<- realizacje:

 

Och-Teatr / Warszawa + Teatr Kwadrat
Lataj z Krystyną


Asystent reżysera – Elżbieta Depta
Tekst – Agnieszka Kasprzyk
Muzyka – Helge Iberg
Teksty piosenek – Rafał Dziwisz
Kostiumy – Małgorzata Zwolińska
Światło i dźwięk – Leszek Odzieniec
Producent – Henryk Pasiut Kancelaria Artystyczna FARO Premiera: 24/25 listopada 201

Foto: Elżbieta Graboś

Wywiad z Aldoną Jankowską


 

Lataj z Krystyną, czyli metamorfozy Aldony Jankowskiej

Aldona Jankowska to kobieta kameleon. Potrafi być na scenie politykiem, szaloną matką, mężczyzną, psem, rodzicami obojga płci naraz. I taką właśnie twarz krakowskiej aktorki możemy zobaczyć w przedstawieniu "Lataj z Krystyną" na scenie Och-Teatru.
Spektakl, będący rodzajem monodramu czy stand-upu, opowiada historię księgowej Krystyny. Widzowie spotykają bohaterkę w momencie kiedy owładnięta jest walką, na śmierć i życie, w obronie larw z Curacao i zaczyna traktować widzów jak grupę wsparcia w realizacji idei jej życia.
Krystyna od dzieciństwa miała jedno marzenie - latać. Próbowała latać już jako niemowlak - z łóżeczka na podłogę. Zapisała się nawet do aeroklubu, aby tam spełnić swoje marzenie. Za namową ówczesnego narzeczonego zdecydowała się porwać samolot, nie w celach terrorystycznych, ale po to by unieść się w przestworza. Za ten czyn została skazana na 25 lat więzienia i właśnie tam w czasie odsiadki zaprzyjaźniła się z gromadką larw, które odwiedzały jej celę. Po wyjściu z więzienia próbuje odnaleźć larwy i odkrywa historię ich życia. Okazało się, że larwy z Curacao zwane Hortensjami mają specjalne właściwości i mogą uratować ludzkość przed zagładą.
Swoją opowieść aktorka przerywa co jakiś czas "odskokami" od rzeczywistości i teraźniejszości. Nagle pojawia się jako inna osoba i opowiada jakiś fragment swojego życia, swoją historię. Oglądamy rodzinę nagrywającą film dla przyszłego dziecka, pojawia się księgowy Oskar i jego dramatyczna próba samobójcza. Dla mnie najbardziej przejmująca była postać suki Łajki. Aldona Jankowska w świetny sposób pokazała cwaną psinę, która pokonała wszystkich psich konkurentów i poleciała w kosmos. Odważny radziecki pies. Dzielna suka Łajka. Ona rozumie, że dla idei świetlanego Kraju Rad, ludzkości, świata, mediów musiała zginąć. Ale to życie w ukryciu, w zamknięciu, z dala od wszystkich, a zwłaszcza od ukochanej kości jest ciężkie. Czy idee są tego warte???
Po każdym powrocie do rzeczywistości Krystyna jeszcze bardziej zdecydowanie walczy o ratunek dla larw z Curacao. Jeszcze bardziej stanowczo stara się przekonać widzów do idei swojego życia. Ostatnim akordem tej walki jest strip-tease. Wspólny strip-tease - Krystyny i widzów. Zdecydowana na wszystko bohaterka staje przed publicznością, przed swoją grupą wsparcia w bieliźnie, a jej plecy zdobi olbrzymi tatuaż z podobizną larwy. I wtedy już rozumiemy, że Krystyna rzeczywiście walczy o życie, o swoje życie.
Monodram okraszony jest kilkoma piosenkami, a te w wykonaniu Aldony Jankowskiej to swoisty, odrębny spektakl, zwłaszcza wspaniale zinterpretowane "Tango Noshiba"
Aldona Jankowska to świetna aktorka komediowa i dramatyczna. I o ile w telewizji jest sztab ludzi, który pomaga stworzyć postać, to na scenie, samotnie przed widzami jest to bardzo trudne. Żeby to się udało trzeba być mistrzem metamorfozy. I Aldona Jankowska jest nim bez wątpienia.
Iwa Poznerowicz / Teatr dla Was

 


 

Aktorski kosmos, czyli latanie z Aldoną
Lekkość jej scenicznego bytu sprawia, iż przeistacza się z postaci w postać szybciej niż w okamgnieniu; ot, kolejna metamorfoza, nowe przeobrażenie, następny wykreowany świat, a wszystko spięte talentem, temperamentem, a i ostrym zakrętem (liczba pojedyncza, by było do rymu), branym w aktorskim życiu niejeden raz. Bo pewnie nie byłoby Aldony Jankowskiej, scenicznej arcymistrzyni samotnego stawania przed publicznością, gdy nie rozmaite gorzkie lekcje, gdyby nie kabaret, nie jakże kształcące uprawianie stand-upu - o krakowskiej aktorce pisze Wacław Krupiński w Dzienniku Polskim.
Jest Krystyna - księgowa, i to nawet nie główna, jest Jurij Gagarin, co to pierwszy poleciał w kosmos, ona zresztą ma na drugie imię Jurij (a nawet może Gagarin), są jej rodzice, co to ochrzcili córkę w każdej z czterech religii, żeby na przyszłość nie zamykać dziecku żadnej z dróg, jest gej, co też poleci, i są larwy - z Curacao, i jest Łajka, prawdziwa proletariacka suka, co to cieszy się, że zdechnie w słusznej sprawie, skoro ojczyzna dała jej szansę i wysyła w kosmos. Poplątanie z pomieszaniem, groteska i purnonsens, surrealizm i realizm, gra słów i gra z widzami. Tak, gra. Gra przede wszystkim. Bez niej by się ten tekst może i nie obronił, a na pewno by tak nie bawił, a chwilami nie trwożył z lekka, bo to zabawa z cyklu i śmieszno, i straszno. Tak, gra jest atutem tych 80 minut z okładem niczym uroda u Miss Świata. Rozstrzyga o wszystkim. Patrzymy i się zachwycamy. I oczy nam to się śmieją, to święcą blaskiem zdziwienia, że jak to możliwe, żeby aż tak umieć się przeistaczać z postaci w postać, z księgowej w jej rodziców, z Łajki w larwę, w geja, w Ahmeda nie tylko od kebabów, żeby mieć tyle głosów, twarzy, być tyloma wcieleniami bez żadnych przebiorek, zmian charakteryzacji, dekoracji. Ot, jedna aktorka monologująca (jej Łajka jest tak wspaniała, że aż szkoda że ją kosmos pochłonął), dialogująca, improwizująca, śpiewająca. Fruwająca po scenie, lewitująca. Może podobnie jak Krystyna chciała latać już jako niemowlę? Może też się dobrze zapowiadała, potrafiąc tak sprytnie wypaść z łóżeczka, że zawsze skutecznie; dystans krótki, ale lot zaliczony.
Jako aktorka także się przez lata dobrze zapowiadała. Poważne artystyczne stypendium w norweskim Bergen, teatry w Krakowie (w Ludowym Bianka w "Poskromieniu złośnicy" u Stuhra), parę lat w Grotesce (tu, ambitnie, wieczór z poezją Emily Dickinson, z muzyką Pawła Moszumańskiego), ale i lektury szkolne odgrywane gdzie się da i gdzie zapłacą, estrada, także ta ze sznurowatą, pospolitą podłogą, wodzirejowanie na balach i weselach (gdzie się da i gdzie zapłacą). I seriale. W ostatnich latach, bo kredyt był do spłacenia, przeżyła szał radości, wygrywając casting do programu "Szymon Majewski show", gdzie pokazała zdolności parodystyczne, potem wygrała kolejny casting - i trafiła do programu "Stand up. Zabij mnie śmiechem", by i w tym trudnym gatunku pokazać swe kompetencje.
Państwo już wiedzą - piszę o Aldonie Jankowskiej. Kto widział "Hotel Babilon", grany na Scenie pod Ratuszem Teatru Ludowego arcyspektakl Miro Gavrana w reżyserii Pawła Szumca, ten wie, że ta dobiegająca pięćdziesiątki aktorka (wygląda tak, że z dumą ujawnia początek PESELU) w formie jest mistrzowskiej. Że lekkość jej scenicznego bytu sprawia, iż przeistacza się z postaci w postać szybciej niż w okamgnieniu; ot, kolejna metamorfoza, nowe przeobrażenie, następny wykreowany świat, a wszystko spięte talentem, temperamentem, a i ostrym zakrętem (liczba pojedyncza, by było do rymu), branym w aktorskim życiu niejeden raz. Bo pewnie nie byłoby Aldony Jankowskiej, scenicznej arcymistrzyni samotnego stawania przed publicznością, gdy nie rozmaite gorzkie lekcje, gdyby nie kabaret, nie jakże kształcące uprawianie stand-upu.
Po latach Aldona Jankowska znów staje na scenie krakowskiej Groteski; w monodramie o wspomnianej na wstępie Krystynie - "Lataj z Krystyną, czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy". Pisać, że monodram ten, w reżyserii Andrzeja Sadowskiego, dowodzi Aldony Jankowskiej niebywałego talentu, byłoby banałem. On dowodzi czegoś więcej - że w aktorski los zawsze jest wpisana marszałkowska buława. Wie coś o tym Marian Dziędziel, co to jeszcze więcej lat czekał. I Jankowska już też wie, wie, że wszystko dobre, co się dobrze kończy. A będzie jeszcze lepiej!»
"Aktorski kosmos, czyli latanie z Aldoną"
Wacław Krupiński / Dziennik Polski nr 93/20-21.04


 

XII Festiwal Dramaturgii Współczesnej - Teatr Nowy, Zabrze (2013) - NOTY:

BUTY BEDA, ALE DOPIERO NA CZWARTEK.

Lot... Latanie, fruwanie, skrzydla, samolot, niebo, chmury, przestrzen, wolnosc... Kosmos, kebab, bomba, Lajka, samobójstwo... Wzniosla idea! Bo czy jest cos wznioslejszego od misji ratowania swiata przed zaglada? No wlasnie. Monodram "Lataj z Krystyna" to nie tylko zlepek kilku historii, które pomagaja snuc biografie tytulowej Krystyny - mamy przeciez larwy, prosze Panstwa! A larwy, szczególnie te z Curacao, sa równie wazne w utrzymaniu natury w równowadze, co pszczoly, w zwiazku z czym ich zaglada grozi niechybnym unicestwieniem ludzkosci. A to troche zal, zarówno larw, jak i ludzi. Tak wlasciwie, to nie wiadomo kogo bardziej szkoda... Bo te robaczki, te Hortensje Szpun, to one slodkie sa. I na dodatek spiewaja! Jakze wiec nie ugiac sie pod urokiem osobistym takiego larwiatka i nie rzucic w kat swego doczesnego zycia? Jak mozna byc tak obojetnym? No jak...? Przeciez latanie to przy tym pikus! Nic, kompletnie nic nie warte mrzonki mlodej dziewczyny. Choc gdyby nie pewien fanatyzm, gdyby nie zwiazek z pewnym Arabem i w koncu ten nieszczesny kebab, to larwy nigdy by nie przyszly. Wiec moze dobrze, ze to wiezienie bylo... Czasem warto umrzec dla idei. Byc pierwsza suka w kosmosie i obalac chrzescijanskie mity. Czasem warto umrzec dla idei... Bo nie jestesmy potrzebni, a nasza osoba zostaje odsunieta w cien i nawet "dzien dobry" juz nie slyszy. Czasem warto poswiecic swoje zycie dla idei! Zorganizowac narade wojenna i wyjsc na ulice. Koniecznie nago, bo to przyciagnie wieksza uwage... Aldona Jankowska (?) w tragikomedii "Lataj z Krystyna" stworzyla wizerunek kobiety szalonej, która jednak jest jak najbardziej prawdopodobna. Kobiety, która pewnego dnia prawie porywa samolot, tylko po to, by ten przelecial nad jej domem. Kobiety, która popelnia glupi blad, kladacy cien na cale jej przyszle zycie. Bylo lekko i przyjemnie. Nic wiecej. Doceniam kunszt warsztatu aktorki, która wciela sie w wiele ról i w kazdej z nich jest prawdziwa. Nawet Lajka, dryfujaca gdzies w kosmosie, zostala zagrana z wielka klasa. Nie kupuje jednak calosci. Moze to przez narastajace zmeczenie wielu dni, moze podly humor albo zgola inny czynnik, ale spodziewalam sie czegos innego. Mialam niedosyt. Czulam, ze brakuje istotnego elementu, który postawilby kropke nad i. Wierze, ze nie kazda sztuka musi poruszac powazne tematy i byc napisana trzynastozgloskowcem, by zostac doceniona. Nie kazda musi zmuszac do refleksji i wywolywac katharsis. Nie powinna jednak zostawiac widza "letnim".

Patrycja Golik /Teatralnik


 

LARWY STEP-BY-STEP

Trwajacy póltorej godziny tragikomiczny monodram „Lataj z Krystyna”, którego gwiazda byla Aldona Jankowska, to przeplatanka smiania sie i opuszczania wzroku w zastanowieniu. Glówna i jedyna aktorka na scenie wciela sie w tytulowa Krystyne (na drugie rodzice dali jej Jurij), czterdziestodziewiecioletnia, energiczna ksiegowa z misja ratowania swiata. O tym, przed czym nalezy go ratowac, dowiadujemy sie z jej ust oraz z licznych retrospekcji. Nie brak równiez wyjsc poza postac Krystyny - mozemy obserwowac jej kolege z pracy, Oskara, kiedy próbuje ze soba skonczyc, skaczac z dachu, a takze psa Lajke (pierwsza socjalistyczna suke w kosmosie – „dzis leci suka, jutro caly kraj”) podczas rozmyslan m. in. nad brakiem kosci, której nie ma w sputniku, a przeciez chwile temu jeszcze byla. Glównym tematem sztuki - oprócz obsesji latania, na która cierpi Krystyna i przez która spedzila cwierc wieku w wiezieniu za porwanie samolotu - sa larwy. Jest bowiem na wyspie Curacao matecznik, w którym funkcjonuja sobie zyjatka elementarne dla istnienia ludzkosci. Gdyby ich wszak zabraklo, skonczylyby sie na swiecie przeciwciala przeciwko smiertelnie groznej grypie AHAHA 202, co doprowadziloby do nieuchronnej zaglady. Larwy sa natomiast zagrozone przez budowe centrum handlowego na plazy na rzeczonej wyspie Curacao. Trzeba cos z tym zrobic i wlasnie do tego popycha nas Krystyna. Fabula monodramu jest absurdalna, lecz nie ma czemu sie dziwic - tak wielkiego talentu kabaretowego, jak ten pani Aldony, nie mozna lepiej spozytkowac, niz w podobnej konwencji. Na scenie obserwujemy zatem aktorke wcielajaca sie w szereg róznorodnych postaci zwiazanych z ta glówna, Krystyna, których przemyslenia uzupelniaja zgrabnie jej portret. Mozna zarzucic spektaklowi chaotycznosc, przeladowanie trescia i to, ze z kazda dygresja oddalamy sie od meritum, lecz jesli taka jest cena odejscia od nudy, jestem gotowa ja zaplacic. Bardzo podobala mi sie interakcja z publicznoscia, jak równiez i przerywniki muzyczne, które zostaly naprawde swietnie wykonane. Humor byl na dosc wyrównanym, dobrym poziomie - wystarczajacym, aby wprawic mnie w bardzo dobry nastrój nawet po ciezkim dniu. Jedynie zakonczenie, które bylo dosc gorzkie, psuje ten obraz, poniewaz mimo wczesniejszej obecnosci powazniejszych akcentów, liczylam jednak na pozytywne rozwiazanie akcji. „Lataj z Krystyna” to portret sfiksowanej kobiety, która dopadaja jej obsesje, podany w humorystyczny, lekki sposób. Trudno jest jednak o przemyslenia i znalezienie jakiegos przeslania, gdy w spektaklu mowa jest o bombie w kebabie i larwach spiewajacych koledy. Mimo to postaram sie zachowac wieczór z Aldona Jankowska w pamieci, poniewaz swietnie sie bawilam.

Karolina Kus /Teatralnik


"Lataj z Krystyna " - 13. Festiwal Dramaturgii Wspólczesnej "Rzeczywistosc Przedstawiona"

Aldona Jankowska- aktorka teatralna, filmowa i kabaretowa na scenie czuje sie doskonale. Mozna powiedziec, ze jest prawdziwym „zwierzeciem scenicznym". Jest takze wymagajaca artystka, poniewaz nie interesuje jej bierny odbiór ze strony widzów. Aktywizuje ich nieustannie, zachecajac do interakcji i wspóltworzenia spektaklu. Natomiast „Lataj z Krystyna" stanowi dobra egzemplifikacje tego, jak z totalnie abstrakcyjnej idei ratowania larw mozna stworzyc niebanalny spektakl przesycony humorem, komizmem jezykowym. Irracjonalnosc przedstawiona!

„Lataj z Krystyna - czyli wszystko dobre, co sie dobrze konczy" w rezyserii Andrzeja Sadowskiego jest przykladem swietnego aktorstwa zbudowanego na banalnym temacie. Podczas Katowickiego Karnawalu Komedii 2013 zostal uznany za najlepszy spektakl. Aktorka modulujac glosem wciela sie w kolejne postaci, przypominajac sytuacje- reminiscencje z zycia bohaterki monodramu. Aldona Jankowska swietnie bawi sie podczas spektaklu. Na oczach widza, z kazda minuta rozwija sie i doskonali warsztat, choc poczatkowej piosenki larw nie mozna zaliczyc do najlepszych. Widzowie oczekuja rozwoju akcji w nieustannym napieciu, poniewaz aktorka beztrosko przechadza sie miedzy publicznoscia, zmuszajac do interakcji. Widzowie z przyjemnoscia poddaja sie jej zachetom i zywiolowo reaguja odpowiadajac na pytania, badz dopowiadajac potrzebne frazy.

Spektakl jest w zasadzie tragikomedia opowiadajaca o niezrealizowanych planach, niespelnionych marzeniach i zawiedzionych oczekiwaniach. Mozna go takze traktowac jak humorystyczna wersje antyporadnika z cyklu „jak nie nalezy porywac samolotu" dysponujac bomba umieszczona w kebabie.... Czy zatem dominujacymi cechami sa patos, zaduma i smutek? W zadnym wypadku! Krystyna pomimo 25 lat spedzonych w wiezieniu po nieudanym ataku terrorystycznym nie utracila hartu ducha i gotowa jest zrealizowac swe marzenia za wszelka cene. Czuje, ze ma misje do wypelnienia i musi zebrac grupe ludzi, którzy pomoga wypelnic jej zadanie uratowania tajemniczych, spiewajacych larw- krewnym Hortensji Szpun. Czy jej plan sie powiedzie? Wiele zalezy od publicznosci, która podejmie wyzwanie lub zignoruje prosby bohaterki. Tytulowa Krystyna to 49-letnia kobieta, ksiegowa uzalezniona od zelków owocowych. Jest mistrzynia metamorfoz. Ten sceniczny kameleon z latwoscia wciela sie w postac oschlego ojca, marzacego by jego nienarodzone jeszcze dziecko poszlo w slady Jurija Gagarina i bylo pierwszym czlowiekiem na Marsie; skromnej i nieco zbyt ugodowej matki, czy wreszcie psa Lajki i ksiegowego Oskara- samobójcy. Wszystkim zmianom postaci towarzysza efekty audiowizualne, poniewaz przy kazdym wcieleniu sie w kolejna role pojawia sie czerwone swiatlo, a w Impresji rozlegal sie trzepot skrzydel i krakanie ptaków. Aktorka plynnie i z gracja przechodzi od odgrywania jednej postaci do drugiej, imitujac nawet rozbrajajace miny spiewajacych larw z Curacao. Co ciekawe, tresci przedstawiane podczas wystepu, koresponduja z rzeczywistoscia pozasceniczna, poniewaz strona internetowa, o której opowiada Krystyna larwykrokpokroku.pl, faktycznie istnieje. Moze nie jest poswiecona wylacznie zyciu larw, lecz zawiera informacje dotyczace samego spektaklu. Póltoragodzinny, osobliwy wystep Jankowskiej stanowi rodzaj artystycznego kolazu. Aktorka tworzac wybuchowy teatralny gulasz zmieszala skladniki z pogranicza monodramu, improwizacji, stand-upu czy spektaklu muzycznego. Calosc, zmiksowana ze soba i logicznie poukladana tworzy przemyslana konstrukcje dramatyczna, aktywujaca ustawicznie uwage widza bombardowanego pytaniami, piosenkami czy tradycyjnymi dialogami. Spektakl jest przykladem dobrego zrealizowania funkcji fatycznej i konatywnej przekazu jezykowego. Bohaterka fiasko poniosla jedynie w finale, podczas namawiania do zdjecia ubran... Magdalena Mikrut / Dziennik Teatralny Katowice