na siebie. Ona powinna to zrobić wcześniej, zareagować, rozszyfrować intencje, ona winna wiedzieć, jak się bronić, jak działać. Niczego nie zrobiła. Oślepła. Nawet nie można powiedzieć, że z miłości. Raczej z niemożność przyjęcia założenia: jestem ofiarą. W tej nagiej Ance Koniecznej szamoczącej się na scenie w wannie z zimną wodą widzę większą metaforę losu polskich kobiet niż w połowie ostatnich zaangażowanych spektakli Mai Kleczewskiej. Jeśli pamiętacie straszny krzyk Koniecznej, grającej Katarzynę Surmiak-Domańską w Ku Klux Klanie, krzyk, który brał się z niemożności wytrzymania piętrowego kłamstwa amerykańskiego rasizmu, ze słodyczy i dobroduszności skrywającej nienawiść i głupotę, to teraz nałóżcie sobie ten krzyk na scenę z Nemy. Zrozumiecie, czemu go tam „NIE MA”.     

Łukasz Drewniak /K/213: Trzy wysokie kobiety/ teatralny.pl

Link do źródła: