margines: Fragmenty tekstów dramatycznych | Dyrdymały | Herrkopf

 

...od czasu do czasu zajmuję się pisaniem tekstów dramatycznych.

Teksty owe, niekiedy bardzo dramatyczne, piszę jedynie dla zaspokojenia własnych potrzeb.

 

Nie rozsyłam i nie publikuję swoich "dramatów".

 

 

|Pan D. Moon

|Seaguls

|Pomiędzy

|Zero

|B&B

|ViViV

|Kłamczucha

|Majakowski // Reaktywacja

|Sąsiedzi

|Leon i Matylda

|W osiem dni dookoła świata


 

ViViV

 

Viviv to najnowsza tancnowela, czyli krótki utwór literacki do wytańczenia, przez mniej lub bardziej sprawnych tancerzy.

 

Premiera tego tekstu odbyła się wiosną 2010 roku.

 

Rzecz dzieje się współczesnie i dotyczy niewielkiej grupy osób.

 

Osoby:
Kobieta 1 (w wieku lat około 25-27), stale przychodząca
Kobieta 2 (w wieku lat około 40), stale będąca w środku
Mężczyzna (w wieku lat około 50), bez kontaktu ze światem.

 

 


 

Epizod 1.
Pusty pokój.

Zaledwie kilka podstawowych mebli (sofa, fotel, niewielki stolik, lampka nocna) ustawionych na ciemnej podłodze. Ściany pokoju wyraźnie odbijają się swoją szarością zmieszaną z jakimś trudnym do zobaczenia motywem kwiatowym. Poza tym, pokryte są nieustanną projekcją filmową, na której widzimy non-stop przejeżdżające samochody (w obie strony). Nie słyszymy dźwięku ulicy (drogi). Dochodzi do nas jedynie dźwięk delikatnej muzyki dobywającej się zza ściany. Czasami muzyka staje się bardziej wyraźna, głośna, wręcz drażniąca swoją intensywnością.
Na samym krańcu tego miejsca (pokoju) stoi ustawiony mikrofon. Stoi tak, jak go postawiono. Razi swoją bezużytecznością i bezcelowością. Jest jakby nie z tego otoczenia. Jakby… nie usunięto go po poprzednich właścicielach tego miejsca (pokoju). Ale pokój jest takim samym bohaterem, jak pozostali bohaterowie tej opowieści, snującej się jak leniwy koszmar z trzeciorzędnego horroru pozbawionego sensu i jakiekolwiek narracyjnego pomysłu. Nie oznacza to wcale, że będziemy lekceważyć rangę tego miejsca (pokoju), chociaż nic nie wskazuje na to, że to miejsce ma jakieś specjalne znaczenie.

Światło dobywające się z zewnątrz powoli i z rozmysłem ukazuje nam najpierw sofę, potem stolik a następnie samo się potwierdza zapaleniem lampki nocnej.
Dopiero po tym wstępie o wyraźnie muzycznym charakterze wchodzi projekcja ulicy. Spokojnie i bardzo leniwie.
Tak kończy się epizod pierwszy.

Pozostałe epizody - nie będą miały określonego końca.

Epizod 2
Mężczyzna i jego wejście.

Zza ściany wynurza się sylwetka mężczyzny. Będziemy go w skrócie nazywać M.
M powoli wyjmuje małe pudełeczko, owinięte misternie czerwoną wstążką, i kładzie je na
stoliku, wielokrotnie poprawiając ułożenie pudełeczka. Po czym siada na sofie, leniwie rozglądając się dookoła. Przez moment zamierza zabrać się za czytanie rozrzuconych gazet pod lampką, ale rezygnuje. Zabiera się za to za zapalanie i gaszenie lampy, w rytm muzyki, którą zarówno on, jak i my wszyscy słyszymy. Robi to bez jakiekolwiek zamysłu, jakby z nudy. Jego epizod może trwać nieskończenie długo. Nie zależy to od niego ani od nikogo z nas.

Epizod 3
Kobieta 1 i jej wejście.

Kobietę 1 będziemy nazywać K1.
K1 wchodzi tyłem, zataczając sobie wiadome koło wokół pokoju i spokojnie siada na brzegu stolika. W jej ręce widnieje niewielka torebka, białego koloru, wyraźnie odróżniająca się od koloru sukienki, która oczywiście jest granatowa, albo czerwona, albo szara.
K1 chowa pudełeczko do torebki. Sprawdza jeszcze czy torebka jest dobrze zamknięta poczym wstaje i podnosi lekko sukienkę do góry, ukazując swoje gołe uda. Siada i rozchyla nogi, niezbyt szeroko, ale jej gest jest wystarczająco wyraźny. Jej wzrok spotyka się ze wzrokiem M, i po chwili wzajemnego patrzenia na siebie, K1 kierując się spojrzeniem M podnosi ręce, w taki sposób, że tworzą one kształt litery „v”, korespondując tym samym z ułożeniem nóg. I trwa tak w tej pozycji jakiś czas. Nie wiemy jeszcze jak długo.

Epizod 4
M i K1 – pierwszy raz

Zastajemy naszych bohaterów w tej samej sytuacji. Kobieta siedzi rozchylona, mężczyzna patrzy na nią bez jakiekolwiek napięcia. Erotyczny początek tej sceny, jakby nie ma tu żadnego znaczenia. Łączy ich zapewne coś zupełnie innego, niż moglibyśmy przypuszczać.
Chociaż dla postronnego obserwatora cała ta scena ma wyraźnie posmak jakiegoś psychopatycznego związku z seksem ukrytym w tle. Zbyt jest to wyraźne i niech sobie nasi bohaterowie myślą, co chcą, ale my wiemy dokładnie, po co ta kobieta przychodzi do wiele starszego od niej mężczyzny.
M podchodzi w pewnym momencie do K1 i poprawia jej ułożenie rąk. Dobrze wie, że K1 za chwilę, zacznie trzymać ręce coraz niżej i tym samym szukać dla siebie wygodniejszej pozycji. M dobrze wie, że K1 nie jest doskonała i często, a właściwie za każdym razem próbuje go oszukać, usprawiedliwiając się cierpnięciem rąk. M nie znosi, nienawidzi wręcz niedoskonałości. I żadne sztuczki K1 tu nie pomogą. M jest czujny.
Raz jeszcze M badawczo spogląda na K1, potem na rozrzucone gazety i wychodzi.
Zaraz po jego zniknięciu, K1 opuszcza ręce, masuje nadgarstki, następnie rozluźnia kręgosłup, dając swojemu ciału chwilę relaksu. Nie trwa to jednak długo. Po chwili sama powraca do poprzedniej pozycji i pozostaje w niej przez 13, a może nawet 15 sekund. Po 13, a może 15 sekundach M pojawia się ponownie.

Epizod 5
M i K1 i antena

M wraca. Niesie ze sobą coś na kształt anteny podłączanej do osobnego źródła zasilania (prawdopodobnie do prądu).  Instaluje antenę tuż obok siedzącej K1, doprowadza kabel do gniazdka umiejscowionego obok lampy i z uwagą zaczyna obserwować siedząca ciągle w tej samej pozycji kobietę. K1 nie zwraca żadnej uwagi na obecne działanie M, koncentruje się jedynie na utrzymaniu rąk w górze, które coraz częściej zaczynają o sobie przypominać. Jej ciało zaczyna powoli drżeć. Ręce utrzymywane są z coraz większym wysiłkiem. Obraz cierpiącej kobiety przypomina niektóre kadry z filmów o chińskiej torturze. Od czasu do czasu z jej ust wychodzi delikatny jęk.
M nie patrzy teraz na nią. Jego uwagę skupia ustawienie anteny, kierunki oraz inne parametry ustawienia.
Przez moment nic się nie dzieje, ale po chwili M podchodzi do K1, blisko, bardzo blisko i patrzy przed siebie, poprzez rozstawione ręce, chyba w naszym kierunku.
M delikatnie wzdycha i wychodzi. K1 wykorzystuje ten moment do okazania buntu wobec zaistniałej sytuacji. W każdym razie wygląda to jak bunt. Wprowadza swoje zmęczone i drżące ciało w taki buntowniczy ruch. Tak nam się przynajmniej wydaje, że to bunt. Tyle bowiem możemy odczytać, zrozumieć z tego co się obecnie dzieje. Teoria buntu jest najbardziej przekonująca. Ale wiadomo, że wcale tak nie musi być. W każdym razie jej buntowniczy, pełen ekspresji taniec trwa prawie 2 minuty. 2 minuty prawie buntu.
Zmęczona wraca do poprzednie pozycji, powoli wyciągając ręce go góry i rozchylając uda.
Jej czynności niemal zupełnie pokrywają się z tymi na początku.
M wraca.

Epizod 6
M i oliwki, K1 jak dawniej oraz nagłe pojawienie się kobiety stale będącej w środku.

Mężczyzna wnosi na maleńkim, plastikowym talerzu kilkanaście oliwek. Ich kolor wyraźnie kontrastuje z kolorem talerzyka. Oliwki są czarne. Talerzyk żółty, albo niebieski, albo biały, albo zielony.
M siada na sofie. Uwagę jego skupia ponownie K1. tym razem jego spojrzenia stają się odważniejsze. Ogląda ją bez skrępowania towarzyszącemu pierwszemu kontaktowi.
Ciało, a zwłaszcza ręce K1 zaczynają gwałtownie drżeć. Jak na zawołanie. Jakby chciała w ten sposób powiedzieć, że nie jest w stanie utrzymać tej krępującej pozycji, tego napięcia rąk, bolącego coraz bardziej karku.
M uśmiecha się i ponownie (tak jak poprzednim razem) wyjmuje pudełeczko z misternie zawiązana kokardą. Ty razem sam wkłada pudełko do torebki K1 i wraca spokojnie na sofę.
Ruchy K1 staja się spokojniejsze. Ma się wrażenie, że jakimś to sposobem powraca jej energia z jaką przyszła do tego miejsca.
K1 odwraca się do nas i na jej twarzy pojawia się uśmiech. M jakby wyczuwając sytuację, rozśmiesza ją jeszcze bardziej, pokazując nieudaną sztuczkę zjedzenia oliwki podrzucanej do góry. Nie każdemu się to udaje i K1 nie ma o to pretensji, przeciwnie, a M, śmieje się coraz głośniej, radośnie postękując i gestykulując.
Wtedy pojawia się kobieta, która stale jest w środku (będziemy nazywać ją K2).
K2 brutalnie uderza w głowę M. M jest zupełnie zaskoczony. Jego oliwki rozsypują się po podłodze.
M podchodzi do mikrofonu i skarży się nam na K2, że jest brutalna, że nic nie rozumie, że jest taka, jaka jest. Tyle z jego jęków możemy zrozumieć. Jeszcze przez moment patrzy na nas wzrokiem zbitego psa i wraca na sofę.
K1 opuszcza ręce, poprawia sukienkę i wychodzi.
Prawie natychmiast po jej wyjściu K2 siada na stoliku, naprzeciw M.
M wychodzi.

Epizod 7
K2 i wiatr od południa.

K2 odwraca się do nas przodem w tej pozycji (stale jeszcze siedząc) próbuje odczuć na sobie delikatny powiew wiatru z południa. Jej ciało zaczyna powoli falować, układać się razem z tymi delikatnymi podmuchami, które jedynie ona czuje. My, bowiem nie czujemy nic. Nawet wydaje nam się to bezsensowne i głupie. Poza tym nic, a nic z tego nie rozumiemy.
Twarz K2  powoli rozświetla promienny uśmiech i trwa tak w tym uśmiechu i tańcu-nietańcu, w tym ruchu z wiatrem, w tej promiennej eskapadzie, delikatnej jak niesiony wiatrem pył dość długo. Wystarczająco długo, byśmy zaczęli czuć zniecierpliwienie.
Wtedy pojawia się M. Ma w ręku, dokładnie w lewej ręce kilkanaście miniaturek piramid zrobionych z białego kartonu. Ustawia te piramidki na podłodze, zakrywając rozrzucone oliwki. Kiedy skończy, wraca na sofę i jego wzrok nieustannie porównuje parametry anteny z geometrią rozstawionych piramid. Wzdycha.
K2 uspokaja się, również wraca na sofę, spogląda na M. Widzimy dokładnie, że podczas tego spojrzenia w jej głowie urodził się kolejny chytry plan zniszczenia. Zresztą nie każe nam długo czekać. Jej spojrzenie jest zbyt wyraźne. Jej spojrzenie mówi samo za siebie. Czasem wystarczy spojrzeć.
K2 odrywa się z niesamowita energią z sofy i takim ruchem przypominającym nam to, co znamy z tradycji hiszpańskiego tańca (przynajmniej takie mamy skojarzenie) wwierca w podłogę piramidki z oliwkami, wzdychają przy tym okrutnie jakby toczyła jakąś niewidzialną i niezwykle emocjonującą walkę z niewidzialnym przeciwnikiem. Po całej tej scenie destrukcji, zniszczenia podchodzi do mikrofonu i wzdychając kokieteryjnie, śpiewa coś na kształt kołysanki, poczym wraca na sofę, jakby nigdy nic się nie stało. Wydawać by się mogło, że to całe zamieszanie dotknie w jakiś przeraźliwy sposób M, ale M jakby zastygł, zamarł. Jedynie patrzy przed siebie w milczeniu. Na jego twarzy nie pojawia się żaden grymas. To trwa jakiś czas. Chyba 18 sekund, może 20. W każdym razie dość długo. Na tyle długo, że sam po chwili orientuje się, że robi coś zupełnie dla siebie nienaturalnego. Wtedy zamyka oczy i zaczyna powoli podnosić swoje ramiona do góry naśladując K1.
Kiedy ból ramion da znać o sobie, co zresztą było do przewidzenia, M wychodzi.
K2 nie zwraca uwagi na wyjście M. Jej uwagę przyciąga antena. Przez moment przygląda się urządzeniu, poczym szybkim i zdecydowanym ruchem rozchyla uda i zamyka. Odczekuje chwilę, poczym zaczyna rozchylać i zamykać w coraz to szybszym tempie wydając coraz wyraźniej odgłos uderzających o siebie ud. Po chwili jęczy przeraźliwie.
Pojawia się K1 i siada jak za pierwszym razem. Prawie natychmiast pojawia się M z pudełeczkiem i następuje po sobie sekwencja niemal identycznych, dobrze nam znanych sytuacji.
Chociaż wszystko przed naszymi oczami wygląda znajomo, ten moment wyraźnie różni się od poprzednich tym, że nic znaczącego nie dzieje się między naszymi bohaterami. Nic się nie dzieje, pomimo wszelkich sprzyjających warunków. Zazwyczaj takie momenty zapowiadają jakąś tragedie, są jak przysłowiowa cisza przed burzą. Tym razem tak nie będzie. Nic się nie dzieje, dlatego, że w tym momencie, w tym określonym miejscu i czasie nic się nie mogło wydarzyć.