margines: Fragmenty tekstów dramatycznych | Dyrdymały | Herrkopf

 

...od czasu do czasu zajmuję się pisaniem tekstów dramatycznych.

Teksty owe, niekiedy bardzo dramatyczne, piszę jedynie dla zaspokojenia własnych potrzeb.

 

Nie rozsyłam i nie publikuję swoich "dramatów".

 

 

|Pan D. Moon

|Seaguls

|Pomiędzy

|Zero

|B&B

|ViViV

|Kłamczucha

|Majakowski // Reaktywacja

|Sąsiedzi

|Leon i Matylda

|W osiem dni dookoła świata


 

W osiem dni dookoła świata

Wodewil masakryczny

 

Postaci:
JÓZEF GARBATY
ŻONA JÓZEFA GARBATEGO
MATKA JÓZEFA, KTÓRA BYĆ MOŻE NIE JEST JEGO MATKĄ
DZIEWCZYNA Z OKNA
PROSTYTUTKA
ZAKONNICA 1 i ZAKONNICA 2
DZIEWCZYNA ,O KTÓREJ MÓWIĄ, ŻE JEST ANIOŁEM
ŻONA RZEŹNIKA Z 42-GIEJ
KOBIETA-CIEŃ
ŚPIEWACZKA CHORA NA RAKA i JEJ ASYSTENTKI
DZIEWCZYNKA UKRYWAJĄCA SIĘ POŚRÓD GRUZÓW WŁASNEGO DOMU
PIELĘGNIARKA, KTÓRA PRAGNIE BYĆ ŻONĄ JÓZEFA
KOBIETA SIEDZĄCA STALE W KĄCIE Z TELEWIZOREM NA GŁOWIE
ŚPIĄCA KRÓLEWNA
KOBIETA PACHNĄCĄ MIĘTĄ

ORAZ:
WSZYSTKIE KOBIETY ŚWIATA

 

 

AKCJA TEJ SZTUKI DZIEJE SIĘ WSPÓŁCZEŚNIE, TU I TERAZ A ZARAZEM W PRZESZŁOŚCI. WŁAŚCIWIE, TO NIE MA ZNACZENIA, KIEDY… DZIEJE SIĘ I JUŻ. WSZYSTKIE POSTACI TEJ SZTUKI POJAWIAJĄ SIĘ NIEPOSTRZEŻENIE I W TAKI SAM SPOSÓB, ZNIKAJĄ.

Motto:
„Przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej.”

C. K. Norwid

 

 

Premiera tego tektu odbyła się w marcu 2017 roku w Teatrze Powszechnym, w Radomiu

 

Fragment:

SCENA 1. 
STARE TELEWIZORY I MIĘSO.

/Przykładowe pomieszczenie: kuchnia, albo pokój jadalny. Przy stole siedzą Józef i Żona Józefa. Żona Józefa uporczywie rozkręca stary telewizor. Józef jak zwykle siedzi wpatrzony w jakiś nieistniejący, ale ważny dla niego punkt./

ŻONA JÓZEFA
Od siedmiu lat rozkręcam stare telewizory na części, a te części na jeszcze mniejsze części, a ty siedzisz cicho, i nie marudzisz, nic nie mówisz, nie marudzisz… Bo widzisz… ja nie znosiłam tego twojego marudzenia bez powodu, i bez większego sensu… marudziłeś tak, bez powodu, no powiedz, nie marudziłeś? Marudziłeś… a teraz nie marudzisz… Marudzisz?

JÓZEF
Nie marudzę.

ŻONA JÓZEFA
No i widzisz, jak to dobrze, że kazałam ci przynieść ten telewizor. Kazałam?

 

JÓZEF
Kazałaś.

ŻONA JÓZEFA
Co ci powiedziałam? No powiedz Józefie, co ci powiedziałam…

JÓZEF
Powiedziałaś: Józefie, pójdziesz do tego starego magazynu za rogiem, tego w którym jest wszystko to, czego inni nie potrzebują, bo mają tych wszystkich rzeczy za dużo, albo nie wiem… i przyniesiesz mi taki stary telewizor. Najlepszy byłby czarno biały, ale takiego pewnie nie znajdziesz. Taki byłby najlepszy. I żeby był duży, nie jakieś tam małe gówno, tylko żeby był duży, i żeby było go trudno rozkręcić, i… żeby miał dużo elementów, a wszystkie te elementy powinny najpierw dać się rozłożyć a potem złożyć razem do kupy i ukazać nam, co? Telewizor. Duży i ładny telewizor. Taki, jakiego nie mamy i nigdy nie mieliśmy. Tak powiedziałaś.

ŻONA JÓZEFA
I co zrobiłeś? Józefie, co takiego zrobiłeś?

JÓZEF
Poszedłem do magazynu za rogiem, znalazłem stary telewizor i przyniosłem do domu. Tak jak chciałaś.

ŻONA JÓZEFA
Tak jak chciałam. I wiesz, co ci powiem? Musiałam tego bardzo chcieć, inaczej nie prosiłabym cię o to.

JÓZEF
Wiem.

ŻONA JÓZEFA
No, to o co chodzi? Hm…? Źle się czujesz?

JÓZEF
Nie. Czuje się dobrze.

ŻONA JÓZEFA
Dobrze spałeś?

JÓZEF
Tak.

ŻONA JÓZEFA
A jak wstałeś, to… czy nie dostałeś ciepłego śniadania? Hm? Było tak, czy nie?

JÓZEF
Tak. Było tak jak mówisz.

ŻONA JÓZEFA
A, czy kiedy zajadałeś się tym śniadaniem, przyznaję, hm… dietetycznym, ale przecież smacznym, prawda?  No powiedz, czy kiedy zajadałeś się tym śniadaniem, które różniło się przecież od tego, które jadłeś wczoraj, i które było nie  mniej smaczne jak to wczorajsze, no, to, czy wtedy ja nie podałam ci świeżo wypranych i wyprasowanych ubrań, które będziesz nosił tylko dzisiaj. Było tak, czy nie?

JÓZEF
Wszystko się zgadza.

ŻONA JÓZEFA
Porządnie cię oporządzam, zgadzasz się?

JÓZEF
Zgadza się. Porządnie. 

ŻONA JÓZEFA
Czyli, uważasz, że wszystko się zgadza, tak?

JÓZEF
Tak.

ŻONA JÓZEFA
Moim zdaniem, nie.

JÓZEF
Nie rozumiem.

ŻONA JÓZEFA
Czy taka dupa wołowa, jak ty, kiedykolwiek zrozumie cokolwiek?

JÓZEF
Traktujesz mnie jak idiotę.

ŻONA JÓZEFA
Nie dramatyzuj.

JÓZEF
Jak skończonego debila, którego stać tylko na przyniesienie kolejnego telewizora z magazynu za rogiem. Tymczasem ja mogę ci dać o wiele więcej.

ŻONA JÓZEFA
Na przykład, co?

JÓZEF
Na przykład miłość.

ŻONA JÓZEFA
Nie chcę miłości od człowieka, który całymi dniami wpatruje się w sufit, od człowieka, który jest w depresji, tak widocznej, jak widoczne są plamy na jego świeżo wypranej i wyprasowanej koszuli.

JÓZEF
Mówię o prawdziwej miłości.

ŻONA JÓZEFA
A ja mówię o prawdziwej depresji.

JÓZEF
Nie kłóćmy się.

ŻONA JÓZEFA
Masz rację, nie potrzebujemy kłótni. /po chwili/ Dobrze, skoro uważasz, że jest inaczej niż jest, to proszę, opowiedz mi swój ostatni sen, ten z wczoraj, a sam zobaczysz, że nie jest z tobą tak dobrze jak byś chciał, i jak ja, też bym chciała, żeby było, ale to chyba jasne… Jeśli nie chcesz opowiedzieć, to nie opowiadaj. Chciałam tylko, żebyś się sam przekonał. Tyle.

JÓZEF
Skąd wiesz jakie mam sny?

ŻONA JÓZEFA
Jak to, skąd? Jestem twoją żoną. Jestem twoją żoną, prawda?

JÓZEF
Tak.

ŻONA JÓZEFA
To co, opowiesz ten sen, czy ja mam ci go opowiedzieć?

JÓZEF
Nie.

ŻONA JÓZEFA
Jak nie, to nie.

JÓZEF
Nie i już! /po chwili/
Pamiętam delikatny powiew wiatru. Stałem pośrodku drogi, która takimi przedziwnymi zakrętami wiła się wysoko, aż po sam horyzont, który stykał się niemalże z kłębowiskiem chmur.  Właściwie, był to rodzaj takiego szerokiego chodnika, ułożonego z identycznych kamiennych brył pokrytych cienką warstwą piasku, który chrzęścił pod moimi stopami. Z każdym następnym krokiem ten dźwięk, tego piasku, stawał się coraz mocniejszy. Można by powiedzieć, że szedłem coraz głośniej. Za pierwszym zakrętem ukazała mi się sporej wielkości dolina a w niej dziwne, nie podobne do tego co wcześniej widziałem, miasto, którego wszystkie budynki, miały taki osobliwy kształt, coś w rodzaju wielkiego cylindra. Każdy z tych domów zbudowany był na planie koła i każdy z nich miał tylko siedem pięter. Policzyłem. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem. Podszedłem do jednego z domów bliżej. Wtedy zauważyłem, że one wcale nie mają fundamentów, że są wprost zawieszone tuż nad ziemią, że pod nimi, ani dookoła mnie, nie ma ani jednej twardej powierzchni.  To tak, jakbym ja i to całe miasto, jakby… wszystko fruwało w powietrzu. Wszystko, co zobaczyłem, domy, drzewa, mgła, opary dymu, to wszystko było jakby wstawione czyjąś niewidzialną ręką w przestrzeń i po prostu zawieszone. Odwróciłem się i zobaczyłem, że droga, którą doszedłem do tego miejsca znikła. Jej miejsce zajmował teraz las drzewek owocowych. Raz jeszcze rozejrzałem się dookoła i nic nie przypominało mi tego widoku jaki miałem przed tym, zanim się nie wspiąłem chodnikiem w górę. Pamiętam, że się przestraszyłem. Zapanowała dziwna, nie zmącona niczym cisza.