<- realizacje:

 

 

Teatr Miejski im. W. Gombrowicza w Gdyni

Florian Zeller

Prawda. Komedia małżeńska

 

Przekład: Barbara Grzegorzewska

Reżyseria i opracowanie muzyczne: Zbigniew Rybka
Scenografia i kostiumy: Andrzej Sadowski
Światło: Marek Perkowski
Asystent reżysera: Szymon Sędrowski
Producent: Ewa Wojciechowska - Chodorek
Sufler: Ewa Gawron
Inspicjent: Maciej Sykała

 

Obsada:

Agnieszka Bała, Monika Babicka, Szymon Sędrowski, Maciej Wizner

 


Premiera: 04.02.2017 / Foto: Roman Jocher / Teatr Miejski 


One man show

"Prawda. Komedia małżeńska" to jeden z tych spektakli, gdzie niemal wszystko zależy od aktorów. W tym wypadku za powodzenie przedstawienia odpowiada odtwórca roli Michała, który albo uwiedzie publiczność, albo przepadnie wraz z całym przedsięwzięciem. Szymonowi Sędrowskiemu udaje się rozbawić publiczność, niekiedy do łez.

Komedii małżeńskich z przewodnim motywem zdrady i kłopotów, jakie z niej wynikają, mamy w teatrach wiele. Sztukę "Prawda. Komedia małżeńska" francuskiego dramatopisarza Floriana Zellera wyróżniają na ich tle przede wszystkim proporcje. Używając nomenklatury muzycznej, to nie jest sztuka dla kwartetu, tylko dla solisty i trójki akompaniatorów.

Poznajemy dwie pary, które łączą pewne tajemnice i całe mnóstwo niedomówień. Pozornie to sytuacja, jakich wiele. On jest niezbyt lotnym, ale uroczo niezdarnym kłamcą, a przy tym urodzonym szczęściarzem - żyje w statecznym związku małżeńskim z dwudziestoletnim stażem, ma przyjaciela, na którego zawsze może liczyć, a raz czy dwa razy w tygodniu spotyka się z jego żoną, skutecznie urozmaicającą mu przerwy między kolejnymi stresującymi spotkaniami z klientami. Czasem zrobi kochance wyrzuty, gdy ta - targana wyrzutami sumienia - zechce przyznać się do wszystkiego mężowi. By utrzymać w rękach kontrolę nad tym, jaka "prawda" wyjdzie na jaw, musi się jednak mocno nagimnastykować. Zwłaszcza że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje...

W gdyńskiej wersji sztuki Zellera Michał ma pełne ręce roboty i kłamstwo na każdą okazję zarówno dla żony Laury, jak i przyjaciela Pawła. Przy okazji zręcznie lawiruje między swoimi pół- i ćwierćprawdami serwowanymi żonie Pawła - Alicji. "Prawda" okazuje się bardzo gdyńską komedią nie tylko dzięki spolszczonym imionom bohaterów. By sztuka nabrała kolorytu lokalnego, akcję dramatu umieszczono w Gdyni. Ten bardzo częsty dla gdyńskich produkcji zabieg tym razem wydaje się zupełnie zbędny, na szczęście nie osłabia jednak wymowy spektaklu.

Reżyser przedstawienia, Zbigniew Rybka, miał okazję przećwiczyć tekst "Prawdy" w Teatrze Powszechnym w Radomiu, gdzie sztukę Zellera wystawił dwa i pół roku temu. Być może dlatego akcja komedii toczy się wartko, w dobrym rytmie, wyznaczanym przez sceny zakończone "stopklatką", wyciemnieniem i motywem muzycznym. Wszystko zaś rozgrywa się w wielofunkcyjnym wnętrzu stylizowanym na surowe w wystroju wnętrze, spełniające rolę nowoczesnego mieszkania klasy średniej, pokoju hotelowego lub szatni kortu tenisowego (scenografia Andrzeja Sadowskiego).

To przestrzeń, w której Szymon Sędrowski w roli Michała próbuje uwieść bohaterów "Prawdy" i publiczność gdyńskiego spektaklu, w czym (przynajmniej podczas premiery) odnosi pełen sukces. Gra raptusa i słodkiego drania jednocześnie, poruszającego się w delikatnej materii zdrady z gracją słonia w składzie porcelany. Swój egoizm, małostkowość i poczucie komfortu Michał Sędrowskiego ubiera w najwymyślniejsze słowa, poparte zabawnymi gestami i przerysowaną mimiką troglodyty. Tokuje przy tym nieprzerwanie, wydobywając z siebie wartkie potoki słów, nie przestając przy tym kokietować wszystkich zarówno na scenie, jak i na widowni.

Pozostałe role są tak zbudowane, że grający je aktorzy nie mają szans zabłysnąć na dłużej niż chwilę. W gdyńskim spektaklu udaje się to jednak tylko Maciejowi Wiznerowi, który jako Paweł świetnie rozgrywa scenę męskiej rozmowy w roli ofiary. Bezbarwna i nieciekawa jest Alicja grana przez Agnieszkę Bałę, podobnie jak zaskakująco sztuczna i przezroczysta Laura w wykonaniu Moniki Babickiej. W tej sytuacji niemal całą przestrzeń spektaklu wypełnia Szymon Sędrowski, tworząc swój one man show.

"Prawda. Komedia małżeńska" zawiera wszystko to, czego oczekiwać należy od dobrej komedii: zgrabne dialogi, odpowiednie tempo i dynamikę, komizm sytuacyjny, liczne przebieranki (kostiumy bohaterów dobrze skompletowane przez Andrzeja Sadowskiego) i dobrą grę aktorską, którą tym razem zapewnia przede wszystkim Sędrowski, nie od dziś jeden z liderów Miejskiego w komediowym graniu.

Tekst Zellera oczywiście pełen jest przekory, ale trudno doszukiwać się w nim drugiego dna, czego nie robi, na szczęście, również reżyser. I chociaż gdzieś z tyłu głowy kołacze się myśl, że obśmiewamy sytuację bohaterów, która dla wszystkich, którzy zetknęli się z nią w rzeczywistości, wiąże się z wręcz przeciwnymi reakcjami od tych, wywoływanych przez "Prawdę", to odrobina dystansu na pewno nie zaszkodzi. Dla wielbicieli sprawnie skrojonych komedii to pozycja z pewnością godna uwagi.

"One man show" / Łukasz Rudziński /www.trojmiasto.pl
Link do źródła


 

"Prawda" naprawdę zabawna

«Funkcjonują, jak twierdzą znawcy zagadnienia, cztery podstawowe definicje prawdy. Sobotnia premiera w Teatrze Miejskim była potwierdzeniem jeszcze jednego rodzaju prawdy, obiegowej: że o prawdzie i kłamstwie można napisać zgrabną komedię. A do tego jeszcze przedstawienie dowodzi, że jeśli taką sztukę dobrze zagrać i wyreżyserować, gwarantuje to dobrą zabawę.

Kwartet do kwadratu

Florian Zeller, francuski dramaturg, stworzył w swojej "Prawdzie" sytuację w farsowych komediach powielaną od nie wiadomo jak dawna: mąż zdradza żonę i musi się potężnie nagimnastykować, by ta prawda nie ujrzała światła dziennego. W "Prawdzie" sytuacja podniesiona jest nawet do kwadratu, bo par mamy dwie i sytuacje zdrad także dwie, na krzyż: główny bohater Michał (Szymon Sędrowski) umawia się na seks w hotelikach z Alicją (Agnieszka Bała), żoną swego najlepszego przyjaciela Pawła (Maciej Wizner), Paweł zaś, niejako równolegle, sypia z Laurą (Monika Babicka), żoną Michała. Jak te dwie prawdy w małżeńskim kwartecie ukryć, a także jak je umiejętnie i w odpowiednim dla siebie momencie ujawnić - to cała treść sztuki. Z pewnym finalnym morałem.

Oszukany łgarz

Sztuka została rozpisana na kwartet aktorów, ale rola Michała jest w tej konfiguracji jednak pierwszoplanowa, trochę na zasadzie pierwszych skrzypiec w smyczkowym kwartecie. Grający Michała Szymon Sędrowski rozegrał swoją partię koncertowo. W scenie hotelowej schadzki z Alicją widzimy najpierw zadowolonego z siebie, jurnego byczka, któremu wydaje się, że w swoim życiu złapał Pana Boga za nogi: ma dobrą pracę, bezkonfliktową i wciąż atrakcyjną żonę, miłą odskocznię w postaci kochanki, żony najlepszego przyjaciela, z którym, do kompletu, regularnie spotyka się na partie tenisa i te partie regularnie wygrywa. Trzeba czegoś więcej do szczęścia?

Tyle że cała sytuacja zaczyna się stopniowo wymykać Michałowi z rąk. Śledzimy jego wyczyny trochę tak, jak zjazd narciarza alpejskiego, który w pewnym momencie slalomu potrącił tyczkę, jeszcze utrzymał się na nogach, ale na kolejnej tyczce było już gorzej, potem jeszcze gorzej, aż po śmieszny upadek. Najśmieszniej robi się wtedy, gdy ten notoryczny łgarz zaczyna się orientować, że sam jest oszukiwany przez innych, tyle że skuteczniej, bo na zimno.

Sędrowski tę przemianę od zadowolonego z siebie faceta po chodzącego z rozdziawioną buzią i kompletnie skołowanego- świetnie odegrał. Co prawda ekspresja Sędrowskiego może się wydawać z czasem powtarzalna, ale jest też w jego roli wiele małych perełek, choćby scena, gdy zatyka go szklanka whisky, wypita duszkiem przed decydującą rozmową z Pawłem. Takich drobnych, dopracowanych elementów jest w roli Sędrowskiego wiele.

Sposób na życie

Zeller tak swoją sztukę napisał, że główny bohater znajduje się przez cały czas w centrum, a pozostałe postacie w jej tle. Nie można więc mieć pretensji do pozostałych aktorów, że nie idą tu w zawody z Sędrowskim. Może to nawet dobrze (choć dziwnie się składa...), że przeciwwagą dla ekspresji Sędrowskiego jest ich powściągliwa, opanowana gra (zwłaszcza Wiznera i Babickiej). Gdyby reżyser Zbigniew Rybka docisnął bardziej pedał gazu i poszedł w grubo zarysowaną farsowość, mogłoby to na koniec zmęczyć. A tak - Teatr Miejski zaprasza na świetną zabawę, udany wieczór, który, wierzę, okaże się kasowym przebojem.

A morał? Morał taki, że jak już kłamać, to dobrze, czyli na zimno. A kłamać trzeba, bo bez łagodzącego prawdę kłamstewka życie ludzi ze sobą byłoby nie do wytrzymania.»

""Prawda" naprawdę zabawna" / Jarosław Zalesiński / Polska Dziennik Bałtycki nr 30 /06-02-2017


 

/.../Spektakl pomyślany jako czysta rozrywka jest nią od początku do końca. Tempo dyktują nie tylko uwodzące finezją i wyrzucane z impetem komiczne kontry replik dialogowych (za sprawą świetnej translacji Barbary Grzegorzewskiej), ale i dynamiczna zmiana scenografii oraz idąca jej w sukurs żywiołowa muzyka stanowiąca antrakt pomiędzy poszczególnymi scenami. Bryluje w nich wspomniany Szymon Sędrowski, który jako Michał świetnie żongluje aktorskim przejaskrawieniem. Jego szarże słowne wsparte artykulacyjną przesadą i przerysowaniem doskonale komponują się z profilem postaci, w którą się wciela - kokieteryjnego lawiranta i konformisty z zadatkiem na obskuranta w jednym.

"Wokół małżeństwa i kłamstw ciurkiem płynących" / Anna Kołodziejska / www.teatralia.com.pl
Link do źródła


 

Zaprojektowana przez Andrzeja Sadowskiego scenografia przywodzi na myśl wystawę w Ikei (pudełko ze schludnym miksem szarości i beżu) i jest równie funkcjonalna, bo w zależności od sceny za pomocą drobnej reorganizacji zmienia się we wnętrze hotelowe, przestrzeń prywatnego mieszkania, gabinet lekarski i szatnię kortu tenisowego (z prysznicem!). Naszym przewodnikiem po tych przestrzeniach staje się Michał, który skazany zostaje na nieustanny i intensywnie bolesny dysonans poznawczy, wytrącający go brutalnie z przyrodzonego mu poczucia samozadowolenia.

Anna Jazgarska / teatralia.pl

Link do źródła

 

Foto: Maciej Czarniak