margines: Fragmenty tekstów dramatycznych | Dyrdymały | Herrkopf

 

...od czasu do czasu zajmuję się pisaniem tekstów dramatycznych.

Teksty owe, niekiedy bardzo dramatyczne, piszę jedynie dla zaspokojenia własnych potrzeb.

 

Nie rozsyłam i nie publikuję swoich "dramatów".

 

 

|Pan D. Moon

|Seaguls

|Pomiędzy

|Zero

|B&B

|ViViV

|Kłamczucha

|Majakowski // Reaktywacja

|Sąsiedzi

|Leon i Matylda

|W osiem dni dookoła świata


 

Majakowski // Reaktywacja

 

W tym quasi musicalu zastanawiamy sie, co by było, gdyby Majakowski żył dzisiaj...

 

Premiera odbyła się 31.05.2013 roku, w Teatrze Powszechnym w Radomiu.

 

Osoby:

Lila Brik, Osip Brik, Włodzimierz Majakowski, Aleksander Rodczenko, Nora Połonska

 


 

Scena 9.
Co dalej?

/seria pożegnalnych monologów/
Nora
Nazywam się Nora Połońska. W pierwszym swoim życiu prywatnym byłam aktorką. Chyba niezłą. W drugim swoim życiu prywatnym kochałam Włodzimierza Majakowskiego, a i on mnie kochał. Chociaż mówił zupełnie, co innego. W trzecim swoim życiu prywatnym bałam się ciemności. Kiedy Wołodia się postrzelił, byłam na schodach, było ciemno, słyszałam strzał, ale było ciemno. Nazajutrz też było ciemno. Szłam bez celu ulicami, płakałam. Kałuże były ciemne. Kiedy Wołodia strzelał do siebie padał deszcz. Nie było słońca. Kałuże nie odbijały nieba. Jedna z kałuż była czerwona, jakby to była krew a nie woda. I to była ciemna czerwień. Czarna czerwień. I ta kałuża też nie odbijała nieba. Było ciemno. Tak samo było, kiedy umierałam w samotności. Nikt mnie nie odwiedzał. Mój syn miał ciemne włosy. Tak jak Wołodia. Wołodia też miał ciemne włosy i takie grube ciemne usta. Usta poety, które nie umiały całować. Były grube i ciemne. Twarde. Jakby martwe. Wołodia nie umiał się całować. W przeddzień tego dnia, kiedy się postrzelił, nieustannie na mnie patrzył. A jego oczy były ciemne. Niebo nie odbijało się w tych oczach. Jakby były zasłonięte jakąś niewidzialną chmurą. Długo mnie przesłuchiwano. A przecież ja go nie zabiłam. A tak myślano, że to przeze mnie. A tak nie było. Swoje zadanie wykonałam. Moja odpowiedź brzmi:
Aleksander
Chwileczkę… Nora… Już.
Nora
Moja odpowiedź brzmi: „to nie ciało potrzebuje człowieka”.
/na ekranie pojawia się napis: odpowiedź poprawna”/
Aleksander
Osip, może ty?
Osip
Nazywam się Osip Brik. W chwili śmierci miałem 57 lat. To dobry wiek, by umrzeć. Wiem, że teraz ludzie żyją dłużej i są nawet dłużej szczęśliwi, ale wtedy żyć nie było warto. Wojna dobiegała końca, a ja byłem wyjątkowo inteligentny. To właśnie moja inteligencja uczyniła ze mnie przyzwoitego komunistę. Kochałem Moskwę. Kochałem Paryż. Lubiłem Nowy Jork. Wykonałem swoje zadanie. Na zewnątrz, tam na górze nikt mnie nie rozpoznał. Prawdopodobnie tak miało być. Żeby nikt mnie nie rozpoznał. Długo stałem przyglądając się swojemu odbiciu w szybie wystawowej. Manekin naprzeciwko poruszył się i podał mi dłoń. Lileczka powiedziała, że to było złudzenie. Ale to nie było złudzenie, tylko całkiem ładna młoda dama w czerwonej sukience. Wykonałem swoje zadanie. Wołodii nigdy nie kochałem. Nie tak jak mężczyzna kocha mężczyznę. Tylko jak brat brata. Teraz Lileczka jest znowu moja, bo Lili bardzo się zawiodła na Włodzimierzu, a on jej przecież tyle poświęcił. Pieniądze, jakie nam zostawił po swojej śmierci nie starczyły na długo. Lepsze to niż nic. Wołodia zawsze to powtarzał: „lepsze to niż nic”… Tak jak moja praca w tajnej policji. Tam na górze na środku placu krzyknąłem z całych sił: „jestem czekistą!”, ale nikt się nie odwrócił. Teraz już nikt nie zna takich słów. Ale kiedy krzyknąłem: „umarłem na zawał!”, kilka osób odwróciło się i puknęło się w czoło, o tak. Nie bolało. Zawał. Należał mi się. Moja odpowiedź brzmi: „drzewo wiśni nie zawsze owocuje dokładnie o tej samej porze roku”.
/na ekranie pojawia się napis: odpowiedź poprawna”/
Aleksander
Może teraz ja. Uff…
Nie przypuszczałem, że będzie tak ciężko.
Zanim przejdę do rozpatrywania sztuki w ogóle, powinienem przeanalizować samego siebie…
Lili
Aleks, przepraszam cię, ale nie mamy tyle czasu… Skup się…
Aleksander
No, tak. Tak. Już, jako dziecko fascynowałem się wyładowaniami atmosferycznymi. Grzmoty, błyskawice nigdy mnie nie przerażały. Przeciwnie fascynowała mnie fantasmagoryczność tej chwili. Barwa nieba, wyładowania, rozbłyskujący horyzont…
Lili
Aleks…
Aleksander
Tak. Tak. Tak. Pamiętasz, Lili, jak kiedyś pojechaliśmy na wycieczkę twoim autem. Z podziwem patrzyłem jak prowadzisz. Niewiele kobiet to potrafiło. Robiliśmy po drodze wiele zdjęć, pamiętasz. W pewnym momencie droga się skończyła. Błoto, piach, wertepy. Dalej już nie było można. W pięćdziesiątym musiałem wyjechać na Syberię. I znów, błoto, piach, wertepy… głód, smród, ubóstwo, choroby, i zwykłe ludzkie zło. Tak złe, że dalej już nie było można. Pewnego dnia, zajęty byłem dokumentowaniem budowy kolejnego odcinka amurskiej elektrowni. Podszedł do mnie wtedy jeden z robotników. Zrób mi zdjęcie, powiedział. Ręce mi drżały, było zimno. Zajebiście zimno. Zdjęcie nie mogło być udane. Wyszło zamazane i nieostre. Ale za każdym razem, kiedy patrzyłem na tę nieostrą fotografię, na te rozmazane i głodne oczy - widziałem swoje całe dotychczasowe życie.
Sztuka miała służyć ludziom, ale ludzi prowadziło się w niewiadome. Ja chciałem prowadzić ludzi ku sztuce, a nie używać sztuki, by ich ku czemukolwiek prowadzić. Czy urodziłem się zbyt wcześnie czy zbyt późno? Sztuka musi być oddzielona od polityki…. Sztuka musi być oddzielona od polityki…. Wtedy, tam, na Syberii to zrozumiałem. Po powrocie, nic już nie było takie same. To prawda, miałem depresję. Zapewniam każdego, kto dłużej niż jeden wieczór przebywałby wśród żywych trupów, że też wróciłby by z depresją. Stalin się ucieszył, kiedy dowiedział się o moim kiepskim zdrowiu. Na nic mu się to nie zdało. Zmarł przede mną. Plunąłbym mu w twarz. Ale się nie da. On jest w piekle, ja jestem w niebie. Spytacie, jak to możliwe, żeby komunista trafił do nieba. Ano możliwe. Pan Bóg nadrabia zaległości. Zadanie swoje wykonałem i (a) moja odpowiedź brzmi: staruszka już nie kuśtyka.
/na ekranie pojawia się napis: odpowiedź niepoprawna/
Nora
Aleks, skup się! Wiem, że potrafisz.
Aleksander /zdenerwowany/
Moja odpowiedź brzmi: staruszka już nie kuśtyka, a mogłaby…
/na ekranie pojawia się napis: odpowiedź poprawna/
Lili
To, że popełniłam samobójstwo, nie miało z moim życiem nic wspólnego. Ot, zabiłam się i tyle. Ta sama trucizna, którą zażyła Marylin Monroe. Zawsze byłam dobra w dobieraniu środków, dzięki temu umiałam zwrócić oczy świata na moją skromną osóbkę. Wiedziałam jak umrzeć, ale też wiedziałam jak żyć. Wiele kobiet na całym świecie zazdrościło mi mojego życia a zwłaszcza moich miłości. Powtarzałam im, że tak naprawdę niewiele trzeba robić, aby twoje życie zmieniło się na dobre. To było, to było, jak spacer po ukwieconej łące. Namiętnie wyrywałam najpiękniejsze kwiaty. Żadna dorodna wystająca łodyga nie uszła mojej uwadze. Osia był jak kwiat, i Wołodia, moje dorodne kwiecie, i wielu, bardzo wielu innych na nieskończenie wielkiej, kolorowej łące, ukwieconej aż po horyzont. Nieskończenie wielka, kolorowa łąka. Trzymałam ramiona rozpostarte szeroko, każdym gestem wtapiałam się w kwiecisty dywan i rwałam, rwałam, rwałam… Układanie bukietu jest sztuką. Nie wszystkie kobiety o tym wiedzą. Głupie… Żyły życiem kurwy i umierały śmiercią kurwy. Nie współczuję im. Są durne i tyle.  Głupie, durne, głupie baby. Umiałam sobie poradzić z każdą rywalką. Dzięki doświadczeniu. Kiedy byłam małą dziewczynką często śniłam o sobie, że jestem najpiękniejszym z kwiatów. Pragnęłam, żeby mnie zerwano, żeby zrobił to cudny książę, miłośnik piękna. Potem zrozumiałam, ze czekanie na ten moment nie ma sensu. Parę lat później sama po raz pierwszy ukradkiem wkradłam się do serca mężczyzny i rozkwitłam w jego pięknym sercu. Każdy kwiat z czasem więdnie. Ze mną było inaczej. Rozkwitałam na nowo, z coraz większą siłą. Sama nie umiem tego zrozumieć ani wytłumaczyć. Pewnie tak miało być. Moja łodyga była kręgosłupem ukochanego mężczyzny, moje płatki oplatały serce ukochanego mężczyzny, rozkwitały w jego głowie i kwitły tam tak długo, dopóki żył, dopóki biło jego serce, dopóki jego krew wsączała się w mój kielich. Krew. Dlatego tak bardzo ucieszyłam się, kiedy Wołodia się zastrzelił. Na jego białej koszuli rozkwitała delikatna plama krwi. Kwiat ciała i krwi. Niczym pąki róży. Tak, to prawda, byłam trującym kwiatem, który zatruwa i pożera inne kwiaty. Równowaga w naturze musi być zachowana. Swoje zadanie wykonałam. Moja odpowiedź brzmi: w niczym nie przypominam siebie samej.
/na ekranie pojawia się napis: odpowiedź poprawna/
Aleksander
Wołodia, twoja kolej…