<- realizacje:

 

Tesinske Divadlo / Scena Polska

Titus Maccius Plaut

Amfitrion

 

Tłumaczenie: Ewa Skwara

Reżyseria, scenografia, kostiumy: Andrzej Sadowski

Muzyka: Małgorzata Tekiel

Choreografia: Marta Pietruszka

 

Udział biorą:

Marcin Kaleta - Sozja, niewolnik Amfitriona
Zbyšek Radek
Joanna Litwin - Alkmena,żona Amfitriona
Tomasz Kłaptocz - Amfitrion, król Teb, mąż Alkmeny
Rafał Walentowicz - Blefaron, sternik na okrętach Amfitriona
Barbara Szotek-Stonawski - Bromia, niewolnica Alkmeny
Lidia Chrzanówna - Tessala, służąca Alkmeny
Małgorzata Pikus - chór
Halina Paseková - chór
Anna Paprzyca - chór
Maciej Cymorek - Merkury, bóg, syn Jowisza
Małgorzata Sikora - chór

 

Premiera: 15.12.18, Czeski Cieszyn


Foto: Karin Dziatkova

 

Link do strony Teatru


 

Piekło w oparach absurdu

Scena Polska Teatru Cieszyńskiego wystawiła ostatnią premierę w 2018 roku. Tym razem był to "Amfitrion" Plauta w reżyserii Andrzeja Sadowskiego. Sztuka, która powstała ponad dwa tysiące lat temu, zainspirowała reżysera do podjęcia bardzo aktualnego problemu, a mianowicie opowiedzenia o granicach wykorzystywania władzy.

Król Tirynsu, Amfitrion (Tomasz Kłaptocz) jest pochłonięty obowiązkami dowódcy. Podczas gdy wykazuje się męstwem na polu wojny, do alkowy jego ciężarnej żony zakrada się sam Jowisz (Zbyšek Radek). Najważniejszy z bogów rzymskich zna jednak wierność Alkmeny (Joanna Litwin). Mimo wszystko nie mogąc oprzeć się urodziwej kobiecie, Jowisz przybiera postać Amfitriona. W tym przebraniu bez problemu udaje mu się zaciągnąć Alkmenę do łóżka, która stęskniona rzuca mu się w ramiona, myśląc, że mąż już wrócił z wojny. Jakież jest zdziwienie kobiety, gdy następnego dnia powraca prawdziwy Amfitrion

Już przed premierą Andrzej Sadowski zapowiedział, że jego przedstawienie będzie obfitowało w muzykę. - W dramacie Plauta fascynuje mnie to, że część dialogu jest podzielona na tak zwane cantigi, czyli partie liryczne dawniej recytowane lub śpiewane. W mojej inscenizacji wracam do tej tradycji - stwierdził reżyser. Na scenie stanął chór w składzie: Małgorzata Pikus, Halina Paseková, Anna Paprzyca i Małgorzata Sikora. Co ciekawe, muzyka była zupełnie współczesna. Za rockową oprawę przedstawienia odpowiada basistka, Małgorzata Tekiel.

Jeśli zaś chodzi o scenografię, Andrzej Sadowski postawił na klasykę. Jak zaznacza tłumaczka dzieł Plauta, Ewa Skwara, scenografia w czasach, kiedy Plaut tworzył komedie (ok. 200 r. p.n.e), była raczej oszczędna. - W tych czasach Rzym nie posiadał stałego teatru. Przedstawienia odbywały się na prowizorycznej scenie, stawianej z drewna specjalnie dla produkcji teatralnej i natychmiast po jej zakończeniu rozbieranej. Akcja komedii toczyła się przed domami, na ulicy, publiczność oglądała więc frontowe wejście do dwóch lub trzech domów - opisuje tłumaczka. Taką też scenografię zbudowano na Scenie Polskiej.

"Amfitrion" to doskonała komedia, pełna humoru językowego oraz sytuacyjnego. Nie oznacza to jednak, że sztuka stanowi bułkę z masłem dla odtwórców. Dramat pisany wierszem, zlepki trudnych do wyartykułowania słów (Przykład? "Więc żołnierz zaraz / strasznie się stara, / jak tylko może / orężem orze. / Trzask strzaskanych strzał / w szczęku mieczy grzmiał"), a do tego zwyczajowa dynamika komediowego utworu - wszystko to razem wymagało od aktorów długiej pracy nad rolą i nienagannego warsztatu. O ile partie dialogowe słychać było dobrze, o tyle problemy ze słyszalnością miały miejsce w przypadku wykonań chóru. Może była to jednak wina szwankującego nagłośnienia?

W kontekście kreacji aktorskich warto wyróżnić Macieja Cymorka w roli boga Merkurego. Doskonale wcielił się w tę postać, a na jej stworzenie miał znacznie krótszy czas niż reszta zespołu - niemal w ostatniej chwili zastąpił bowiem niedysponowanego Grzegorza Widerę. W "Amfitrionie" jest także kilka doskonałych ról drugoplanowych - na przykład przekomiczny Blefaron Rafała Walentowicza, służąca Lidii Chrzanówny czy jedna z chórzystek grana przez Małgorzatę Pikus (czy szeroki wachlarz możliwości tej aktorki przestanie mnie kiedykolwiek zdumiewać?). Miłą niespodzianką tego przedstawienia jest też kreacja aktorki najmłodszego pokolenia Sceny Polskiej, Małgorzaty Sikory.

Po co dziś wystawiać komedię, która ma ponad dwa tysiące lat? Czy taki utwór jest w stanie poruszyć dzisiejszego odbiorcę, pobudzić do refleksji i rozśmieszyć? Tłumaczka "Amfitriona" oraz reżyser zauroczony dramaturgią Plauta na wszystkie te pytania odpowiadają twierdząco. - Błędem byłoby sądzić, że Plaut się zestarzał lub że tak diametralnie zmienił się literacki smak odbiorców. Przyczyna "teatralnej śmierci" autora leży w języku oryginału, jak i przekładu - twierdzi Ewa Skwara, która przywróciła Plauta do współczesnego literackiego krwiobiegu. Teraz kolejny ruch powinni wykonać polscy reżyserzy, adaptując te dzieła na scenę. "Amfitriona" w tłumaczeniu Skwary pierwszy wystawił Bogdan Hussakowski w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Miało to miejsce w 2009 roku. Dziewięć lat później dramat trafia na Scenę Polską w Czeskim Cieszynie.

- Poprzez to przedstawienie próbuję spytać, czy istnieje jakaś granica wykorzystywania swojej władzy. W spektaklu gwałcony lud niezwykle się z tego faktu cieszy, co nie wydaje mi się poprawne i chcę to poddać dyskusji - powiedział Andrzej Sadowski na kilka dni przed premierą. Nie wiem, czy komediowy wymiar tej sztuki nie przyćmi tego dyskursu. Nie jestem też pewna, czy widzowie oglądając humorystyczne perypetie bogów i ludzi, zechcą zobaczyć analogie do swojego podwórka w polityce lokalnej czy centralnej. Wiem natomiast jedno - przeraża złowieszczy śmiech tego, kto nigdy nie musi się bać utraty władzy, zaś los jego poddanych jest tragiczny.

Małgorzata Bryl-Sikorska / Blog "Teatr to my" / 20-12-2018

Link do źródła


 

„Amfitrion” i żonglowanie władzą na Polskiej Scenie
„Amfitrion” to sztuka, która powstała 2 tys. lat temu. Po scenariusz Plauta sięgnął reżyser Andrzej Sadowski. Dość niecierpliwie czekałam na premierę i jeszcze bardziej ciekawiło mnie to, jak z tym trudnym wyzwaniem poradzą sobie reżyser i aktorzy. Nowe życie sztuce dała tłumaczka Ewa Skwara, próbując udowodnić, że „Amfitrion” dzisiejszego widza nadal potrafi zachwycić, rozbawić i zmusić do refleksji. Jednak jest to jedna z tych sztuk, która albo będzie wielkim sukcesem albo jeszcze większą porażką. Niezwykle trudna dla aktorów liryczna forma z przewagą partii śpiewanych, z komediową dynamiką pokazuje tradycyjny teatr, jakże dzisiaj odległy i zapomniany.
O czym ta historia? O władzy a raczej o przekraczaniu jej granic.
Król Tirynsu, Amfitrion (Tomasz Kłaptocz) jest pochłonięty wojną i wiążącymi się z tym obowiązkami dowódcy. Pozostawiając w domu ciężarną i piękną żonę Alkmenę (Joanna Litwin) nie podejrzewa, że stanie się ona obiektem pożądania samego Jowisza (Zbyšek Radek). Nie mogąc oprzeć się urodziwej kobiecie, Jowisz kradnie tożsamość Amfitriona. Tak zdobywa kobietę narażając ją na przykre konsekwencje po powrocie męża. Podobną zamianę miejsc aranżuje Merkury (Maciej Cymorek) (podwładny Jowisza), który wciela się w Sozjasza. Ale bardziej niż o zamianę tożsamości chodzi Sadowskiemu o pokazanie siły, która utrwala społeczne role i pozycje. Jowisz i Merkury z łatwością wcielają się w innych, co natychmiast kojarzy się z nieokiełznaną mutacją lokalnych tożsamości, które stały się znakiem rozpoznawczym nowoczesnej władzy. Przywykliśmy traktować władzę jako szansę na poszerzenie zakresu wolności, którą możemy dowolnie żonglować społecznymi utożsamieniami. W „Amfitrionie” ta żonglerka wywołuje napięcie i niekontrolowane wybuchy przemocy. Szczególnie Merkury jest rozedrgany, histeryczny i agresywny. Reżyser bardzo wyraźnie pokazuje, że wolność, jaką daje wymienny awatar tożsamości, jest pozorna i prowadzi do skostnienia społecznej hierarchii. Na jej końcu znajduje się kobieta. To właśnie ona jako ofiara podstępu nagle staje się winowajczynią i musi bronić swojego honoru. Nie traktuje się tu jednak z pietyzmem psychologicznego dramatu kobiety, i nie schodzi się poniżej lustrzanej powierzchni, w której odbijają się i powielają relacje między postaciami. Uwagę przykuwają tylko mechanizmy i sposoby osiągnięcia celu których prezentacja wywołuje niepokojące salwy śmiechu tak w teatrze, jak i w rzeczywistości.
Aktorzy Sceny Polskiej zmierzyli się z niezwykle trudnym wyzwaniem. Dramat napisany wierszem, często problematyczny do wypowiedzenia, prowadzony w komediowej dynamice wymagał dobrego warsztatu aktorskiego. W sztuce dominowały utwory śpiewane. Na scenie stanął chór w składzie: Małgorzata Pikus, Halina Paseková, Anna Paprzyca, Małgorzata Sikora oraz Barbara Szotek-Stonawski. Za muzyczna aranżację przedstawienia odpowiada basistka, Małgorzata Tekiel. Połączenie tradycyjnej liryki z nowoczesną, a nawet ośmielę się stwierdzić „disco polową” muzyką, okazało się jednak najsłabszą stroną tego przedstawienia. Każdy kolejny utwór był coraz trudniejszy do zniesienia i niestety przez to spektakl stawał się chaotyczny.
Czy „Amfitrion” Cieszyńskiego teatru można nazwać sukcesem?
Dla mnie wielkim sukcesem jest już mierzenie się z tą sztuką. Klasyczną farsą, udało się reżyserowi wydobyć na światło dzienne tragikomiczną rzeczywistość społeczną. Czy jednak rozbawiony widz będzie w stanie dramat dostrzec? Tego nie wiem, obawiam się, że tak ważny dyskurs zostanie przyćmiony komizmem i kiepską muzyką. I nawet puenta stała się nagle przerażająco tragikomiczna w swojej prawdzie – a spektakl „Amfitrion” tylko jej lustrzanym odbiciem.

Gazeta Codzienna / UM

Link do żródła