margines: Fragmenty tekstów dramatycznych | Dyrdymały | Herrkopf

 

 

...od czasu do czasu zajmuję się pisaniem tekstów dramatycznych.

Teksty owe, niekiedy bardzo dramatyczne, piszę jedynie dla zaspokojenia własnych potrzeb.

 

Nie rozsyłam i nie publikuję swoich "dramatów".

 

 

|Pan D. Moon

|Seaguls

|Pomiędzy

|Zero

|B&B

|ViViV

|Kłamczucha

|Majakowski // Reaktywacja

|Sąsiedzi

|Leon i Matylda

|W osiem dni dookoła świata


 

Zero jest tekstem dla aktora w wieku lat 50-55. Takiego jak ja. Tajowie mogą być w różnym wieku. Wiek Taja jest bez znaczenia. Ważne jest natomiast to, żeby Taj był ubrany na czarno i wygladał jak Taj. Zeroman (taki, jak ja) mówi o rzeczach ważnych i fajnych, a Tajowie pieprzą bez sensu. Każdy może byc Tajem.

 

Obsada:

Zeroman + Tajowie (4)

 


 

Fragment tekstu:

ZEROMAN: Dwa lata temu, ja wiem... może dwa albo i trzy lata temu znalazłem ten kamień na ulicy. Nie wiem dlaczego, ale podniosłem go i schowałem do kieszeni marynarki. Przez te dwa, albo ja wiem, może trzy lata, nie wyjmowałem go stamtąd, a on tak sobie leżał w tej kieszeni wygodnie, albo ja wiem, może i nie leżał, jak to kamień. Marynarki oczywiście nie prałem, no... ze względu na ten kamień.
Są takie dni, w których nie powinieneś wychodzić z domu

Wyszedłem tego dnia z mieszkania i już na samym początku potknąłem się na schodach. Potem, ja wiem... no, może... piętnaście minut później, może nawet nie minęło piętnaście minut, jak  potknąłem się jeszcze trzy albo cztery razy. Wszystko przez te buty francowate. Nie mój styl. Obcas za wysoki i w ogóle. Nie będę już chodził w tych butach.

Tego dnia, o którym wolałbym jak najszybciej zapomnieć, mniej więcej w dwa, albo...ja wiem... może trzy lata o momentu jak wsadziłem ten kamień do kieszeni, postanowiłem pokazać go mojemu kumplowi. Tego kumpla spotkałem na ulicy, jak to kumpla, przypadkiem. I tak jak zwykle, gadu-gadu, pierdu-pierdu, najpierw rozmawialiśmy przez niemałą chwilę o rzeczach najważniejszych i nagle nie wiem dlaczego, po co... na co... i w ogóle... wyjąłem mój kamyczek z kieszeni i mu pokazałem. A ten dureń, bęcwał jeden, głupek, zaczął nim żonglować przerzucając z ręki do ręki, no i mu oczywiście wypadł, spadł, potoczył się... i żeby tak normalnie, ale nie, wpadł przez kratkę kanalizacyjną do kanału. Pożegnałem kumpla, głupka jednego, durnia i bęcwała i spokojnie odchyliłem kratkę i wszedłem do środka. Tam spostrzegłem jak odpływa gdzieś w szybkim tempie, niesiony na miejskim gównie jak na dywanie. Niby kamień ciężki, ale gówno chyba jeszcze bardziej, bo ciągle go widziałem jak wiruje na powierzchni tego syfu.
Rzuciłem się na ratunek.

 

/śpiewa/
biegłem kanałami, choć tego nie lubię / bo za bardzo śmierdzi, mogłem się też zgubić / rozdeptałem szczura, szczurze biedaczysko / biegłem jak szalony, rozdeptałem wszystko

Wreszcie go dopadłem, gdzieś pośrodku miasta, albo ja wiem, może dwa trzy metry dalej. W ciemności kompletnie straciłem poczucie przestrzeni. Mogło to być zarówno daleko jak i blisko. W każdym razie dopadłem go i wyrwałem z tego gównianego nurtu. Ocaliłem mu życie. Ale ten nie był już taki jak dawniej. Myłem go, pucowałem, nacierałem swoją woda kolońską... Wszystko na nic. To już nie był ten sam kamień. Dlatego bez żalu się z nim rozstaje. Teraz noszę zamiast kamienia orzech. Ale orzech to nie to samo, dlatego z orzechem też się bez żalu rozstaję.

 

/śpiewa/

Za oknem ćma walczy o życie / Diabelnie mocno, żyć jej się chce / Pędzi do światła, pędzi na oślep / Tańczy swój taniec na śliskim szkle

 

Miałem trzy marzenia. Pierwsze: żebym nie musiał za dużo pracować a szmalec, czyli pieniądze, same by przychodziły... i to mi się sprawdza - im mniej pracuje, tym więcej zarabiam... zresztą jak pracujesz, to nie masz czasu na zarabianie pieniędzy... takie jest życie; drugie: żeby Naomi Campbell podawała mi codziennie śniadanie do łóżka, ale jak się dowiedziałem, że ma romans z Robertem de Niro, to mi się odechciało.. a trzecie życzenie... to chciałem tańczyć w balecie. Ale już nie chcę. Raz w telewizji widziałem jak taki znany gość tańczy w balecie, to znaczy on tańczył w zbliżeniach na twarz, a jak już było prawdziwe tańczenie z tymi wszystkimi passe-passe i podskokami, to już nie był on, tylko jakiś smukły tancerz filmowany od tyłu. To na pewno nie mógł być ten sam człowiek, no...bo jak się ma dużą głowę, duży brzuch i dużą dupę, no to jak nagle w sekundzie przeistoczyć się w mistrza baletu. Jak sobie pomyśle, że co wieczór wychodzić będę tylko do ukłonów, a cały program zatańczy za mnie jakiś młody utalentowany figurant, to rzygać mi się chce. Dlatego rozstaje się z tymi rajtkami i baletkami bez żalu.

 

/śpiewa/
Pędzi diabeł po ulicach / Zapolować na dziewice / Pędzi lotem błyskawicy / Wiatr porywa okiennice

 

Maćka spotkałem na lotnisku. Czekałem na kogoś, albo sam przylatywałem, już nie pamiętam. Nagle patrzę... Maciek!. Jak się to mówi: stary kumpel z wojska. Pogadaliśmy chwilę, i w pewnym momencie Maciek sięgnął do portfela i wyjął tę prezerwatywę. Masz, mnie już nie jest potrzebna, wracam do żony. Masz na pamiątkę naszego spotkania, mówi. Wziąłem, no co miałem robić, trochę mi było głupio, ale wziąłem. Schowałem do swojego portfela, w takim mało widocznym miejscu, w tylnej przegródce, za kartami kredytowymi. Maciek poleciał, a ja zostałem z tym jego prezentem, zazdroszcząc mu beztroskiego pobytu. Nie potrafię nawet teraz powiedzieć ile lat minęło od tego spotkania, siedem, może osiem. Przez ten cały czas trzymałem ten kawałek piękna zaklęty w kawałek gumy w ukryciu. Było to na pewno na tyle dawno, że zdążyłem zapomnieć o całym zdarzeniu Przez przypadek, ostatnio odkryłem, że mam w portfelu coś jeszcze, poza kartami Visa i Master i biletami tramwajowymi. Żegnaj kondomie, bądź zdrów. Zresztą z biletami też się rozstaję... Od momentu jak młode panienki zaczęły mi ustępować miejsca, przestałem jeździć środkami komunikacji miejskiej. Wolę taksówki. Poza tym, nie znoszę tłoku. Jak mnie nie było stać na taxi to poruszałem się swoim samochodem. Ale już się nie poruszam w ogóle. Auto mi się rozpadło na kawałki mniejsze. Te kluczyki są mi już zbędne. Po co mi kluczyki... jak nie mam auta.... Idźcie precz!