<- realizacje:

 

Teatr Powszechny w Radomiu
wg Jana Kochanowskiego 
NIEPODOBNYM OBYCZAJEM


Muzyka: Paweł Muzyka
Choreografia: Marta Pietruszka

 

Udział:

Alan Bochnak, Klaudia Kuchtyk, Milena Staszuk, Wojciech Wachuda (I wersja) / Elżbieta Mielnik, Dorota Szperlak, Michał węgrzyński, Mateusz Brodowski (II wersja)

 

Premiera I wersji: 22.05.15, Radom

Premiera II wersji: 10.11.2016, Radom


Foto: Marian Strudziński

 

Pomysł Sadowskiego jest taki: czwórka młodych, współcześnie żyjących ludzi najpierw buszuje w bibliotece, w której natyka się na utwory "jakiegoś Kochanowskiego”, potem usiłuje je przeczytać i zrozumieć a potem zaprezentować widowni, czasem tłumacząc archaiczne słowa na polski.

Młodzi ludzie: Klaudia Kuchtyk, Milena Staszuk, Alan Bochnak i Wojciech Wachuda, realizują ten reżyserski pomysł doskonale. Recytują Kochanowskiego jak z nut, żartują z niego, kpią. (wspaniale komiczna scena z maską barana, która ma przerwać poważną tyradę ale nie przerywa), starają się, by jak najbardziej wiarygodnie przekazać jego poezję. W większości ją śpiewają posługując się formą klasyczną i rockową.

Forma klasyczna dominuje i pozwala na odśpiewanie prawdziwych perełek. To zasługa kompozytora, Pawła Muzyki, który perły poezji pieczołowicie oprawił w perły wokalne. Każdy z aktorów ma swój song, który na długo pozostaje w pamięci. A dzięki Marcie Pietruszce, która przygotowała grupę choreograficznie, młodzi tańczą jak jeden mąż: lekko, zgrabnie, równiutko i zachwycająco.
Barbara Koś  / Echo Dnia

 


 

Sposób na Kochanowskiego

Chyba nikt nie lubi, kiedy się go do czegoś zmusza. Nakaz sprawia, że w głowie automatycznie pojawia się bunt i myśl "właśnie, że nic nie muszę" - ludzka przekora. Czasem jednak trzeba schować dumę do kieszeni i wykonać zadanie. Dokładnie tak jak w najnowszej sztuce wystawianej na deskach radomskiego teatru - ostatniej już w tym sezonie premierze.
"Niepodobnym obyczajem", bo taki jest tytuł spektaklu, oparty jest na utworach Jana Kochanowskiego. Pomysł oryginalny, zaskakujący, niełatwa kompilacja tekstów, bo choć treści są wciąż aktualne, to forma zdecydowanie archaiczna. Jak się okazuje, ten stary, trudny język stanowi problem nie tylko dla widza, ale także dla postaci.
Scena to bliżej nieokreślona przestrzeń - nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy - science fiction. Postaci - jak cztery żywioły: Bławatek, w tej roli Klaudia Kuchtyk, Terrania, czyli Milena Staszuk, Panpłomyk grany przez Alana Bochnaka i Aquinus w interpretacji Wojciecha Wachudy - spotkali się, by coś razem stworzyć, coś poznać. Okazuje się, że zmierzenie się z XVI-wieczną poezją to nie pierwsze zadanie powierzone tej grupie. Tak jak wcześniej zajmowali się innymi pisarzami, tak i po Kochanowskim przyjdzie kolej na nowych. Jednak my, widzowie, obserwujemy scenę teraz, kiedy pojawiają się na niej dzieła Jana z Czarnolasu.
Reżyser, Andrzej Sadowski, wybrał sprytny sposób na zaprzyjaźnienie się, a może wręcz zbratanie się z widzem: bohaterowie nie starają się przekonać, że Kochanowski wielkim poetą był, ale sami się z nim zmagają - narzekają, wzdychają z poirytowaniem, a w złości rzucają książki gdzie popadnie. Ale, tak jak uczeń w szkole, nie mają wyjścia i muszą czytać Kochanowskiego, muszą go zrozumieć i tu zaczyna się... zabawa. Postaci zaczynają oswajać otrzymany materiał niestandardowymi, jak na takie dzieła, narzędziami: humorem, zabawną inscenizacją, ironią, tańcem nowoczesnym, śpiewem łączącym klasykę z rockiem.
"Niepodobnym obyczajem" to świeże, zabawne i intrygujące spojrzenie na coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się męczące i nieaktualne. Spektakl najzwyczajniej w świecie wciąga i to wciąga widza niełatwego - licealistów. Sztuka ich zaciekawia: słuchają, śmieją się, a nawet dają się wciągnąć w dialog z postaciami. Z pewnością duża w tym zasługa aktorów, którzy wykonali ogromną pracę, by, posługując się trudnym tekstem, zachować naturalność i swobodę. Należą im się gratulacje!
Wprawdzie Sadowski praktycznie nie oparł się na szerzej znanych utworach, więc w tym aspekcie praca na lekcjach polskiego nie została ułatwiona. Myślę jednak, że wartość spektaklu jest większa - młody widz przekonuje się do tego, co do tej pory, mówiąc kolokwialnie, straszyło. Reżyser pokazał, że choć mamy do czynienia z językiem przestarzałym, niejednokrotnie wymagającym pracy ze słownikiem, to jednak da się go zrozumieć, ba, przy umiejętnym ujęciu teksty mogą nawet bawić.
W przypadku tematu, którego realizacji podjął się Andrzej Sadowski, forma spektaklu była niezwykle ważna, ale wybór konwencji science fiction okazał się wyjątkowo trafny. Jednak reżyserowi udało się coś więcej: zachował właściwe proporcje pomiędzy rozrywką, swobodą ujęcia, a treściami uniwersalnymi właściwymi myśli i twórczości Kochanowskiego, które Sadowski i aktorzy umiejętnie przemycają na scenie.
Sezon 2014/2015 kończy się ambitnie - ciekawym, wciągającym, miejscami zabawnym, a przede wszystkim współczesnym spektaklem!
Agnieszka Wojciechowska / "OK!Magazyn"

 


 

Kochanowski mniej znany.
Z postacią  Jana Kochanowskiego nieodzownie wiąże się termin literacki „fraszka”, czyli krótki utwór wierszowany, niekiedy zamknięty jedynie w dwóch wersach. Jest  skondensowany formalnie, ale zawiera ważne przesłanie, określające ogólną kondycję człowieka. Dowcipny, czasami wręcz uszczypliwy, zgrabny klejnocik wśród wierszy. Taką fraszką jest też spektakl Niepodobnym obyczajem w reżyserii Andrzeja Sadowskiego, wystawiony na małej scenie radomskiego teatru z okazji 250-lecia teatru polskiego. Przedstawienie, które w bardzo wdzięczny sposób przybliża współczesnemu widzowi co prawda mniej znaną, ale na pewno wartą przypomnienia, twórczość Jana z Czarnolasu.
Cztery postacie czy, jak kto woli, cztery żywioły lub cztery chochliki, mają za zadanie zaznajomić publiczność z dorobkiem twórczym Kochanowskiego. Nie należy ono do łatwych, wszak forma mało współczesna, bo niewielu pisze dziś wierszem, a i język jakiś taki niedzisiejszy, zbyt archaiczny. Ale młodym aktorom radomskiej sceny: Alanowi Bochnakowi, Klaudii Kuchtyk, Milenie Staszuk oraz Wojciechowi Wachudzie udaje się to znakomicie. Choć XVI-wieczna twórczość mistrza z Czarnolasu bohaterów spektaklu nierzadko irytuje, to znajdują oni bardzo dobry sposób na zaprzyjaźnienie się z nią. Tańczą do renesansowych utworów, wyśpiewują je w najprzeróżniejszych konwencjach, tworzą z nich miniprzedstawienia, tłumaczą widzom co trudniejsze słowa, a wszystko to robią z humorem, niekiedy kpiną. Tym samym dodają tej twórczości wdzięku i lekkości, sprawiają, że staje się ona właśnie w takiej formie o wiele atrakcyjniejsza.
Do każdego z bohaterów kapitalnie dobrane są kostiumy. Czworo młodych, rozmaicie ubranych ludzi prezentuje zupełnie różne typy młodzieży, co świadczy o tym, że Kochanowski to poeta dla wszystkich: elegancko ubranego dandysa, hipstera w bordowych spodniach i żółtych butach, dla subtelnej dziewczyny w zwiewnej sukience, a także dla blondynki ubranej z pazurem w pilotkę i buty do jazdy konnej.
Spektakl ten to oko puszczone przede wszystkim do młodych widzów, ale nie tylko. To także wskazówka dla nauczycieli, jak umiejętnie i atrakcyjnie przekazywać dawne teksty, które dla uczniów są z zasady nudne i nieprzystępne. A tu się okazuje, że nawet staropolskim dziełom można nadać świeżość i po latach na nowo je ożywić. Bo przecież są skarbnicą ludzkich typów, zachowań, celnych myśli i spostrzeżeń. A człowiek jaki był wtedy, taki jest  teraz.
Spośród prezentowanych utworów warto na pewno przywołać fantastycznie odegraną przez zespół antyczną historię nieszczęśliwej miłości Fedry do Hipolita, opisaną przez Jana Kochanowskiego w jednej z elegii. Raz, że aktorzy znakomicie pokazali na scenie ludzkie namiętności, dwa, że zrobili to bez odrobiny nudy, za to ze sporą dawką humoru.
Wspomnieć też należy doskonały, świetnie wyrecytowany monolog sceniczny Satyra (bohatera poematu Satyr albo Dziki mąż), który przedstawia narodowe wady Polaków, a jednocześnie wskazuje, gdzie tkwi siła rodaków. To tu po scenie przemyka wielka, rogata głowa satyra niczym ostrzeżenie albo fatum. Jest i śmiesznie, i strasznie zarazem.
Wspaniale też został zrealizowany przez obsadę lekko erotyczny poemat Zuzanna. To prawdziwa perełka tego przedstawienia. Bardzo efektowne połączenie słowa, muzyki, ruchu scenicznego z przesłaniem utworu. A Zuzanna to utwór o tym, jak dobro zwycięża nad złem i o tym, że opłaca się być dobrym (w przypadku Kochanowskiego cnotliwym) człowiekiem.
Cnota bowiem, pojęcie dziś mocno zdezawuowane, jest jednym z najważniejszych słów tego przedstawienia. Wciąż o niej wspomina poeta, ciągle ją przywołują aktorzy. Cnotliwy człowiek zawsze znajduje się na wygranej pozycji, nawet gdy nie sprzyja mu tocząca się kołem fortuna, o której niestałości na scenie też często mówiono i śpiewano (na pewno trzeba tu wspomnieć pięknie wykonaną Pieśń III z Ksiąg wtórych zaczynającą się od słów „Nie wierz Fortunie, co siedzisz wysoko”).
Duże wrażenie robi zarówno przygotowana przez Pawła Muzykę oprawa muzyczna spektaklu (melodie są zróżnicowane i świetnie dopasowane do poszczególnych utworów), jak i choreografia, nad którą pieczę sprawowała Marta Pietruszka – widać, że ruch sceniczny jest dopracowany w najmniejszym szczególe, a układy taneczne zrealizowane z pomysłem.
Okazuje się, że z twórczością Jana Kochanowskiego można się zaprzyjaźnić, da się ją polubić, trzeba jedynie znaleźć klucz do jej poznania. Nie ma się też co użalać, że archaiczna polszczyzna nieco  utrudnia nam recepcję tych dzieł, trzeba zauważyć, że w dużej mierze jest to jednak język zbliżony do współczesnego, należy się w niego wczytać, oswoić z nim. Wszak jako Polacy mamy dużo szczęścia. Niemcy, Anglicy czy Francuzi nie zawsze są bowiem w stanie zrozumieć dawne teksty, bo ich języki ewoluowały szybciej i zapisane w ich starszych odmianach utwory stały się niezrozumiałe w o wiele większym stopniu  niż te zapisane w  staropolskiej polszczyźnie.
Nie jest istotne, czy wszystko w trakcie przedstawienia zrozumieliśmy, bo aktorzy za szybko mówili, bo zastanawialiśmy się nad znaczeniem jakiegoś wyrazu i zgubiliśmy wątek. Ważne, że twórcy teatralnej perełki, jaką jest spektakl Niepodobnym obyczajem, podpowiedzieli nam, w jaki sposób radzić sobie z poezją renesansową, wskazali kierunek, w którym mogłaby pójść edukacja polonistyczna w naszych szkołach. Zrealizowali naprawdę świetne widowisko, wpuścili trochę świeżego powietrza do dawnej literatury i pokazali, że nawet z tego, co wydaje się nudne i zasadniczo trąci myszką można zrobić kapitalną inscenizację na miarę współczesnych czasów.

Michał Kański, Teatralia Radom / Internetowy Magazyn Teatralny

link do żródła: http://www.teatralia.com.pl/kochanowski-mniej-znany-niepodobnym-obyczajem/

 


 

W ciekawie zaadaptowanym spektaklu "Niepodobnym obyczajem" w reżyserii Andrzeja Sadowskiego na pierwszy plan wysuwa się warstwa ruchowa przedstawienia (elementy tańca współczesnego) oraz muzyka, która jest połączeniem barokowo-renesansowych dźwięków. Na uwagę zasługuje też wykonie aktorskie, które sprawia, że dawne teksty mistrza z Czarnolasu brzmią lekko, wdzięcznie i... współcześnie

Link do źródła: Paulina Borek-Ofiara /Magazyn Internetowy „Teatralia", numer 157/2016