<- realizacje:

 

 

Teatr Dramatyczny im. A. Węgierki w Białymstoku

Andrzej Sadowski

Sąsiedzi


 

Reżyseria, scenografia: Andrzej Sadowski

Muzyka: Piotr Szekowski

 

Udział biorą:

Agnieszka Możejko-Szekowska - Ola
Patryk Ołdziejewski (gościnnie) - Michał
Sławomir Popławski - Stefan
Piotr Szekowski - Maciej


Inspicjent: Jerzy Taborski

 

Premiera: 17. 09. 2016


Foto: Bartek Warzecha

 

„Sąsiedzi” to psychologiczny, komediowy thriller rozgrywający się w realiach polskiej prowincji. To historia pewnego młodego małżeństwa, które porzuca miasto i wyprowadza się na wieś. Tak jak wielu „uciekinierów z miejskiej dżungli”, tak i oni, naiwnie marzą o szczęśliwym, prostym życiu, w zgodzie z naturą, na własny rachunek i w zwolnionym tempie. Lecz już od pierwszego dnia, życie zaczyna dyktować własne warunki, a krajobraz okazuje się o wiele piękniejszy niż niektórzy zamieszkujący go ludzie, których sposób bycia czy też zwyczaje i budowane od pokoleń relacje nie łatwo rozszyfrować i zrozumieć, a czasem wręcz jeszcze trudniej zaakceptować i stać się ich częścią. Bohaterowie trafiają w sam środek mrocznej i budzącej grozę tajemnicy, gdzie wszystko wygląda inaczej, niż jest w istocie. /mat. Teatru/

 

Link do strony Teatru: http://dramatyczny.pl/spektakl/sasiedzi/


 

Słodko-gorzki obraz polskiej prowincji

Jak zbudować dobre relacje z sąsiadami i jednocześnie zachować niezależność? Gdzie przebiega granica, której przekraczać nie powinniśmy? M.in. takie pytania stawia spektakl "Sąsiedzi" - pierwsza w tym sezonie premiera w Teatrze Dramatycznym.

Słodko-gorzki obraz polskiej prowincji.

"Sąsiedzi" Andrzeja Sadowskiego to psychologiczny, komediowy thriller rozgrywający się w realiach polskiej prowincji. To historia pewnego młodego małżeństwa, które porzuca miasto i wyprowadza się na wieś. Tak jak wielu "uciekinierów z miejskiej dżungli", tak i oni naiwnie marzą o szczęśliwym, prostym życiu, w zgodzie z naturą, na własny rachunek i w zwolnionym tempie. Lecz już od pierwszego dnia życie zaczyna dyktować własne warunki.

Reżyser postanowił pokazać problemy, których doświadczyliśmy osobiście lub znamy ze słyszenia. Jaki jest teatralny efekt? Można mieć mieszane uczucia. Wprawdzie spektakl ma szybkie tempo, dużo dialogów, ciekawą warstwę muzyczną i jest przyzwoicie zagrany (na ocenę powyżej średniej zasługuje Sławomir Popławski), to jego finał ociera się o banał.

Było sielsko, aż pojawił się Stefan

"Sztuka jest oparta w dużej mierze na autentycznych wydarzeniach. Większość z nich to moje osobiste doświadczenia sprzed paru lat. Inne zaś pochodzą z opowieści, zwłaszcza młodych ludzi, którzy postanowili wyprowadzić się na wieś i rozprząc nowe... niczym niezmącone życie" - mówił o "Sąsiadach" Andrzej Sadowski.

Ola (Agnieszka Możejko-Szekowska) pracowała w bibliotece, Maciek (Piotr Szekowski) jest inżynierem, wykładowcą. Małżeństwem są od 9 lat. Nie mają dzieci - z wyboru. W ich życie - dość brutalnie - wkracza Stefan (Sławomir Popławski). Zapowiada, że będzie głośno, bo musi pociąć drzewo. Potem zaprasza na grilla z okazji urodzin syna Michała (gościnnie Patryk Ołdziejewski). Chłopak jest nieśmiały i małomówny. Na zakrapianej mocnym alkoholem imprezie (Michał nie pije, Maciek gustuje tylko w winie) Stefan smali cholewki do Oli. To dopiero początek problemów. Maciek próbuje dojść, kto wyciął drzewo w sąsiedztwie ich posiadłości. Podejrzenie pada na Stefana, który oczywiście nic sobie z tego nie robi. Bez skrupułów wynosi drzewo z lasu Maćka i Oli. Zadaje też wścibskie pytania, zastawia traktorem drogę do posiadłości młodych lokatorów. Atmosfera się zagęszcza, gdy Stefan zaczyna snuć podejrzenia na temat relacji Oli i Michała. Spektakl dotyka bowiem nie tylko stosunków sąsiedzkich, ale też niełatwych rodzinnych relacji. A finał jest dramatyczny.

Mocną stroną spektaklu jest z pewnością oryginalna konstrukcja. W opowiadaną historię wprowadza piosenka (dodatkowo Piotr Szekowski i Patryk Ołdziejewski grają na gitarach). Kolejne utwory utrzymane są w różnorodnych stylistykach. W jednej z piosenek śpiewanej przez Szekowskiego i Popławskiego w duecie można doszukać się podobieństwa do twórczości Świetlików. Muzyczne wstawki przełamują tradycyjną teatralną akcję - trzeba przyznać, że 100-minutowy spektakl mógłby być nieco krótszy.

Do ciekawych realizacyjnych zabiegów należy też usadzenie widzów na scenie. Dzięki temu są wystarczająco blisko rozgrywających się wydarzeń. Mogą w zasadzie podglądać życie bohaterów, jakby byli współmieszkańcami tych dwóch domów. Mają okazję poznać intymne relacje łączące bohaterów - a one są tu najważniejsze.

Przedstawienie jest przeznaczone dla osób powyżej 18. roku życia. Pada w nim sporo wulgaryzmów (uzasadnionych), jest też nagość.

Anna Dycha /www.bialystokonline.pl/26-09-2016


 

Gitary na scenie, śmiech na widowni - kabaret?

 

Teatr określił "Sąsiadów" mianem komediowego thrillera, prościej jednak byłoby nazwać występy czworga aktorów mianem kabaretu z pretensjami.

Sytuacja wyjściowa w "Sąsiadach" to przeprowadzka inteligenckiej pary na wieś. Wątek komediowy znany od lat, przedstawiony jest w nietypowej dla teatru konwencji. Narrator z offii najpierw tłumaczy, co się wydarzyło, umiejscawia w przestrzeni teatralnej domy tytułowych sąsiadów, po czym... okazuje się, że brzdąkający na gitarze elektrycznej mło-dziak będzie akompaniował grającemu na drugiej gitarze elektrycznej i śpiewającemu Piotrowi Szekowskiemu. Przy drugim mikrofonie pojawia się Agnieszka Możejko-Szekowska. Życiowa i sceniczna para zaczyna wyśpiewywać historię swojego życia i przeprowadzki. To typowi inteligenci z pretensjami. Za mało zarabiają, on wszędzie widzi złodziei, nawet kradnących mu naukowe pomysły, ona byłą bibliotekarką, ale ma zacięcie pedagogiczne. W kpiącym tekście tłumaczą, że odległość 40 kilometrów od Warszawy to mniej więcej to samo co przebijanie się przez korki w stolicy. Świetnie rozegrana zostaje też obecność teściowych w ich życiu. Czujny mąż przerywa song i zaczyna się kabaretowa część mówiona.

Nie zawsze dobrze mieć sąsiada

Okazuje się, że obok kupionego przez nich domu z ogrodem i pobliskim lasem mieszka bezrobotny sąsiad pijak, który zaczyna coraz intensywniej ich odwiedzać, wreszcie ingerować wręcz i komentować ich życie. Początkowo wzbudza współczucie kreując się na wdowca, który samotnie opiekuje się 19-letnim synem. W miarę biegu skeczy, wychodzi z niego rap-tus, leń, pijak, i że pozwolę sobie zacytować klasykę polskiej komedii -jak pijak to i złodziej. Oprócz lepszych i gorszych skeczy (impreza zapoznawcza z naburmuszonym mężem i coraz śmielej poczynającym sobie sąsiadem wypada całkiem zabawnie) pojawiają się dość nieskomplikowane piosenki. Chociaż przejścia od skeczy do śpięwu wypadają płynnie, mnie ta formuła nie do końca przekonuje. Państwo Szekowscy dobrze się ze sobą czują na scenie i nawet ich inteligenckie niesnaski wypadają w miarę wiarygodnie.

Główną postacią "thrillerowej" części jest bardzo wiarygodny Sławomir Popławski. Przyodziany w gumofilce i brudny kombinezon okazuje się być dość mroczną postacią. Przeklina przy tym nie częściej niż przeciętne gimnazjalistki w środkach komunikacji publicznej. Zaś jego życiowe prawdy Polaka-cwaniaka wzbudzają u części widowni salwy śmiechu - oczywiście jeśli wzmocnione są "grubym" słowem.

Trzeba wyznaczać granice

Wychodząc na chwilę z tej kabaretowej konwencji, "Sąsiedzi" mogliby by być, jeśli nie ko-lejną teatralną "Rzezią" (pamiętna adaptacja filmowa dramatu teatralnego nakręcona przez Romana Polańskiego), to przynajmniej opowieścią o konieczności wyznaczenia granic. Ta podstawowa umiejętność inteligencji emocjonalnej pozwala zachować własną odrębność. W dramacie autorstwa Andrzeja Sadowskiego Sławomir Popławski umiejętnie stara się skracać dystans, szczególnie pomiędzy nim samym, a ponętną sąsiadką. Niby przypadkiem łapie ją za rękę, przechodzi na "ty", szuka współczucia. Początkowo traktowany jest z pobłażaniem. Brak wyraźnego wyznaczenia granicy skutkuje awansami pijaka połączonymi z powątpiewaniem w męskość jego sąsiada. Wreszcie w pieśni, która ma być rodzajem rozliczenia, pada uniwersalne w pewnych kręgach oskarżenie "Maciek to pedał". Czyli - można sobie wobec jego żony pozwolić na wszystko. Inteligenci inwestują w płot, separują się od uciążliwego i agresywnego sąsiada, nie wiedzą jednak jakimi kruczkami prawnymi mogą zostać pokonani. Czy za późno zaczęli wyznaczać granice, te dosłowne i te we własnych umysłach - na te pytanie nie dostaniemy odpowiedzi. Za to z widowni można usłyszeć radosny komentarz od pań w wieku dziadka Poszepszyńskiego ze słynnej radiowej sagi "jakie bułeczki!" na widok obnażonych pośladków Patryka Ołdziejewskiego, grającego milczącego syna wiejskiego raptusa.

Kabaret w teatrze?

Nie jest to opowieść o rywalizacji trzech samców o samicę, ani kabaret moralnego niepokoju. Raczej teatralny pomysł na kabaret zw scenami i dialogami wziętymi wprost z życia. Tylko czy po to chodzimy do teatru?

Jerzy Doroszkiewicz/Kurier Poranny Magnes Białystok nr 8/29-09-2016


 

Wsi niespokojna, wsi niewesoła.
Mimo, że spektakl „Sąsiedzi" białostockiego Teatru Dramatycznego w reż. Andrzeja Sadowskiego wywołuje na sali salwy śmiechu, widzowie wychodzą z niego z poczuciem niekomfortowego smaku przegryzienia pigułki gorzkiej ironii oraz przerażenia. A to za sprawą tematyki, po którą sięgnął reżyser – stosunków sąsiedzkich. Chyba każdy z nas ma lub miał sąsiada, który uprzykrzył mu życie. Jednak ten, który trafił się Oli i Maćkowi, przerasta wszelkie oczekiwania.
Opowieść zaczyna się niewinnie. Młode małżeństwo kupuje dom na wsi, szybko wykonuje remont, by móc zamieszkać w nim wraz z nadejściem wakacji. Interes udaje się im z nawiązką, bo po sprzedaży starego mieszkania zostaje im kwota, którą przeznaczają na używany samochód. I wtedy do życia Oli (Agnieszka Możejko-Szekowska/Monika Zaborska) i Maćka (Piotr Szekowski) wkracza Stefan (Sławomir Popławski).
Odbiorca spektaklu „Sąsiedzi" już na samym początku dowiaduje się, że mężczyzna jest sąsiadem małżeństwa i dokłada wszelkich starań w utrzymaniu gospodarstwa oraz samotnym wychowaniu syna Michała (Patryk Ołdziejewski), bo żona zmarła na raka. Stefan, mimo bycia bezrobotnym, buduje swój wizerunek jako mężczyzny, który żadnej pracy się nie boi – gdyż kiedyś pracował na stacji. Image dobrego sąsiada upada z minuty na minutę, ujawniając prawdziwą naturę mężczyzny, co sprawia, że młode małżeństwo jest w coraz większych tarapatach.
Ola i Maciek są bohaterami pozytywnymi, ukazanymi wręcz bez winy, których celem jest tylko zamieszkanie na wsi, we własnym domu. Ta ich wewnętrzna niewinność służy reżyserowi, niczym lustro, do odbijania wszelkich naszych sąsiedzkich stosunków. Widzimy pozytywne zachowania małżeństwa – tak zwaną pomoc sąsiedzką, ale też i ich reakcję na negatywne, których źródłem jest Stefan. Młodzi z początku tolerują dyskomfortowe sytuacje, jednak w pewnym momencie muszą postawić granicę w postaci płotu. Wówczas stosunki sąsiedzkie przeradzają się w prawdziwą wojnę.
„Sąsiedzi" to także głos w sprawie wychowania dziecka. Stefan nie jest wzorowym ojcem. Choć przed otoczeniem jawi się jako osoba dbająca o dobro Michała, próbująca do niego dotrzeć słowem i pozytywnym czynem, za zamkniętymi drzwiami podnosi rękę oraz nie wykazuje żadnych przejawów tolerancji na odmienne od swego myślenie, ubiór, czy styl bycia. Ma to swój skutek w zakończeniu przedstawienia.
Kolejny temat poruszany przez reżysera to odwieczne trzymanie się razem społeczności wiejskiej. Nie jest to kwestia pokazana wprost. Uważny odbiorca dowie się o niej z opowieści Oli i Maćka. Dwa najwyraźniejsze przykłady to kwestia ścięcia przez nieustalonego sprawcę drzewa oraz pomoc przy zepsutym pojeździe. W przypadku pierwszego Maciek zgłasza incydent do wójta, lecz ten ingeruje dopiero po skardze Stefana, oczywiście na korzyść dłużej mieszkającego na wsi. W drugim przypadku „wieś", która w sklepie ostrzega „miastowego" przed Stefanem, oskarżająca „jednego ze swoich" o negatywne zachowanie, idzie mu z pomocą gdy zachodzi potrzeba– połowa wsi przenosi zepsuty pojazd Stefana z podjazdu Oli i Maćka.
Andrzej Sadowski wybrał bardzo ciekawą formę narracji. O tym, co dzieje się na bieżąco odbiorca dowiaduje się z głosu dobiegającego zza sceny. Taka forma opowieści doskonale sprawdza się w przypadku „Sąsiadów". Po lakonicznym wprowadzeniu widz szybko odnajduje się w kolejnych scenach mających miejsce w domu młodego małżeństwa, chacie Stefana i Michała oraz pobliskim lesie. Drugą formą narracji są piosenki śpiewane i grane na gitarach przez aktorów. Dzięki nim oglądający spektakl otrzymuje informacje o przebiegu akcji, a także odkrywa emocjonalne stosunki panujące pomiędzy bohaterami.
„Sąsiedzi" są widowiskiem skierowanym do pełnoletniego widza. Wynika to nie tyle z ukazania pośladków Michała, co ku memu zdziwieniu wzbudziło wśród odbiorców długotrwającą salwę śmiechu, ale z języka. To nie jest spektakl dla osób stroniących od wulgarnych słow. Oczywiście, ich obecność jest uzasadniona – Stefan to prosty, niewykształcony, ograniczony kulturalnie kołtun – lecz ich liczba użycia na minutę przerasta sytuację gdy przysłowiowy szewc z kilkunastoletnim stażem ma naprawdę zły dzień.
Na koniec pozostawiłem jedną uwagę, dotyczącą gry na scenie. Precyzując, mam na myśli użycie rekwizytu. Jeśli głos narratora mówi, że Ola na spacerze ma w ręku butelkę wody mineralnej, to aktorka obowiązkowo powinna ściskać przedmiot, nawet ten rekwizyt, który służy za butelkę wódki Stefana.
Jakub Sosnowski / Dziennik Teatralny Białystok

Link do źródła →